Zaistnienie jakiejkolwiek informacji oznacza zaistnienie jaźni. To jest równoczesne oraz równoznaczne: jedno dzieje się symultanicznie z drugim, jest tym samym. Jaźń jest samowiedzą, a więc informacją, nawet jeśli w pierwszej chwili nieuświadamianą, informacja zaś zawiera w sobie emanację energetyczną, która, skoro już zaistniała, dążyć będzie do jak najbardziej określonego, sprecyzowanego ukształtowania, urzeczywistnienia, do jak najbardziej intensywnego uświadomienia sobie siebie samej, czyli do jaźni. To jest nieoddzielne.
Życie jest drogą
wtorek, 10 marca 2026
sobota, 7 marca 2026
Haiku
My haiku poem and my reflections were published in the March 6, 2026 issue of the Asahi Haikuist Network:
"At an outdoor cafe in Warsaw, Poland, Anna Goluba wrote: "Writing is irresistible; you never know when and where haiku will catch you, take control of you; it can be at the restaurants, coffee bars, everywhere…at the same time it’s totally releasing.""
Haiku
Written on the napkins…
Horses on fire
poeta w metrze
poeta pisze wiersze (również) w metrze:
pochylony nad telefonem
wysyła do siebie poetyckie SMS-y
a kiedy nagle spotyka się
z czyimś spojrzeniem
karcącym i pełnym potępienia
dla wszystkich jednakowo bezmyślnie
(w odgórnym założeniu) pochylonych
nad migającymi ekranami
nie wstaje i niczego nie prostuje
nie mówi: właśnie napisałem wiersz
nie chce bowiem nikogo
nawet tego niesłusznie go oskarżającego
wytrącać z jego świata
nie daje sobie takiego prawa
poeta jedzie dalej
nie przestaje być poetą nawet na chwilę
Bolero Ravela
w pozornie narastającym rytmie
rodzi się prawdziwe oczekiwanie
na coś co musi nastąpić
lecz wciąż i wciąż nie nadchodzi
dziejąc się zarazem bezustannie
w nieziemskim natężeniu
sobota, 14 lutego 2026
Antrakt
Antrakt
Kot przytrzymuje łapą
Pluszową mysz
Randka w ciemno
Coraz głośniej bije
Zegar za kontuarem
Spacer o zmroku
Ślepe okna
Starych kamienic
W tę i z powrotem
Do centrum (handlowego)
Mrówki
Wchłania
W siebie ciszę
Zimowy las
niedziela, 8 lutego 2026
Przemiany
Chodzę
Coraz później spać
Najpierw była to godzina pierwsza
Która niepostrzeżenie
Przeniknęła w drugą;
Po oficjalnej zmianie czasu (na zimowy)
Pozostała na swoim stanowisku
Oznaczając nagle jednak przecież
Coś innego niż przedtem
(Dawną pierwszą)
Po czym chytrze, niby znienacka,
Zaczęła dążyć w kierunku
Godziny trzeciej
Będącą z kolei kiedyś dawno temu
Niekiedy nawet dwudziestą trzecią
I tak noc
Zaczyna mi się
Pomału zmieniać w dzień
A dzień rozpływa niczym
Plama z sympatycznego atramentu
Na lnianym obrusie
Mój świat całkiem dosłownie staje na głowie...
Co zatem zupełnie w tej sytuacji naturalne
Ci którzy kiedyś
Odeszli z mojego życia
Powracają do niego
W coraz bardziej realnych snach
czwartek, 29 stycznia 2026
piątek, 16 stycznia 2026
Stillness
Stillness
Of the steel seas
Long winter’s nap
My above haiku poem was published in the Asahi Haikuist Network; January 16, 2026.
poniedziałek, 12 stycznia 2026
Refleksy, wglądy, przejawienia. (18)
Za każdą rzeczą stoi (jej) Duch, który ją napędza, nawet wówczas gdy dana rzecz zdaje się nieruchoma; bezruch jest bowiem czymś pozornym, atomy tworzące każdą rzecz (niezależnie od jej stanu skupienia: ciała stałe, ciecze, gazy) znajdują się w bezustannym ruchu. Ponadto atomy w 99,9% są puste. Mówiąc zatem o jakkolwiek istniejącej rzeczy, mówimy o rozedrganej, pustej przestrzeni. To zaś w jakiej odległości od siebie i w jakich strukturach ułożą się atomy zależy od tego, jak zarządzi nimi Duch, cokolwiek by przez to pojęcie rozumieć.
wtorek, 30 grudnia 2025
Until
Until I read it
Until I neglect it
Until I open it
Until I close it
Until I throw it
Until I get it
Until I say it
Until I keep it silent
Until I stay here
Until I go there
Everything is possible…
Aurora borealis
Somewhere out there
In my mind
niedziela, 23 listopada 2025
Sea at dawn
Sea at dawn
On the sand footprints
Of nobody
Silent lake
She wishes to be
Stardust again
New Moon
Vanished without a word
Another day
Refleksy, wglądy, przejawienia. (17)
Olśnienie (oświecenie, przebudzenie) – nagłe przypomnienie sobie tego, co się przez cały czas wiedziało, ale tłumiło się w sobie, żeby odgrywać daną rolę. Kiedy rola się wyczerpuje, a dzieje się tak, kiedy człowiek zaczyna odtwarzać wciąż te same schematy, które przestają wnosić do życia cokolwiek nowego, a nawet zaczynają być szkodliwe, destrukcyjne, hamujące. Dostrzeżenie tego, połączenie ze zrozumieniem dlaczego tak się dzieje jest właśnie olśnieniem. Wyrzuca ono człowieka z danej roli, która od początku de facto była czymś narzuconym z zewnątrz, jako że wszystkie role tym się charakteryzują. Całkowite zatem olśnienie polega na uwolnieniu się ze wszystkich ról równocześnie, co nie oznacza jednak, że człowiek musi albo powinien, wszystkie je naraz i to literalnie porzucić. Przy niektórych pozostaje – przy tych, z którymi łączy go zew duszy, czyli poprzez które i za sprawą których jego dusza realizuje zadanie, z którym przyszła na świat lub zwyczajnie – w których dobrze się czuje, które sprawiają jej przyjemność. Te zaś role, których nie można z różnych powodów tak szybko i łatwo porzucić, ktoś, kto doznał olśnienia traktuje o wiele lżej niż dotychczas, nie dlatego, że od momentu olśnienia je lekceważy, ale dlatego, że nie są one już w stanie – skoro człowiek wie o ich istnieniu - tak bardzo go więzić, „uwierać psychicznie‟ jak przedtem; może zresztą dostrzec w nich potencjał dotychczas dla niego ukryty. Dzieje się tak dlatego, iż automatyzm odtwarzanych „pusto‟, bez emocji i zaangażowania ról, blokował przepływ energii. Kiedy energia zostaje uwolniona, pękają niewidoczne dotąd tamy. Odsłania się zupełnie nowy krajobraz; niektóre elementy wydają się znajome („wydają‟ ponieważ emanują nową energią), inne zaś sprawiają wrażenie, jakby pojawiły się znikąd, mimo iż przez cały czas były obecne.
piątek, 17 października 2025
Autumnal leaf
Autumnal leaf
Shaking
Before making a decision
My another haiku poem was published in the Asahi Haikuist Network; October 17, 2025.
Noble knight
Noble knight
At her feet
Autumnal leaf
Sun
On the horizon
Pumpkin pie
Deep night
Everywhere I go
This one star
wtorek, 14 października 2025
kolejny
kolejny wiersz Miłosza
i jestem napełniona
najwyższym sensem
który jeszcze przed chwilą
pozostawał niewyrażalny
a właściwie nawet nie istniał
teraz jednak zmaterializował się
po czym uwolnił
z czubka mojej głowy
w postaci niewielkiej świetlistej kuli:
orb -
mówią niektórzy;
czyjaś dusza wędrująca
domyślają się inni
pozostali zaś zapewniają:
to kwantowa informacja fluktuująca
a ja się uśmiecham
i wyglądam przez okno
Miłoszowy krajobraz uzewnętrzniony
przemienia się raz po raz
skąpany w blasku
który nie dość że nie razi
to w dodatku koi
piątek, 3 października 2025
Refleksy, wglądy, przejawienia. (16)
Nie szanując i nie kochając siebie, człowiek nie szanuje i nie kocha Boga.
Oczywiście taki człowiek, w którego idea Boga została wszczepiona, najczęściej w dzieciństwie, w stanie kiedy świadomość rozróżniająca jest jeszcze w powijakach, kształtuje się, a tym samym, to co zaindukowane, zwłaszcza przez najbliższych, przyjmuje za naturalne i przede wszystkim - za swoje.
Idea Boga, Bóg, zostaje zatem zaimplementowany jako stworzyciel nieba i ziemi, stworzyciel wszelkiej rzeczy przejawionej i nieprzejawionej, zarazem swoim wszelkim stworzeniem będący, przenikający je swoją boskością; w stworzeniu się przeglądający, zdystansowany do niego, karzący, wynagradzający, miłosierny, obojętny bardziej niż wykreowany przez niego głaz - w zależności od danej religii.
Jak łatwo się domyślić, tak potężnej idei, wszczepionej w kształtującą się dopiero świadomość, nie tak łatwo się pozbyć. Tym bardziej iż, poprzez związane z ową ideą rytuały i obrzędy, zapada ona bardzo głęboko w podświadomość, tworząc stopniowo, pomału, konsekwentnie paradygmat danego człowieka, powodując iż w pełni on się z nim utożsamia. Zwłaszcza na poziomie na którym musi współegzystować z innymi, współuczestniczyć w uroczystościach powiązanych z danym wierzeniem. Utożsamia się z nim również, kiedy zostaje sam ze sobą, ale...
W pewnym momencie coś się zaczyna dziać. Świadomość zaczyna przyglądać się temu, co zostało jej wpojone w czasie, kiedy zdolność wglądu była u niej dopiero w stanie zalążkowym. I dostrzega, że oto zaimplementowano jej, bez jej - siłą rzeczy - świadomej zgody, mocarny koncept, przed którym nie ma gdzie, dokąd ani jak uciec. Bo wszędzie, gdzie by się człowiek (nie) udał natrafia na Jego, Boga, dzieła.
Czy będzie to ślepa uliczka czy bezmiar oceanu - wszędzie natrafia na to samo piętno, znamię, tchnienie. Ta sama ręka we wszystkim ma udział. I wiedza ta nie płynie z tego, co człowiek napotyka, ale z niego samego, z jego wnętrza... Zaindukowanego wnętrza.
Kontakt z ową Siłą, nie znającą granic, wszystko-przenikającą, jawi się zatem od tej chwili dwojako - jako coś cudownego i wymuszonego zarazem. Cudownego - bo taka zdolność kreacji, bycia Kreatorem i tym, co jest (bezustannie) kreowane, musi budzić podziw. Wymuszonego - bo świadomość rozróżniająca przesyła oto do systemu, tu rozumianego jako jestestwo człowieka, informację, że skoro został stworzony, jest winien. Winien posłuszeństwo, miłość, oddanie, smutek, gdy czuje, że jest nie dość dobry, radość, gdy dobrze wywiąże się z zadania, jakkolwiek rozumianego. Nic nie jest jego, nigdy nie było.
Przynajmniej według zaimplementowanej idei i wszystkim, co z nią związane, a to, co z nią związane, organizuje mu de facto, dni i noce. Oczywiście jawi się tak to tylko tym, którzy napływającym do nich wrażeniom, zjawiskom, zdarzeniom powiedzą w którym momencie swojego życia: "Stop" - nie po to, żeby zatrzymać świat, ale po to, żeby sobie dać chwilę do namysłu, żeby pozwolić działać w sobie świadomości rozróżniającej.
Odkrycie, że oddziaływanie owej wszechwładnej, zwyczajowo cukierkowo opisywanej Mocy, ma w sobie element wymuszenia, miało go od zawsze, budzi w człowieku bunt. Musi tak być.
Bunt zaś rodzi chęć walki. Tylko, że z Bogiem, który jest w absolutnie każdym oddechu, tuż przed nim i tuż za nim, nie da się walczyć.
Walka ta zatem zostaje skierowana do środka, do wewnątrz.
Człowiek ucieka, żeby sprawdzić, czy zostanie odnaleziony, choć warunkowości swojej ucieczki akurat sobie nie w pełni uzmysławia. Ucieka, żeby przekonać się, czy coś istnieje naprawdę, czy to Światło, o którym mówiono mu od zawsze, jest czymś więcej niż ideą, czy jest żywe.
A od Światła może uciec tylko w ciemność, w strefę Cienia, gdzie napotyka to, co zostało uśpione, zepchnięte do podziemi w czasie, kiedy wszczepiono mu koncept wieczystego Boga i przemilczano całą resztę, tę mianowicie, że rzeczywistość nie jest cukierkowa, że nic w niej nie tylko nie jest jednoznaczne, ale może też z chwili na chwilę przemienić się w swoje przeciwieństwo.
W strefie tej człowiek może zostać rozerwany na strzępy. Najczęściej jednak, jeśli jest uważny i choćby jaką mikrocząstką siebie pamięta, po co osunął się w ciemne czeluście, zostaje rozerwany po to, aby na powrót się złożyć.
Jedno i drugie wydaje się zatem konieczne - gdyby większości ludzi nie zaimplementowano idei Boga w okresie, gdy ich świadomość rozróżniająca była w powijakach, w późniejszych latach nie mieliby z czym / kim stanąć twarzą w twarz, żeby zadać to najistotniejsze pytanie na świecie: "Jesteś czy Cię nie ma". Nie ma silniejszego doświadczenia, bardziej okrutnego i pięknego, znoszącego zło i dobro, anihilującego w pył wszelki pozór. Trzeba podczas owego doświadczenia umrzeć co najmniej kilka razy. Trzeba nauczyć się wyć, płakać i śmiać się równocześnie. Dlatego pewnie większość ludzi jednak pozostaje przy machinalnie odprawianych obrzędach, automatycznych rytualnych gestach, nie sprawdzając czy jest poza nimi coś więcej, czy są one tylko pustymi formami, czy też portalami, znakami, a może jeszcze czymś innym...
A potem nagle wszystko zaczyna się okazywać, "wyświetlać". Jedne rzeczy, zdarzenia, wydarzenia tłumaczą się przez drugie, nimi przenikają, wzajemnie siebie sankcjonują, swoje dziejstwo, odsłaniając, ujawniając sens, który w inny sposób nie mógłby się przejawić. I który nie pozostawia już żadnych wątpliwości, nie pozwala się zakwestionować - poprzez swoją wyrazistość, poprzez fakt, iż odsłonięty splot wydarzeń, wzór, mówi sam za siebie. Jest jaki jest. Tak jak Bóg - gdyż owo niespodziewane ujawnienie, niezłomna logika zawarta w splocie wydarzeń, sytuacji, spotkań pozornie przypadkowych, konsekwencja nie dbająca o odległości czasowe, jakby nie miały żadnego znaczenia, nowy kontekst, który wynika z tego, co dotąd wydawało się oczywiste, a który w ogóle nie był brany pod uwagę, wszystko to przywodzi na myśl niedościgłą siłę, stojącą za tym subtelnym, a zarazem potężnym mechanizmem, ta zaś może kojarzyć się z Bogiem. Zwłaszcza jeśli jego pojęcie zostało wpojone w (ludzką) świadomość, gdy ta dopiero się kształtowała i jak gąbka chłonęła wszystko, co napotkała, usłyszała, o czym się dowiedziała - nawet nie bezpośrednio, a od osób, którym z racji ich "ról", czyli najczęściej rodzicom, wychowawcom ufała bezgranicznie, nie tylko dlatego, że wydawali mu się oni idealni, ale dlatego, że dawało jej to poczucie bezpieczeństwa.
I tak tylko chyba może się Bóg przejawiać - w owym w nieskończoność odsłaniającym się, wiecznie żywym, wielowymiarowym obrazie złożonym z nieskończonej ilości puzzli. Bywa on widziany w przebłyskach przez jasnowidzów (a logika i złożoność, z jaką powstawał, co uwidacznia się w astralnym odczycie, wskazuje, że faktycznie za tak misternym i niezłomnym procesem musi stać jakaś Siła, tak konsekwentna, że aż odbierana jest jak myśląca, a skoro tak - również osobowa, choć taka akurat jednak nie jest), co jest źródłem ich radości i rozpaczy równocześnie. Radość wynika z tego, iż udało się jakiś większy wycinek owego wiecznie rozgrywającego się dzieła podejrzeć i sam ów fakt wywołuje dreszcz, bo dokonując takiego podglądu doświadcza się mimowolnego, niezasłużonego, dojmującego współuczestniczenia w czymś wielkim, nieodgadnionym, przenikliwie istniejącym, wciąż, poza czasem, choć również w (umownym) czasie się dziejącym; rozpacz zaś wynika z faktu, iż nic z tym, co się ujrzało na astralnym ekranie, przynajmniej w większej skali, zazwyczaj nie da się zrobić, zdarzeniom mającym przełomowe znaczenie nie da się w żaden sposób zapobiec.
W takim ujęciu Bóg i przeznaczenie jawią się więc jako tożsame.
Czy w takim razie modlitwa ma jakikolwiek sens? Tak; o ile nie zostanie zamknięta w pustych (wyuczonych), odklepanych (zwykle ze strachu) słowach. Modlitwa musi stać się działaniem, wypełniać każdy gest i ruch, jeśli ma wynieść człowieka poza poziom, na którym ten nie chce się dłużej znajdować - a zwykle przecież w takiej chwili pojawia się potrzeba modlitwy. Działanie to zaś ma być wypełnione pragnieniem związanym z tym, co się chce osiągnąć; czystym, nieskazitelnym przekonaniem, że jest to możliwe; oraz gotowością na to, że owo działanie uwolni w człowieku coś, czego ten się w ogóle nie spodziewał...
sobota, 13 września 2025
Kiedy
Kiedy nadejdzie
Właściwy moment
Poskłada się.
Wszystkie puzzle znajdą
Swoje miejsca:
Pierwszy równocześnie z ostatnim.
I odsłoni się obraz,
I stanie się jasność,
Jakby była tu od zawsze.
Wszystko co przedtem
Jest waleniem głową w mur.
Również modlitwa.
Wszystko co przedtem
Jest jednak zarazem konieczne:
Każdy krzyk niknący w pustce
Każde spojrzenie w ciemność
Każde zatrzymanie serca
Każde jego przyspieszenie
Każde pocałowanie klamki
Każdy obgryziony
Bez udziału świadomości paznokieć
Ukryty pod tipsem
Lub nie.
sobota, 9 sierpnia 2025
When you think
When you think that
Nothing can touch you anymore
Freshly-cut grass scent
My above haiku poem was published in Haikuniverse; August 9, 2025.
wtorek, 29 lipca 2025
Refleksy, wglądy, przejawienia. (15)
Życie: wieczne napięcie wywołane, z jednej strony, tym o czym marzymy, czego chcemy, potrzebujemy, z drugiej zaś strony spowodowane tym, co musimy robić, o czym musimy myśleć, do czego jesteśmy zobligowani przez siły zewnętrzne reprezentowane przez społeczeństwo, szeroko rozumiany system, jego reguły i normy.
Co ciekawsze, a może przede wszystkim straszno - śmieszne, gdyby nie owe siły zewnętrzne, które odczytujemy, odbieramy jako napierające i opresyjne, marzylibyśmy o czymś innym, niż marzymy, tęsknilibyśmy za czymś zupełnie innym, niż tęsknimy...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



