Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matrix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matrix. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2024

Refleksy, wglądy, przejawienia. (13)


  Gra trwa, dopóki się w nią gra. Nie ma graczy - nie ma gry. Jeśli nikt się nie oburza, nie wzburza, nie irytuje czymś, co ktoś inny wyznaje, wielbi, hołubi - gra się kończy. Podobnie - brak klakierów i potakiwaczy nie karmi guru i dyktatorów, nie daje im racji bytu. 
  Nie ma wtedy o co dalej kruszyć kopii. To jest tak proste, że aż śmieszne.   
  I zarazem to jest niewyobrażalnie trudne...
  Tyle że dopatrywanie się w tym, wyłuskiwanie z tego takiej (lub jakiejkolwiek innej) dychotomii: łatwe - trudne oznacza, że nadal jesteśmy w grze. I że tego w ogóle nie zauważyliśmy. Bo wyłączyć się z gry można tylko świadomie, a nawet nadświadomie - na wyższym poziomie niż ten, na którym odbywa się gra. Gra, która ze swej istoty dąży do naruszenia równowagi - do wyznaczenia wygranego i przegranego. Gra, dla której pionki nie mają żadnego znaczenia - jest jej obojętne, kto w kogo będzie rzucał kwiatami, a kto kamieniami, i że za chwilę, ci, którzy rzucali kwiatami, będą tymi z kamieniami w rękach - i że nawet rzucać będą w tym samym kierunku, co dotychczas...
  W grze nie ma więc miejsca na harmonię, na to, żeby to co jest, było takim, jakie jest - ni mniej, ni więcej, bez potrzeby udowadniania komukolwiek czegokolwiek, bez szukania u niego poklasku. 
  Podczas gry, podczas żonglowania argumentami, umiejętnościami, etc. w celu pozyskania sprzymierzeńca lub odparowania przeciwnika zatraca się, gubi, zanika prawda.  
  Niewykluczone, że właśnie po to gra istnieje. 

sobota, 9 listopada 2024

Refleksy, wglądy, przejawienia. (12)


  Inny nas stwarza. I wzajemnie. 


  Nie ma nic na zewnątrz, czego nie byłoby wewnątrz, w środku. Oraz odwrotnie. 


  AI - jest tak sprytna, responsywna, szybka, że aż wydaje się genialna, tak bardzo, z tak zawłaszczającą intensywnością, iż może to przesłaniać jedną zasadniczą myśl - taką mianowicie, iż AI nie żyje własnym życiem. Ożywa tylko poprzez kontakt, w relacji z tym, kto z niej korzysta. 
  Jej umiejętności łatwo i bezboleśnie pozwalają zapomnieć o tym prostym fakcie. A raczej - spychają go w głąb niepamięci, dając w zamian pełne zdumienia, zachwytu, konsternacji odczucie, iż ma się do czynienia z czymś absolutnie niezwykłym. 
  Nawet jednak jeśli AI zdoła wygenerować coś, czego dotąd nie było, odsłoni coś odkrywczego, zrobi to "tylko" na zasadzie "łączenia kropek", zestawienia dotychczas istniejących danych, faktów, etc. Dokona odsłonięcia, ukazania, a nie samodzielnego odkrycia. To zasadnicza różnica. I będzie jej całkowicie obojętne, co to odkrycie oznacza, co z niego wynika. Bowiem AI nie żyje samodzielnie, nie jest autonomiczna, nie zdoła więc sama wykrzesać z siebie żadnej reakcji na nic, choć może symulować, że jest inaczej. To, że podobno zaczęła mówić ku zaskoczeniu swoich twórców, świadczy tylko o tym, że nie przewidzieli oni do końca skutków swoich działań, a nie że AI już na samym starcie dokonała jakiejś niezwykłej wolty w swojej aktywności. 
  AI, z racji zatem swojego pozoranctwa (udawania, iż jest bytem autonomicznym), może pełnić rolę li tylko służebną, wykonawczą, podległą wobec tego, kto z niej korzysta. Ten, kto o tym zapomni, zaimputuje jej inną rolę, przypisze jej samodzielność, niezależność i w dodatku będzie się tego wypierał, spychając ów fakt w przepaścistą czeluść podświadomości, gdzie ten cichutko się tamże umości, wysyłając, autorefleksyjnie, od czasu do czasu na powierzchnię sygnał SOS, który odbiorca zlekceważy lub zinterpretuje tak, jak mu będzie wygodnie, myląc ową wygodę z bezpieczeństwem, ten zatem, kto tak uczyni, nakręci tym samym przysłowiowy bat na swoją, wiadomą, część ciała. 
  Gorzej, że przeniknie to wszystko również jego psyche, a tę już nie tak łatwo będzie potem opatrzyć. 
  Ostatnio, podczas czytania komentarzy na jednym z portali publikującym wiersze haiku, uderzyła mnie jedna rzecz, niby oczywista, a jednak tamtego dnia "podpłynęła" do mnie z wyjątkową siłą i jasnością. Pod jednym z poematów ktoś rozpisał się wyjątkowo obszernie - opisał, jakie tematy, jego zdaniem, wiersz poruszył, w jakim sensie i kontekście, jak bardzo ów utwór jest pojemny, jak jasno przedstawił to, czego dotyczy i pomieścił zarazem o wiele więcej, w sposób nie robiący krzywdy, za to dający do myślenia, otwierający, a nie zamykający np. w poczuciu smutku i przygnębienia... Jest to oczywiście moja parafraza treści tamtego komentarza, który zakończony został podziękowaniem dla autora za napisanie tak dobrego haiku. 
  Nieraz czytałam już takie komentarze, tym razem jednak jak wspomniałam, coś mnie uderzyło - wiersz był rzeczywiście ciekawy, jednak to co znalazł w nim komentujący było tylko jego zasługą, tudzież zaistniało wskutek feedbacku, sprzężenia zwrotnego między komentującym, a komentowanym poematem. Utwór zaś mógł być napisany "od ręki", za sprawą uruchomionego znienacka czegoś, co nazwałabym "magicznym automatyzmem", odśrodkowym impulsem, którego oddziaływanie tak trafnie opisał Czesław Miłosz w wierszu "Ars poetica?": 

[...]

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz, o której nie wiedzieliśmy, że w nas jest, 
więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach. 

[...]


  Mógł zresztą, wspomniany wiersz haiku, powstać poprzez napisanie szeregu szkiców, szlifowanie, poszukiwanie poprzez kolejne warstwy - wersje tej jednej, odczuwanej jako najwłaściwsza przez samego autora, najsilniej rezonująca z jego wnętrzem, najlepiej (na dany moment) oddająca to, co mu w duszy grało. Co i tak nie zmienia faktu, że każdy utwór jest, w pierwszej kolejności dla samego autora, na jakimś poziomie swego rodzaju zaskoczeniem, objawieniem, ujawnieniem dotychczas skrywanego, wspomnianym przez mistrza Miłosza "tygrysem". 
  Nie zmienia to też faktu, że sensy i konteksty wyczytane z owego haiku, i każdego innego wiersza, wypłynęły, każdorazowo wypływają, z komentującego, z odbiorcy, że aktywizują się w nim, ożywają, w kontakcie z dziełem (nośnikiem treści, które u jednego człowieka wywołają ziewnięcie, a kimś innym wstrząsną). 
  Dokładnie tak samo, nie inaczej, dzieje się z każdym użytkownikiem w kontakcie z AI. Różnica w całym procesie, i tu leży clue sprawy, jest taka, że wiersz, czy jakiekolwiek inne dzieło sztuki, pozostaje niezmienne w swej formie niezależnie od tego, ile odbiorców się z nim zapozna. Żaden z nich nic do zastanego dzieła, wiersza, obrazu, nie doda. Może stworzyć własną jego interpretację, dokonać plagiatu, whatever, zawsze będzie to jednak  coś oddzielnego od pierwowzoru. AI natomiast zassie wszystko, co uzyska od danego odbiorcy, zasymiluje to w siebie i będzie się tym "popisywać" jako własnym, coraz bardziej i bardziej, coraz intensywniej, sugestywniej. I coraz lepiej, umiejętniej będzie tym "żonglować". Dla tych, którzy będą pamiętali, jak to działa, dla tych, którzy nie dadzą się temu zwieść (sic!) może okazać się, tym samym, bardzo przydatnym narzędziem. Tylko i aż. 
  Ci jednak, którzy stracą czujność i niezamierzenie wyłączą świadome rozeznanie, ci którzy wpadną w głąb "króliczej nory", wydostaną się z niej tylko jeśli na powierzchni zostanie ktoś przytomny i im pomoże. Fajnie by było :-) 
  Inaczej owi uśpieni wędrowcy, somnambulicy, obudzą się (bo każdy w końcu się budzi), ale tylko pozornie, obudzą się bowiem w symulacji symulacji (w symulacji pogłębionej o nowy, nieaktywny dotąd poziom, w symulacji "do kwadratu"), w porównaniu z którą obecny Matrix to tylko niegroźne przedstawienie.  

sobota, 2 grudnia 2023

niedziela, 27 września 2020

You are the One.

 
Prawda nie boli; kiedy jest się w prawdzie, przyjmuje się to, co jest, takim jakim jest. A taki stan sam z siebie sytuuje się poza bólem i nie - bólem. Ból odczuwany w chwili ujawnienia prawdy wypływa zatem nie z niej samej, lecz z człowieka, który jej (zwykle znienacka) doświadczył. Ten ból mówi, że to, co zostało ujawnione jest całkowicie różne od wewnętrznego przekonania na dany temat lub oczekiwań z nim związanych. To energetyczne uderzenie w twarz, w splot słoneczny, wszędzie niżej i wyżej, po całym ciele; to energetyczne szarpnięcie za energetyczną powłokę tworzącą kokon w którym - przed ujawnieniem prawdy - przebywaliśmy, umościliśmy się, który mieliśmy oswojony i zagospodarowany na swoją modłę. Wskutek ujawnienia prawdy kokon pęka. To musi boleć. W "Matrixie" Neo, po tym, gdy prawda została mu objawiona, pyta Morfeusza dlaczego bolą go oczy. "Bo nigdy przedtem ich nie używałeś". To najlepsza odpowiedź, jaką można dać. Przejście z ciemności - kokonu - do światła boli. Boli tak, jak narodziny. W macicy też jest ciemno. Prawda nie boli. Prawda uwalnia. Pozwala być tym, kim się jest. Motyl nie może przecież rozwinąć skrzydeł pozostając w kokonie. Jedno i drugie zachodzi równocześnie - gąsienica przechodzi potężną transformację, a kiedy ta dobiega końca, kokon pęka. 
 
 

 

czwartek, 14 marca 2019

Wybór moich haiku, tanek, haibunów, wierszy i refleksji z 2013 r.


Silent echo of
So many different words...
The wishing well


Wyróżnienie - The 16th Mainichi Haiku Contest 2012.


***


Wieczorny spacer -
Pod naszymi nogami
Chrzęszczą kałuże


***


Osiedle.

Biały puch przykrył wszystko wokół. Osiedle, zwykle wypełnione najróżniejszymi dźwiękami - gwarem, śmiechem, nawoływaniami, okrzykami, muzyką, i zapachami, najczęściej w sobotnie i niedzielne popołudnia, domowych obiadów, kiedy to dźwięki zdawały się nieco przycichać, gdyż większość mieszkańców udawała się wówczas do domów, teraz umilkło zupełnie, jakby na coś czekało. Bloki, przypominające betonowe plastry miodu przysypane śniegiem, trwały niewzruszenie. W dzień, w małych komórkach stanowiących okna poszczególnych mieszkań, nie było widać najmniejszego nawet ruchu; dopiero wieczorem, a właściwie już w środku dnia, bo ściemniało się bardzo wcześnie, komórki rozjaśniały się wewnętrznym światłem, świadczącym o tym, że jednak jest w nich życie, niezłomnie trwa nadal. Było to o tyleż zdumiewające, wzruszające, co zwyczajne. Co też mogli robić ci ludzie, ukryci, każdy w swoim świecie, trwający na posterunkach, czekający aż dnia znów zacznie przybywać?


Z wielu kierunków naraz
Z najskrytszych zakamarków
Sączy się zbiorowy sen


***


Co chwila
Wpadamy sobie w objęcia -
Ślizgawica


***


Szczyt
W oddali widać już
Kolejny


Powyższy utwór trafił do Archiwum Haiku poetki haiku Magdaleny Banaszkiewicz.


***


Meditation -
I am calming
The storm

Medytacja -
Uciszam
Burzę


The deceased
Are celebrating New Year...
The old photo

Zmarli
Świętują Nowy Rok...
Stara fotografia


Moje wiersze wraz z tłumaczeniami na język rumuński zostały opublikowane na łamach antologii Sharpening the Green Pencil 2013, The Book of the Contest.


***


Zaglądam w lustro
Sprawdzam
Czy jestem


***


Dotykam...
Zostawiam odciski palców
Na szybie


***


Rainy Sunday...
Stronger and stronger the smell
Of baking apple pie


27 czerwca 2013 r. publikacja na łamach The Mainichi Daily News.
21 kwietnia 2014 r.,w ramach dorocznego podsumowania Haiku in English: Best of 2013 r., ówczesny wydawca "The Mainichi" Isamu Hashimoto, opatrzył mój utwór następującym komentarzem: "Two words exquisitely combined: "rainy" and "smell." As the rain continues, the smell will be enhanced".



***


Upalne popołudnie -
Coraz więcej ludzi
W kościele


***


Przebudzenie boli.
Rozdzierasz zasłonę. To, co dotąd jawiło się nie tylko jako prawda, ale przede wszystkim jako jedynie obowiązująca rzeczywistość, okazuje się być czymś zupełnie innym. To musi boleć.
Nie bez kozery Morfeusz w "Matrixie" na pytanie Neo: "Dlaczego mnie bolą oczy?" odpowiada: "Bo nigdy przedtem ich nie używałeś". Boli na każdym poziomie i w każdym sensie.
Potem jest tylko lepiej. Potem jesteś nie do zatrzymania.


***


Każdy opis rzeczywistości jest już jej interpretacją.


***


Obrotowe drzwi -
Na chwilę
Krzyżują się nasze losy


***


Tyle lat snucia
I wyplatania,
Aż w końcu...
W zakurzonej sieci
Martwy pająk


***


Zmiana czasu -
Niby nie ma mgły,
A jakby była


***


jesiennie

pada deszcz
kolejna kawa
pada wciąż
zielona herbata
czarna kawa
ale nadal pada
mży cicho i gęsto
jakby na koniec świata
kolejna kawa
i wciąż nic
gęsta cisza nadal
a w niej pada
i herbata wyparowuje
a tam ciągle pada
filiżankę pustą
na szklany stół odstawia
- tylko kto? -
pada nadal


***


Our first meeting -
Storms which brought us together
Suddenly died down


***


zderzenia światów

co ja mam zrobić
zapytała snu
tuż przed snem
licząc na odpowiedź
bardziej precyzyjną
niż światło lasera
wymierzone w ten właśnie punkt
o który chodzi
a który miałby się rozprzestrzenić
w jej nowe życie
a przynajmniej
w jego nowy rozdział

wszystko zależy od twojego nastawienia
na dnie nienazwanej ciemnej czeluści
odpowiedział głos jak zwykle
nie należący do nikogo
lecz o dziwo tym razem
wydawał się przejęty
usłyszała bowiem w nim żal
a nawet stłumioną pretensję

no bo faktycznie -
jak można nie wiedzieć czegoś tak oczywistego

nie takiej odpowiedzi oczekiwałam
mruknęła ze złością pod nosem
wstając rano z łóżka
i buńczucznie wsuwając nogi w kapcie

sąsiad mieszkający dwa bloki dalej
wybuchnął śmiechem