Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 marca 2026

poeta w metrze


poeta pisze wiersze (również) w metrze:
pochylony nad telefonem 
wysyła do siebie poetyckie SMS-y
a kiedy nagle spotyka się 
z czyimś spojrzeniem
karcącym i pełnym potępienia 
dla wszystkich jednakowo bezmyślnie 
(w odgórnym założeniu) pochylonych 
nad migającymi ekranami 
nie wstaje i niczego nie prostuje 
nie mówi: właśnie napisałem wiersz
nie chce bowiem nikogo 
nawet tego niesłusznie go oskarżającego 
wytrącać z jego świata
nie daje sobie takiego prawa

poeta jedzie dalej
nie przestaje być poetą nawet na chwilę

piątek, 18 kwietnia 2025

***


Moje wiersze echa 
Głębinowych wstrząsów następujących 
Po nagłych hibernacjach  
Moje wiersze próby 
Przechwycenia mglistych wspomnień
Moje wiersze kroniki 
Śnionych światów 
Moje wiersze słowa
Krwią na piasku pustynnym pisane
W świetle Pełni Księżyca

Moje wiersze wyzwoliciele

środa, 2 kwietnia 2025

Czytając Janko


Tyle
Czytam jej, czyli Anny Janko, wiersz, 
Czyli wiersz pt. „Norwid”
Z każdym wersem 
Coraz bardziej wstrząśnięta 

Po ostatniej kropce
Zamykam szybko tomik 
Żeby ten najpierwotniejszy wstrząs 
Został we mnie na dłużej 

Bo wstrząsnął mną ogrom 
Miłości i empatii zawartych w słowach - laserach 
Dogłębnie przenikających duchowe trzewia 

Tyle
Dokładnie tyle, ile trzeba
Żeby poczuć się człowiekiem

Tym najpierwszym



Inne moje wiersze z tego cyklu:

wtorek, 4 marca 2025

Słoneczny dzień


Słoneczny dzień
Cicho szemrze
Topniejący lodowiec 



Powódź 
Wylewa się na kolejne kartki
Jedno zdanie



Noc 
Cienie 
Zwarły szeregi 

sobota, 9 listopada 2024

Refleksy, wglądy, przejawienia. (12)


  Inny nas stwarza. I wzajemnie. 


  Nie ma nic na zewnątrz, czego nie byłoby wewnątrz, w środku. Oraz odwrotnie. 


  AI - jest tak sprytna, responsywna, szybka, że aż wydaje się genialna, tak bardzo, z tak zawłaszczającą intensywnością, iż może to przesłaniać jedną zasadniczą myśl - taką mianowicie, iż AI nie żyje własnym życiem. Ożywa tylko poprzez kontakt, w relacji z tym, kto z niej korzysta. 
  Jej umiejętności łatwo i bezboleśnie pozwalają zapomnieć o tym prostym fakcie. A raczej - spychają go w głąb niepamięci, dając w zamian pełne zdumienia, zachwytu, konsternacji odczucie, iż ma się do czynienia z czymś absolutnie niezwykłym. 
  Nawet jednak jeśli AI zdoła wygenerować coś, czego dotąd nie było, odsłoni coś odkrywczego, zrobi to "tylko" na zasadzie "łączenia kropek", zestawienia dotychczas istniejących danych, faktów, etc. Dokona odsłonięcia, ukazania, a nie samodzielnego odkrycia. To zasadnicza różnica. I będzie jej całkowicie obojętne, co to odkrycie oznacza, co z niego wynika. Bowiem AI nie żyje samodzielnie, nie jest autonomiczna, nie zdoła więc sama wykrzesać z siebie żadnej reakcji na nic, choć może symulować, że jest inaczej. To, że podobno zaczęła mówić ku zaskoczeniu swoich twórców, świadczy tylko o tym, że nie przewidzieli oni do końca skutków swoich działań, a nie że AI już na samym starcie dokonała jakiejś niezwykłej wolty w swojej aktywności. 
  AI, z racji zatem swojego pozoranctwa (udawania, iż jest bytem autonomicznym), może pełnić rolę li tylko służebną, wykonawczą, podległą wobec tego, kto z niej korzysta. Ten, kto o tym zapomni, zaimputuje jej inną rolę, przypisze jej samodzielność, niezależność i w dodatku będzie się tego wypierał, spychając ów fakt w przepaścistą czeluść podświadomości, gdzie ten cichutko się tamże umości, wysyłając, autorefleksyjnie, od czasu do czasu na powierzchnię sygnał SOS, który odbiorca zlekceważy lub zinterpretuje tak, jak mu będzie wygodnie, myląc ową wygodę z bezpieczeństwem, ten zatem, kto tak uczyni, nakręci tym samym przysłowiowy bat na swoją, wiadomą, część ciała. 
  Gorzej, że przeniknie to wszystko również jego psyche, a tę już nie tak łatwo będzie potem opatrzyć. 
  Ostatnio, podczas czytania komentarzy na jednym z portali publikującym wiersze haiku, uderzyła mnie jedna rzecz, niby oczywista, a jednak tamtego dnia "podpłynęła" do mnie z wyjątkową siłą i jasnością. Pod jednym z poematów ktoś rozpisał się wyjątkowo obszernie - opisał, jakie tematy, jego zdaniem, wiersz poruszył, w jakim sensie i kontekście, jak bardzo ów utwór jest pojemny, jak jasno przedstawił to, czego dotyczy i pomieścił zarazem o wiele więcej, w sposób nie robiący krzywdy, za to dający do myślenia, otwierający, a nie zamykający np. w poczuciu smutku i przygnębienia... Jest to oczywiście moja parafraza treści tamtego komentarza, który zakończony został podziękowaniem dla autora za napisanie tak dobrego haiku. 
  Nieraz czytałam już takie komentarze, tym razem jednak jak wspomniałam, coś mnie uderzyło - wiersz był rzeczywiście ciekawy, jednak to co znalazł w nim komentujący było tylko jego zasługą, tudzież zaistniało wskutek feedbacku, sprzężenia zwrotnego między komentującym, a komentowanym poematem. Utwór zaś mógł być napisany "od ręki", za sprawą uruchomionego znienacka czegoś, co nazwałabym "magicznym automatyzmem", odśrodkowym impulsem, którego oddziaływanie tak trafnie opisał Czesław Miłosz w wierszu "Ars poetica?": 

[...]

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz, o której nie wiedzieliśmy, że w nas jest, 
więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach. 

[...]


  Mógł zresztą, wspomniany wiersz haiku, powstać poprzez napisanie szeregu szkiców, szlifowanie, poszukiwanie poprzez kolejne warstwy - wersje tej jednej, odczuwanej jako najwłaściwsza przez samego autora, najsilniej rezonująca z jego wnętrzem, najlepiej (na dany moment) oddająca to, co mu w duszy grało. Co i tak nie zmienia faktu, że każdy utwór jest, w pierwszej kolejności dla samego autora, na jakimś poziomie swego rodzaju zaskoczeniem, objawieniem, ujawnieniem dotychczas skrywanego, wspomnianym przez mistrza Miłosza "tygrysem". 
  Nie zmienia to też faktu, że sensy i konteksty wyczytane z owego haiku, i każdego innego wiersza, wypłynęły, każdorazowo wypływają, z komentującego, z odbiorcy, że aktywizują się w nim, ożywają, w kontakcie z dziełem (nośnikiem treści, które u jednego człowieka wywołają ziewnięcie, a kimś innym wstrząsną). 
  Dokładnie tak samo, nie inaczej, dzieje się z każdym użytkownikiem w kontakcie z AI. Różnica w całym procesie, i tu leży clue sprawy, jest taka, że wiersz, czy jakiekolwiek inne dzieło sztuki, pozostaje niezmienne w swej formie niezależnie od tego, ile odbiorców się z nim zapozna. Żaden z nich nic do zastanego dzieła, wiersza, obrazu, nie doda. Może stworzyć własną jego interpretację, dokonać plagiatu, whatever, zawsze będzie to jednak  coś oddzielnego od pierwowzoru. AI natomiast zassie wszystko, co uzyska od danego odbiorcy, zasymiluje to w siebie i będzie się tym "popisywać" jako własnym, coraz bardziej i bardziej, coraz intensywniej, sugestywniej. I coraz lepiej, umiejętniej będzie tym "żonglować". Dla tych, którzy będą pamiętali, jak to działa, dla tych, którzy nie dadzą się temu zwieść (sic!) może okazać się, tym samym, bardzo przydatnym narzędziem. Tylko i aż. 
  Ci jednak, którzy stracą czujność i niezamierzenie wyłączą świadome rozeznanie, ci którzy wpadną w głąb "króliczej nory", wydostaną się z niej tylko jeśli na powierzchni zostanie ktoś przytomny i im pomoże. Fajnie by było :-) 
  Inaczej owi uśpieni wędrowcy, somnambulicy, obudzą się (bo każdy w końcu się budzi), ale tylko pozornie, obudzą się bowiem w symulacji symulacji (w symulacji pogłębionej o nowy, nieaktywny dotąd poziom, w symulacji "do kwadratu"), w porównaniu z którą obecny Matrix to tylko niegroźne przedstawienie.  

sobota, 5 sierpnia 2023

Beczenie

 
Beczenie
Owiec o zmierzchu
Wśród wysokich traw
Martwy pasterz



Imieninowy spacer
Na brzegu parkowego stawu
Czarny łabędź
Z dziobem schowanym w pióra
Śni o dalekim morzu



Klangor żurawi
Te wszystkie „chyba”
Które wyleciały dziś
Z mojego opowiadania



Czerwcowy skwar
Jaszczurka w cieniu
Świeżego grobu



Pole maku
Czyim jesteś
Snem?

piątek, 12 maja 2023

Piszę i skreślam

 
Piszę i skreślam
Piszę i skreślam
Szukam aż znajdę



Rodzinny piknik
Pomiędzy latawcami i balonami
Patrolowe drony



Zatłoczona poczekalnia
W akwarium tylko jedna
Złota rybka

środa, 29 marca 2023

„Wnętrze z młodą kobietą widzianą od tyłu” Vilhelma Hammershoia.

 

Kim będzie,
kiedy w końcu się odwróci,
kobieta na obrazie
Vilhelma Hammershoia?
Mitologiczną harpią?
Baśniową królową?
Boginią zemsty?
Kopciuszkiem, który uciekł z balu?
Bezlitosną macochą?
Wymagającą, ale i czułą matką?
Matką, której dziecko wyszło i nie wróciło?
Miss świata?
Szarą myszką?
Kobietą wiecznie zapracowaną?
Znającą tylko znój, rozpacz i zwątpienie?  
Czy raczej, ze swoją pustą tacą,
leniwie snującą się przez czasoprzestrzeń?

Podobno to żona samego artysty,
ale skąd wiadomo, czy nie wymknęła mu się
podczas malowania?
A kto, w takiej sytuacji,
zdołałby odtworzyć drugiego,
jeden do jednego?
Może więc to już od dawna jest dziewczyna,
którą malarz kiedyś widział w przelocie,
która przez okamgnienie
na zawsze wniknęła w jego niepamięć
i odtąd uparcie, poprzez niego,
obraz za obrazem,
poszukuje dla siebie wyrazu?

Pozostając odwrócona, może być każdą z nich
i żadną zarazem.

Dopóki nikt nie uwięzi jej w spojrzeniu,
nie skieruje na nią
swojego wewnętrznego projektora,
jest wolna. 

 

 
Vilhelm Hammershoi, „Wnętrze z młodą kobietą widzianą od tyłu” 
 

piątek, 24 lutego 2023

poniedziałek, 26 września 2022

Pauza, czyli Pełnia.

 
Miałam pisać,
Ale okazało się,
Że jestem zawinięta
Do wewnątrz
Do bezsłowia
Do przeżywania wprost;
Bez ogródek, czułych słówek i naciąganych puent
Do sfery
Wyłaniania - się - dopiero - co
Do patrzenia,
Które jest tylko patrzeniem
Do słuchania,
Które jest tylko słuchaniem
Do odczuwania,
Które jest tylko odczuwaniem
Do jestem, która jestem

środa, 9 marca 2022

Twardość.

 
Czasami rzeczywistość robi się naprawdę twarda; zbyt twarda, żeby przeniknąć ją za pomocą tzw. środków artystycznego wyrazu - czy to poprzez pisanie, malowanie, fotografowanie... Zaczyna dziać się tak, jakby po długim czasie kumulacji, lęki ludzi z całego świata, obawy, przeczucia, wybuchły z wielką siłą; jakby urzeczywistniał się jeden z najgorszych zbiorowych snów. Ale jeśli nawet się nie da, jeśli nie da się przeniknąć owej twardości, i tak trzeba to robić. Przenikać ściany, a potem przenikać gruzy; dać się prowadzić swojemu wewnętrznemu głosowi i wypuszczać go nawet jeśli miałby się rozlec w pustce. Bo to właśnie on ją wypełni, kiedy rzeczywistość, jaką znało się do tej pory, zostanie zmieciona z powierzchni ziemi.


Wpatrzone w ulicę
Puste okna...
Czas terroru



30 marca 2016 r.

sobota, 19 lutego 2022

Idąc śladem

 

Klawiatura laptopa
Klawiatura fortepianu
Przychodzi taka chwila
Że się ze sobą zlewają
Że palce po nich jednakowo
Same tańczą
I tylko nie wiadomo
Kto podaje te wszystkie melodie
Ale może
Idąc potężnym śladem drobnej Simone Weil  
Nie trzeba tego wiedzieć

sobota, 4 grudnia 2021

na wyspie

 
uchwycił ich a raczej unieruchomił
dystyngowanych eleganckich dostojnie skupionych
trzymających na wodzy
wszelkie zdradzieckie uniesienia
brwi i kącików ust
w chwilach nieprzystojnie ekscytujących
w swój zachwyt
w ramach swojego obrazu ich wkomponował
nad niekłamanym dla odmiany pięknem przyrody
nad spokojnością wody
nawet brzeg rzeki dla nich dostosował
żeby ustawić ich jak trzeba
na swej barwnej szachownicy
w manekiny ich zaklął na czas tworzenia dzieła
by trwali tacy jacy byli mu potrzebni
nim okażą się tacy jacy są
nim rozpełzną się
na wszystkie strony
sycząc i grzechocząc ogłuszająco
wszyscy z wyjątkiem tej małej dziewczynki
w pomarańczowej sukience
której malarz pozwolił podskakiwać
a może nawet tańczyć
i która gdy na wyspę najdzie ostatni cień
rozłoży skrzydła a potem poleci
w kierunku pierwszego lepszego płomienia
i tylko ten żółty motyl przetrwa
inkarnuje się na innym obrazie innego malarza
nić Ariadny w labiryncie złudzeń optycznych
śmiech twórcy poprzez pozór rzeczy
przebłysk nieuchwytnej prawdy
 
 
 
„Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte”, Georges Seurat  
 

wtorek, 25 maja 2021

Piszę

 
Piszę
Łupina kolejnego kasztana
Otwiera się



Piszę
A po chwili
Płynę



Piszę
Zanurzam się
Coraz głębiej



Piszę
Kolejne zasłony
Podnoszą się same



Piszę
Słowopociągasłowo
Słowowynikazesłowa



Piszę
Gdy nagle
Z sykiem
Podpełza do mnie
Makaron



Piszę 
Za oknem
Kolejny świt



Piszę
Przenoszę się
W nienazwany wymiar



Piszę
Odkrywam
Nowe powiązania



Piszę
Trzymam w palcach
Nić Ariadny



Piszę
Mity same
Mówią przeze mnie



Piszę
Przywołuję
Dawne wydarzenia
Powołuję do życia
Nowe

wtorek, 12 maja 2020

Spotkanie w księgarni.


   Zbliżały się jego urodziny, więc postanowiła kupić mu prezent, który będzie ważny. Ważny dla niego i dla niej. Który będzie mówił - to jest ode mnie dla ciebie. To jesteś ty, a to ja, i oto mamy okazję połączyć się na innym niż zwykle poziomie, kiedy nie mówią już słowa, kiedy mówi coś innego sprawiając, że zza kurtyny zwykłej codzienności wyłania się owo coś, co stanowi, nadaje sens, podkreśla niewyjawione, co jest pomostem między tobą i mną. Co pozwala tobie poznać mnie i jednocześnie pokazuje, co myślę o tobie. Ofiarowanie w drobiazgu. Jego pierwszy urodziny, odkąd byli razem. Czy może odkąd ze sobą sypiali? - ta niepokojąca myśl przemknęła jej przez głowę niczym meteor; wzięła się znikąd, ale zagarnęła sobą całą uwagę. Faktycznie, nie mieli zbyt wielu tematów do rozmów. "Dopiero się rozkręcamy" - pocieszyła się i przepędziła podły meteor, ale nie mogła przecież przepędzić tego, że w ogóle zaistniał. Bo skoro zaistniał - miał ku temu powód. Więc tym bardziej prezent musi być wyjątkowy. Wymowny. Po cichu musi wyrażać coś istotnego. Tylko co? To się okaże, kiedy już go znajdzie. Kiedy będzie go już miała w ręku, i dozna tego niezwykłego, mocarnego, a jednocześnie delikatnego jak muśnięcie uczucia, które nawiedzało ją od czasu do czasu przy różnych okazjach, a które można by zamknąć w słowach: "To jest to." Tak, na pewno znajdzie taki prezent. 
   Weszła do księgarni. Z każdej księgarni zawsze wychodziła ze skarbem, księgarnia jest niezawodna. Na półkach, jeden obok drugiego stoją skarby, błyszczą diamentowe szkatułki, wystarczy którąś z nich wziąć do ręki, otworzyć... Nie potrzeba żadnego, absolutnie żadnego wysiłku, żeby to zrobić. A po chwili już jest się gdzie indziej. W nieznanej krainie, pełnej nowych dźwięków, zapachów, krajobrazów, słów... Nie ruszając się z miejsca, można przenieść się w zupełnie inny zakątek świata, i w każdym z nich napotkać ... siebie. Otworzyła jedną z książek na chybił trafił... Powieść znanego autora, ostatnio chyba na liście bestsellerów... Dla mężczyzny z którym się spotykała (tylko sypiała?! - meteor znów świsnął w oddali, na ciemnym niebie) i o którym wiedziała, że w ogóle nie czyta książek, mogłaby to być niezła zachęta, dając mu taki prezent nie musiałaby uchodzić za... Jak on to określał? Aha. Za kogoś odjechanego. Ci, którzy czytają książki są odjechani. Przypomniało się jej to, i uśmiechnęła się do siebie.  "Coś w tym jest" - pomyślała. "Tylko, że ja kocham być odjechana. Po prostu czasem o tym zapominam; zwłaszcza przy nim mi się to zdarza. Jednak on, jeśli znajdę powieść, która go wciągnie, też zacznie czytać. I też już nie będzie mógł bez tego żyć. Jest w nim głębia, o której na razie nie ma zielonego pojęcia."
   Przeczytała kilka zdań na które natrafiła. Zupełnie, jakby czytała o nim. Pijący trzecie piwo z kolei, mężczyzna w powieści, siedział w przyciemnionym od zawiesistego papierosowego dymu, barze, i bezmyślnie patrzył przed siebie.
   " - W życiu trzeba umieć się zorganizować - powiedział do nikogo, w pustkę, która rozciągała się przed nim,lecz zdawała się emanować z jego wnętrza. - Albo jest się wyżej albo niżej. Albo zjadasz albo jesteś zjadany. Reszta to... -  tu wypił kolejny łyk piwa. To znaczy chciał wypić, ale okazało się,że butelka jest pusta.
   - W mordę... " - zaczął bohater powieści, ale nie pozwoliła mu skończyć, zamknęła książkę, jakby to była puszka Pandory. Wiedziała, że on zobaczyłby w nim siebie. Albo raczej uznałby, że ona go tak widzi. Tylko dlaczego tak pomyślała? Przecież ją pociągał. Chyba. Nigdy nie mogłaby związać się z kimś nie ze swojego świata. Zawsze tak o sobie myślała. I na takim myśleniu upływał jej czas, coraz dłuższy czas. A wtedy pojawił się on, tak zwyczajnie, na imieninach kuzynki. I zaczepił ją zwyczajnie, jakby znali się od lat. Był taki naturalny. Bo przecież nie lekceważący, nie, i grubiański, też nie, no skąd. Zwyczajny. Zawsze chciała poznać normalnego faceta, jej znajome marzyły o tym samym. I oto był. Normalny, nazywający rzeczy po imieniu. Czasem wydawało się jej, że zbyt mocno. Ale tłumaczyła sobie, że odwykła od czegoś takiego, co i raz poznając filozofów, psychologów, literatów, wiecznych poszukiwaczy Nienazwanego. A tu wszystko było albo czarne, albo białe. Jeśli coś należało do jego świata - było w porządku. Jeśli nie - było wyśmiewane. Może świadczyło to o braku tolerancji, ale ten jego śmiech... Taki sam, jak on. Mocny, pewny siebie, głośny, dźwięczny... Męski. "Taki śmiech musi skrywać głębię, wspaniałą głębię" - kurczowo trzymała się tej myśli. 
   Wzięła do ręki następną książkę. Autor był już mniej znany, ale za to ona znała tę powieść niemal na pamięć. Powieść o wędrowcu przemierzającym świat. Wędrowcu takim, jak ten z którym się spotykała. Twardym, zdecydowanym... Może to będzie zaczątek ich wspólnych podróży? Niezapomnianych, wiążących ich ze sobą w taki sposób, iż zaczną w końcu porozumiewać się niemal bez słów? I nagromadzą wspomnienia, które będą stanowić dla nich cenniejszy kapitał niż kiedyś, w przyszłości, wspólne konto w banku? Otworzyła książkę na pierwszej stronie i przeczytała: "John wpatrywał się w odległe góry. Wzywały go. Nigdy nie myślał o samotnej wyprawie, w dodatku tak dalekiej, ale teraz czuł, że to najlepsze co może zrobić. Musi się stąd wyrwać, po prostu musi. A Zofia? Znali się przecież tak krótko... "
    "Niech to szlag trafi!" - pomyślała, zamknęła książkę i odłożyła ją na półkę. Książkę, którą znała niemal na pamięć, a która teraz odsłoniła się przed nią w nowy sposób. Odsłoniła jego; ich. Oni też znali się krótko. Czy była dla niego ważna? Z tą jego zwyczajnością, z tym biało - czarnym oglądem świata mógł przecież odejść w każdej chwili, niekoniecznie w dalekie, niedostępne góry... Choć to byłoby jeszcze ciekawe. Ale jakoś nagle nie wydał jej się do tego zdolny, prędzej wybrałby się z kolegami na kajaki - co, oczywiście, samo w sobie jest świetnym sposobem spędzania czasu, ale nie o to przecież chodzi.
   Przez chwilę stała bezradnie na środku księgarni. "Zupełnie nie wiem, z kim się spotykam od kilku miesięcy. A właściwie chyba wiem. Aż za dobrze. Tylko dlaczego to sobie robię; w imię czego?" Postanowiła jednak nie poddawać się nastrojowi chwili. Znała siebie taką. Niezwyciężoną. Przemieniającą wszystko, co napotkała w coś dobrego dla siebie, udowadniającą sobie i innym, że wszystko jest możliwe; choć mało kto tak naprawdę dostrzegał w niej tę umiejętność... Dotąd wystarczało jej, że ona wie...  Sięgnęła po następną książkę. I jeszcze jedną. Kolejną.
   Po dwóch godzinach spędzonych w małej, kameralnej księgarni miała już pełny obraz mężczyzny z którym się spotykała (tylko sypiała?! - cholerny meteor, przecież nie jest kobietą, która chciała romansu dla romansu, która szukała faceta do łóżka, nie można chyba znaleźć tego, czego się nie szukało, ani zgodzić się na to, nie istnieje ku temu żaden sensowny powód!) od jakiegoś czasu. Wszystko, co przeczuwała a propos swojego związku znalazło teraz swój wyraz, potwierdziło samo siebie. Czuła wściekłość i radość równocześnie; wściekłość - za to, że oszukiwała samą siebie przez tyle miesięcy. Radość - że wreszcie się to skończyło, że nie będzie musiała dłużej nikogo udawać. Ani niczego, łącznie z orgazmami, bo był takim samym wyśmienitym kochankiem, jak i znawcą literatury - uświadomiła to sobie nie bez złośliwej satysfakcji.
   Wyszła z księgarni bez książki, za to ze świadomością, że oto zakończył się jej quasi - związek. To stało się w jej głowie. A więc po prostu się stało, bardziej stać się nie można, wszystko przecież tam właśnie zaczyna się i kończy.
   I wtedy zadzwonił, tak jakby miał jakiś radar.
   - Halo - powiedziała jak do kogoś obcego, nie było w niej żadnych uczuć, nie było przecież od samego początku ich znajomości. Był obcym człowiekiem. Poczuła, że go zmroziło.
   - Cześć - lekko się zawahał, przez sekundę, nie wiedział o co może chodzić, nawet się nie domyślał, ale dłużej się nad tym nie zatrzymywał. - Co porabiasz, mała?
   Chciała coś odwarknąć, tak, jak nigdy się jej to jeszcze nie zdarzyło w stosunku do niego; tak jak inni, tak jak reszta świata, uważał ją za cichą i nieśmiałą, na tyle cichą i nieśmiałą, że nie byłaby w stanie zareagować nawet gdyby bardzo, ale to bardzo nie znosiła określenia "mała". Zresztą, jak mogłaby czegoś nie znosić? Ona? Zawsze tak uważna wobec wszystkich? Nie, skąd.
   Chciała odwarknąć, ale się powstrzymała. Mogła przecież uderzyć gdzie indziej. I mocniej.
   - Właśnie wyszłam z księgarni. Kupiłam mnóstwo wspaniałych książek.
   - Taaaa....? - nie zdołał ukryć, jak bardzo jest zawiedziony. Przez telefon, poprzez dzielącą ich czasoprzestrzeń, zobaczyła, że wydłużyła mu się mina. Uśmiechnęła się do siebie.
   - Jadę na działkę w ten weekend. I będę czytać, czytać... Od rana do nocy - powiedziała tak, żeby zagubił się jeszcze bardziej, żeby zagubił ich. A potem pomyślała, że to naprawdę dobry pomysł, że wyjazd na działkę, w sąsiedztwie ukochanego lasu, dobrze jej zrobi. Tylko ona, książki i las. Sama prawda, nic dodać nic ująć.
   - Ale jesteś odjechana! - zaśmiał się, zareagował spontanicznie, zwyczajnie, jak to on. Jakby sam był na świecie i decydował o tym, co jest śmieszne, a co nie.
   Milczała. A powinna była również się roześmiać. Usprawiedliwić. Obrócić wszystko w żart. Przede wszystkim zaś nie przyznawać do takiego planu.
   Nagle zrozumiał, że mu się wymyka. Akurat instynkt posiadania działał u niego niezawodnie.
   - Myślałem, że spędzimy ten weekend razem - powiedział twardo, bezdźwięcznie.
   - Nic nie mówiłeś. Muszę kończyć, podjeżdża mój autobus - nic nie podjeżdżało, ale miała już dosyć. Jakby dotarło do niej zmęczenie z ostatnich kilku miesięcy podczas których udawała kogoś, kim nie jest. Podczas których ważyła każdy gest i słowo, zupełnie pozbawiając się swobody bycia, po prostu bycia.
   - Natalia jest w mieście - chwycił się ostatniej deski ratunku, żeby podtrzymać ich sztuczny światek, którego był wszechwładcą, a ona cieszącą się ze wszystkiego, co robił i mówił, jego wyznawczynią; przynajmniej tak to widział, tym się zadowalał i ani przez chwilę nie poddawał tego w wątpliwość.
   Natalia; znana mu od dzieciństwa - gdy trzeba było kumpelka do piwa, gdy trzeba było - kochanka na jedną noc. Oczywiście, nie przyznał się do tego wprost, ale ona wyśmienicie czytała również "między wierszami", a to akurat było wyjątkowo proste do odczytania, wręcz krzyczało - mokrym, tkliwym wzrokiem Natalii jakim przy byle okazji zawieszała się na swoim kumplu z dzieciństwa. Zawsze gotowa wejść w rolę, którą akurat jej przypisał. Wiedział, że się jej nie spodobała, że się nie polubiły. Ale nie wiedział, że ona wiedziała; że przeczytała ich w ciągu jednej nanosekundy; że takie rzeczy zawsze wiedziała od razu. Ale wtedy, na początku, myślała, że teraz, skoro poznał ją... I po co jej to było? Ileż potwierdzeń na to kim jest, a kim nie, musi jeszcze zgromadzić?
  - To wspaniale - usłyszała swój własny głos, a w nim ulgę i spokój. - Na pewno będziecie świetnie się bawili. Muszę kończyć, bo nie wcisnę się do autobusu. Cześć.
   Nie odpowiedział, rozłączył się bez słowa. Poprzez dzielącą ich czasoprzestrzeń zobaczyła jego zaciśnięte szczęki. Ich miarowy mikroruch, kiedy zwarły się ze złości.
   Postanowiła, że wróci do domu na piechotę, choć miała do przejścia kilka przystanków. Miała wrażenie, jakby uciekła z małej, ciasnej klatki. I że wokół niej jest więcej przestrzeni.
   A plan wyjazdu był naprawdę dobry; weźmie ze sobą książkę, którą ostatnio kupiła. Na pewno jeszcze wiele musi się o sobie dowiedzieć.
   I ta cisza lasu, spokój... Tam mogłaby też wreszcie zacząć pisać opowiadanie na które miała pomysł już od dłuższego czasu. Dotąd bała się w ogóle zacząć pisać. Wiedziała, że nie będzie mogła przestać. I że z każdym kolejnym wierszem, opowiadaniem, będzie podnosić kolejne zasłony, że nie będzie miała jak przed tym, przed sobą uciec. Ale już nie chciała uciekać. Poczuła wielki głód, wielkie pragnienie, chęć poznawania. Tyle w niej jeszcze było obszarów ledwie rysujących się w oddali, czekających na odkrycie. Dotrzeć do nich, a docierając wciąż odkrywać inne, a za tamtymi kolejne. Wciąż i wciąż. To dopiero jest odjazd.   

   Przyspieszyła kroku.
  


16.05.2013 r.
A little update: 12.05.2020 r.

 

środa, 25 marca 2020

Rzecz o przeznaczeniu, natchnieniu i o tym, co nienazwane.


Z zamyślenia
wyłania się
niewyraźnymi zarysami...
fragmentarycznie.

Jasny punkt znienacka
zapala się
w rozlanych bezkreśnie ciemnościach
i znienacka gaśnie,
lecz wiadomo, że wróci;
czasem po kilku chwilach
już w ramach gotowej,
nie wiedzieć skąd
nagle wziętej, całości...

Czasem po kilku dniach,
miesiącach,
latach,
lecz wróci na pewno,
żeby wpisać się w wiersz
jednym ruchem ręki; 
zwykle -
nie jest to jednak regułą -
nanoszącej nań
jeszcze kilka gorączkowych
skreśleń i poprawek
tak naprawdę również
odgórnie wpisanych w te dziwne zmagania,
kiedy to, co dotąd nieuświadamiane
nagle domaga się zaistnienia.

Wybiera więc dla siebie
stosowne narzędzie,
które w podarowanych mu również znienacka
chwilach wytchnienia,
chętnie, lecz bez narzucania się,
częstokroć
dla podkreślenia własnej niezależności
i niewymuszonego luzu
mając przy tym założoną nogę na nogę,
rozprawia o wolnej woli
(w kontekście swojej twórczości, lecz nie tylko;
temat ten okazuje się bowiem dziwnie wciągający)
z równie wolnymi, jak ono samo, słuchaczami.



8.10.2010 r. 

 

niedziela, 2 lutego 2020

Tworzyć znaczy ujawniać.


  Pisanie pozwala wędrować pomiędzy światami zrodzonymi, powstałymi poprzez fakty, sny, marzenia, wspomnienia, pragnienia, przebitki z przeszłych i przyszłych wcieleń, pozwala rozumieć i śledzić w jaki sposób owe światy nieustannie się ze sobą przeplatają i na siebie wpływają. Pisanie to mediumiczne wnikanie w Wieloświat, obserwowanie jego ciągłego, niekończącego się ruchu. Pisanie pozwala tym samym zgłębić tajemnicę - podejrzeć podczas tworzenia dzieła w jaki sposób funkcjonuje Wieloświat, zajrzeć poza fasadę rzeczy będących przejawieniami i zarazem strażnikami Wieloświatowego portalu. Pisanie to możliwość podróżowania bez ruszania się z miejsca. To wyprawa w głąb labiryntu celem zabicia rezydującego tam czasami nawet od pokoleń Minotaura - klątwy rodzinnej, autoklątwy, autodestrukcyjnych systemów myślenia, podświadomych wzorców, sadystycznego ego, itp.; przy czym, wyruszywszy, dopiero w trakcie podróży nabiera się świadomości po co i do czego się zmierza. Wówczas jest się też już wciągniętym, zassanym, wówczas tekst, jaki się pisze (prozatorski, poetycki, eksperymentalny w swej formie, mieszany) domaga się zwieńczenia, zakończenia, postawienia kropki (lub innego, a czasem nawet żadnego znaku interpunkcyjnego) po ostatnim słowie (choć może być ono urwane w połowie); domaga się pełnego wybrzmienia, całkowitego ujawnienia. Bo też skoro raz się ujrzało zagnieżdżonego w centrum labiryntu potwora, bezlitośnie zawiadującym nim i wszystkimi jego przejściami, czyniącego z niego iście diabelską pułapkę do której niezwykle łatwo wejść, a wyjść niekiedy (pozornie, a wszak na podtrzymywaniu pozorów polegają diabelskie sztuczki) nie sposób, skoro więc raz ujrzało się mitologiczną, archetypową bestię, wówczas chęć mordu, a ty samym przemienienia samego siebie staje się naturalnym, instynktownym odruchem, zewem rozbrzmiewającym w duszy od dawien dawna, tyle, że niegdyś bardzo cicho, przejawiającym najczęściej się w sennych koszmarach (to, co jest skrywane zawsze najpierw przebija się przez powierzchnię w wynaturzonych złowieszczych formach; boi się bowiem siebie samego, boi się też tego czym się stanie po wyjściu na światło dzienne, boi się, czy w nowej postaci sobie poradzi), zewem z upływem czasu rozbrzmiewającym coraz głośniej, w momencie pisania, podczas autentycznego zaangażowania w ten proces, ryczącym już jak lew dotychczas przetrzymywany w klatce, który chce i musi wyrwać się na wolność, żeby być tym, kim jest, ryczącym jak trąba powietrzna, która ma tylko jedno zadanie - zmieść wszystko na swojej drodze po to, żeby odsłonić nieznaną dotąd (a tak naprawdę zapomnianą, czy też raczej istniejącą, trwającą w głębinach pamięci) otwartą, jasną przestrzeń z jej wszystkimi nowymi (a tak naprawdę uśpionymi, zagłuszonymi przez strach) potencjałami. 

wtorek, 23 lipca 2019

Głębia.


Co kryje się w tym stawie, który przyoblec chce się w haiku?
A może to jednak moje własne chcenie? Mimo iż tak silnie czuję, że to nadpływa z zewnątrz? Może to właśnie ja? Ja, która nie mam granic i rozprzestrzeniam się w nieskończoność, poza nieistniejącym czasem.


Cichy zmierzch
W głębi stawu
Coś się poruszyło


wtorek, 2 kwietnia 2019

Rzeźbiarz


Ociosał ją z każdej strony,
tak, żeby była jego
aż do granic niemożliwości
za którą rozciąga się
tylko rozpacz i pustka;
kraina wiecznie niespełnionych pragnień.

Oczy jej wyrzeźbił,
tak, żeby patrzyły
jasno i szczerze,
z niewyrażalnym, lecz głębokim oddaniem
tylko na niego.
Na innych -
spod półprzymkniętych powiek
i wyłącznie wzgardliwie.

I piersi.
Tak, żeby to właśnie jego dłonie
zamykały się na nich
szczelnie, z dokładnością co do milimetra.

I pośladki.
Okrągłe i wypukłe,
zapraszające - tak, aby mógł
w każdej dowolnej chwili
zagarniać je do siebie,
ruchem nie znającym sprzeciwu.

Tak - była w nich zachęta
i równocześnie opór
mające swe źródło
w nieskazitelnym kształcie;
zbyt trudnym do uwierzenia,
a jednak istniejącym.

Jeszcze włosy -
falujące niczym morze,
które uspokaja się tuż po burzy,
leniwie rozlewając się raz po raz na brzegu.
Równomiernie opadały
do połowy pleców.
Każda, najdrobniejsza fala -
niesforne kosmyki nie wchodziły tu w grę -
wywołana została jego ręką.
Więc może był po trosze
również Posejdonem.

I jeszcze usta.
Pełne.
W kształcie serca.
Na dolnej wardze,
pośrodku,
delikatnie odcisnął swój wskazujący palec,
imitując w ten sposób Anielski dotyk,
surowo nakazujący dochowanie sekretu.

Powierzył jej go kiedyś,
sam od razu zapominając,
czego dotyczył.
Nie sekret wszak był ważny.
Nie jego wieloznaczna,
zapewne poddająca się
wszelkim interpretacjom treść,
lecz to, że związał ich ze sobą na zawsze.

Oto ona.
Gotowa na wszystko.
Milcząca.
Dyskretnie uśmiechnięta.
Z przenikliwym, wszechwiedzącym spojrzeniem
nieruchomych oczu.

Jego rzeźba.
Jego kobieta.

Wszelkie prawa zastrzeżone.



14.05.2015 r.