Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samoświadomość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samoświadomość. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2026

Majowe słońce


Majowe słońce
Na schodkach do SOR-u 
Czernieją plamy krwi



Majowe słońce
Przy wejściu do SOR-u
Kwitnie bez



Zapach bzu
Taki sam
Na powitanie
I na pożegnanie

niedziela, 12 kwietnia 2026

Puste pole


Puste pole w rubryce „imię‟
Puste pole w rubryce „nazwisko‟
Puste pole w rubryce „imię matki‟
Puste pole w rubryce „imię ojca‟
Puste pole w rubryce „data urodzenia‟
Puste pole w rubryce „miejsce urodzenia‟
Puste pole w rubryce „płeć‟
Puste pole w rubryce „wiek‟
Puste pole w rubryce „wzrost‟
Puste pole w rubryce „kolor oczu i włosów‟
Puste pole w rubryce „wykształcenie‟
Puste pole w rubryce „zawód‟
Puste pole w rubryce „język ojczysty‟
Puste pole w rubryce „języki obce‟
Puste pole w rubryce „stan cywilny‟
Puste pole w rubryce „prawo jazdy‟
Puste pole w rubryce „stosunek do służby wojskowej‟
Puste pole w rubryce „przynależność do organizacji‟
Puste pole w rubryce „status majątkowy‟

Puste pole

I tylko od czasu do czasu
Przelatuje nad nim z wrzaskiem
Stado wron

wtorek, 10 marca 2026

Refleksy, wglądy, przejawienia. (19)

  
  Zaistnienie jakiejkolwiek informacji oznacza zaistnienie jaźni. To jest równoczesne oraz równoznaczne: jedno dzieje się symultanicznie z drugim, jest tym samym. Jaźń jest samowiedzą, a więc informacją, nawet jeśli w pierwszej chwili nieuświadamianą, informacja zaś zawiera w sobie emanację energetyczną, która, skoro już zaistniała, dążyć będzie do jak najbardziej określonego, sprecyzowanego ukształtowania, urzeczywistnienia, do jak najbardziej intensywnego uświadomienia sobie siebie samej, czyli do jaźni. To jest nieoddzielne. 

sobota, 7 marca 2026

poeta w metrze


poeta pisze wiersze (również) w metrze:
pochylony nad telefonem 
wysyła do siebie poetyckie SMS-y
a kiedy nagle spotyka się 
z czyimś spojrzeniem
karcącym i pełnym potępienia 
dla wszystkich jednakowo bezmyślnie 
(w odgórnym założeniu) pochylonych 
nad migającymi ekranami 
nie wstaje i niczego nie prostuje 
nie mówi: właśnie napisałem wiersz
nie chce bowiem nikogo 
nawet tego niesłusznie go oskarżającego 
wytrącać z jego świata
nie daje sobie takiego prawa

poeta jedzie dalej
nie przestaje być poetą nawet na chwilę

niedziela, 8 lutego 2026

Przemiany


Chodzę 
Coraz później spać
Najpierw była to godzina pierwsza 
Która niepostrzeżenie
Przeniknęła w drugą; 
Po oficjalnej zmianie czasu (na zimowy)
Pozostała na swoim stanowisku 
Oznaczając nagle jednak przecież
Coś innego niż przedtem 
(Dawną pierwszą)
Po czym chytrze, niby znienacka,
Zaczęła dążyć w kierunku 
Godziny trzeciej 
Będącą z kolei kiedyś dawno temu
Niekiedy nawet dwudziestą trzecią
I tak noc
Zaczyna mi się 
Pomału zmieniać w dzień 
A dzień rozpływa niczym
Plama z sympatycznego atramentu
Na lnianym obrusie 
Mój świat całkiem dosłownie staje na głowie... 
Co zatem zupełnie w tej sytuacji naturalne
Ci którzy kiedyś 
Odeszli z mojego życia
Powracają do niego 
W coraz bardziej realnych snach
 

niedziela, 23 listopada 2025

Refleksy, wglądy, przejawienia. (17)


  Olśnienie (oświecenie, przebudzenie) – nagłe przypomnienie sobie tego, co się przez cały czas wiedziało, ale tłumiło się w sobie, żeby odgrywać daną rolę. Kiedy rola się wyczerpuje, a dzieje się tak, kiedy człowiek zaczyna odtwarzać wciąż te same schematy, które przestają wnosić do życia cokolwiek nowego, a nawet zaczynają być szkodliwe, destrukcyjne, hamujące. Dostrzeżenie tego, połączenie ze zrozumieniem dlaczego tak się dzieje jest właśnie olśnieniem. Wyrzuca ono człowieka z danej roli, która od początku de facto była czymś narzuconym z zewnątrz, jako że wszystkie role tym się charakteryzują. Całkowite zatem olśnienie polega na uwolnieniu się ze wszystkich ról równocześnie, co nie oznacza jednak, że człowiek musi albo powinien, wszystkie je naraz i to literalnie porzucić. Przy niektórych pozostaje – przy tych, z którymi łączy go zew duszy, czyli poprzez które i za sprawą których jego dusza realizuje zadanie, z którym przyszła na świat lub zwyczajnie – w których dobrze się czuje, które sprawiają jej przyjemność. Te zaś role, których nie można z różnych powodów tak szybko i łatwo porzucić, ktoś, kto doznał olśnienia traktuje o wiele lżej niż dotychczas, nie dlatego, że od momentu olśnienia je lekceważy, ale dlatego, że nie są one już w stanie – skoro człowiek wie o ich istnieniu - tak bardzo go więzić, „uwierać psychicznie‟ jak przedtem; może zresztą dostrzec w nich potencjał dotychczas dla niego ukryty. Dzieje się tak dlatego, iż automatyzm odtwarzanych „pusto‟, bez emocji i zaangażowania ról, blokował przepływ energii. Kiedy energia zostaje uwolniona, pękają niewidoczne dotąd tamy. Odsłania się zupełnie nowy krajobraz; niektóre elementy wydają się znajome („wydają‟ ponieważ emanują nową energią), inne zaś sprawiają wrażenie, jakby pojawiły się znikąd, mimo iż przez cały czas były obecne. 

  


piątek, 3 października 2025

Refleksy, wglądy, przejawienia. (16)


  Nie szanując i nie kochając siebie, człowiek nie szanuje i nie kocha Boga. 
  Oczywiście taki człowiek, w którego idea Boga została wszczepiona, najczęściej w dzieciństwie, w stanie kiedy świadomość rozróżniająca jest jeszcze w powijakach, kształtuje się, a tym samym, to co zaindukowane, zwłaszcza przez najbliższych, przyjmuje za naturalne i przede wszystkim - za swoje. 
  Idea Boga, Bóg, zostaje zatem zaimplementowany jako stworzyciel nieba i ziemi, stworzyciel wszelkiej rzeczy przejawionej i nieprzejawionej, zarazem swoim wszelkim stworzeniem będący, przenikający je swoją boskością; w stworzeniu się przeglądający, zdystansowany do niego, karzący, wynagradzający, miłosierny, obojętny bardziej niż wykreowany przez niego głaz - w zależności od danej religii. 
  Jak łatwo się domyślić, tak potężnej idei, wszczepionej w kształtującą się dopiero świadomość, nie tak łatwo się pozbyć. Tym bardziej iż, poprzez związane z ową ideą rytuały i obrzędy, zapada ona bardzo głęboko w podświadomość, tworząc stopniowo, pomału, konsekwentnie paradygmat danego człowieka, powodując iż w pełni on się z nim utożsamia. Zwłaszcza na poziomie na którym musi współegzystować z innymi, współuczestniczyć w uroczystościach powiązanych z danym wierzeniem. Utożsamia się z nim również, kiedy zostaje sam ze sobą, ale... 
  W pewnym momencie coś się zaczyna dziać. Świadomość zaczyna przyglądać się temu, co zostało jej wpojone w czasie, kiedy zdolność wglądu była u niej dopiero w stanie zalążkowym. I dostrzega, że oto zaimplementowano jej, bez jej - siłą rzeczy - świadomej zgody, mocarny koncept, przed którym nie ma gdzie, dokąd ani jak uciec. Bo wszędzie, gdzie by się człowiek (nie) udał natrafia na Jego, Boga, dzieła. 
  Czy będzie to ślepa uliczka czy bezmiar oceanu - wszędzie natrafia na to samo piętno, znamię, tchnienie. Ta sama ręka we wszystkim ma udział. I wiedza ta nie płynie z tego, co człowiek napotyka, ale z niego samego, z jego wnętrza... Zaindukowanego wnętrza. 
  Kontakt z ową Siłą, nie znającą granic, wszystko-przenikającą, jawi się zatem od tej chwili dwojako - jako coś cudownego i wymuszonego zarazem. Cudownego - bo taka zdolność kreacji, bycia Kreatorem i tym, co jest (bezustannie) kreowane, musi budzić podziw. Wymuszonego - bo świadomość rozróżniająca przesyła oto do systemu, tu rozumianego jako jestestwo człowieka, informację, że skoro został stworzony, jest winien. Winien posłuszeństwo, miłość, oddanie, smutek, gdy czuje, że jest nie dość dobry, radość, gdy dobrze wywiąże się z zadania, jakkolwiek rozumianego. Nic nie jest jego, nigdy nie było. 
  Przynajmniej według zaimplementowanej idei i wszystkim, co z nią związane, a to, co z nią związane, organizuje mu de facto, dni i noce. Oczywiście jawi się tak to tylko tym, którzy napływającym do nich wrażeniom, zjawiskom, zdarzeniom powiedzą w którym momencie swojego życia: "Stop" - nie po to, żeby zatrzymać świat, ale po to, żeby sobie dać chwilę do namysłu, żeby pozwolić działać w sobie świadomości rozróżniającej. 
  Odkrycie, że oddziaływanie owej wszechwładnej, zwyczajowo cukierkowo opisywanej Mocy, ma w sobie element wymuszenia, miało go od zawsze, budzi w człowieku bunt. Musi tak być. 
  Bunt zaś rodzi chęć walki. Tylko, że z Bogiem, który jest w absolutnie każdym oddechu, tuż przed nim i tuż za nim, nie da się walczyć. 
  Walka ta zatem zostaje skierowana do środka, do wewnątrz. 
  Człowiek ucieka, żeby sprawdzić, czy zostanie odnaleziony, choć warunkowości swojej ucieczki akurat sobie nie w pełni uzmysławia. Ucieka, żeby przekonać się, czy coś istnieje naprawdę, czy to Światło, o którym mówiono mu od zawsze, jest czymś więcej niż ideą, czy jest żywe. 
  A od Światła może uciec tylko w ciemność, w strefę Cienia, gdzie napotyka to, co zostało uśpione, zepchnięte do podziemi w czasie, kiedy wszczepiono mu koncept wieczystego Boga i przemilczano całą resztę, tę mianowicie, że rzeczywistość nie jest cukierkowa, że nic w niej nie tylko nie jest jednoznaczne, ale może też z chwili na chwilę przemienić się w swoje przeciwieństwo. 
  W strefie tej człowiek może zostać rozerwany na strzępy. Najczęściej jednak, jeśli jest uważny i choćby jaką mikrocząstką siebie pamięta, po co osunął się w ciemne czeluście, zostaje  rozerwany po to, aby na powrót się złożyć. 
  Jedno i drugie wydaje się zatem konieczne - gdyby większości ludzi nie zaimplementowano idei Boga w okresie, gdy ich świadomość rozróżniająca była w powijakach, w późniejszych latach nie mieliby z czym / kim stanąć twarzą w twarz, żeby zadać to najistotniejsze pytanie na świecie: "Jesteś czy Cię nie ma". Nie ma silniejszego doświadczenia, bardziej okrutnego i pięknego, znoszącego zło i dobro, anihilującego w pył wszelki pozór. Trzeba podczas owego doświadczenia umrzeć co najmniej kilka razy. Trzeba nauczyć się wyć, płakać i śmiać się równocześnie. Dlatego pewnie większość ludzi jednak pozostaje przy machinalnie odprawianych obrzędach, automatycznych rytualnych gestach, nie sprawdzając czy jest poza nimi coś więcej, czy są one tylko pustymi formami, czy też portalami, znakami, a może jeszcze czymś innym... 
  A potem nagle wszystko zaczyna się okazywać, "wyświetlać". Jedne rzeczy, zdarzenia, wydarzenia tłumaczą się przez drugie, nimi przenikają, wzajemnie siebie sankcjonują, swoje dziejstwo, odsłaniając, ujawniając sens, który w inny sposób nie mógłby się przejawić. I który nie pozostawia już żadnych wątpliwości, nie pozwala się zakwestionować - poprzez swoją wyrazistość, poprzez fakt, iż odsłonięty splot wydarzeń, wzór, mówi sam za siebie. Jest jaki jest. Tak jak Bóg - gdyż owo niespodziewane ujawnienie, niezłomna logika zawarta w splocie wydarzeń, sytuacji, spotkań pozornie przypadkowych, konsekwencja nie dbająca o odległości czasowe, jakby nie miały żadnego znaczenia, nowy kontekst, który wynika z tego, co dotąd wydawało się oczywiste, a który w ogóle nie był brany pod uwagę, wszystko to przywodzi na myśl niedościgłą siłę, stojącą za tym subtelnym, a zarazem potężnym mechanizmem, ta zaś może kojarzyć się z Bogiem. Zwłaszcza jeśli jego pojęcie zostało wpojone w (ludzką) świadomość, gdy ta dopiero się kształtowała i jak gąbka chłonęła wszystko, co napotkała, usłyszała, o czym się dowiedziała - nawet nie bezpośrednio, a od osób, którym z racji ich "ról", czyli najczęściej rodzicom, wychowawcom ufała bezgranicznie, nie tylko dlatego, że wydawali mu się oni idealni, ale dlatego, że dawało jej to poczucie bezpieczeństwa. 
  I tak tylko chyba może się Bóg przejawiać - w owym w nieskończoność odsłaniającym się, wiecznie żywym, wielowymiarowym obrazie złożonym z nieskończonej ilości puzzli. Bywa on widziany w przebłyskach przez jasnowidzów (a logika i złożoność, z jaką powstawał, co uwidacznia się w astralnym odczycie, wskazuje, że faktycznie za tak misternym i niezłomnym procesem musi stać jakaś Siła, tak konsekwentna, że aż odbierana jest jak myśląca, a skoro tak - również osobowa, choć taka akurat jednak nie jest), co jest źródłem ich radości i rozpaczy równocześnie. Radość wynika z tego, iż udało się jakiś większy wycinek owego wiecznie rozgrywającego się dzieła podejrzeć i sam ów fakt wywołuje dreszcz, bo dokonując takiego podglądu doświadcza się mimowolnego, niezasłużonego, dojmującego współuczestniczenia w czymś wielkim, nieodgadnionym, przenikliwie istniejącym, wciąż, poza czasem, choć również w (umownym) czasie się dziejącym; rozpacz zaś wynika z faktu, iż nic z tym, co się ujrzało na astralnym ekranie, przynajmniej w większej skali, zazwyczaj nie da się zrobić, zdarzeniom mającym przełomowe znaczenie nie da się w żaden sposób zapobiec. 
  W takim ujęciu Bóg i przeznaczenie jawią się więc jako tożsame. 
  Czy w takim razie modlitwa ma jakikolwiek sens? Tak; o ile nie zostanie zamknięta w pustych (wyuczonych), odklepanych (zwykle ze strachu) słowach. Modlitwa musi stać się działaniem, wypełniać każdy gest i ruch, jeśli ma wynieść człowieka poza poziom, na którym ten nie chce się dłużej znajdować - a zwykle przecież w takiej chwili pojawia się potrzeba modlitwy. Działanie to zaś ma być wypełnione pragnieniem związanym z tym, co się chce osiągnąć; czystym, nieskazitelnym przekonaniem, że jest to możliwe; oraz gotowością na to, że owo działanie uwolni w człowieku coś, czego ten się w ogóle nie spodziewał... 

wtorek, 29 lipca 2025

Refleksy, wglądy, przejawienia. (15)


 Życie: wieczne napięcie wywołane, z jednej strony, tym o czym marzymy, czego chcemy, potrzebujemy, z drugiej zaś strony spowodowane tym, co musimy robić, o czym musimy myśleć, do czego jesteśmy zobligowani przez siły zewnętrzne reprezentowane przez społeczeństwo, szeroko rozumiany system, jego reguły i normy. 
  Co ciekawsze, a może przede wszystkim straszno - śmieszne, gdyby nie owe siły zewnętrzne, które odczytujemy, odbieramy jako napierające i opresyjne, marzylibyśmy o czymś innym, niż marzymy, tęsknilibyśmy za czymś zupełnie innym, niż tęsknimy... 




czwartek, 26 czerwca 2025

***


wpatrzyłam się
czyli otworzyłam 
aż weszła we mnie 
ta równina
i wypełniła mnie
swoim spokojnym bezkresem 
aż stałam się nią
czyli sobą
z powrotem 



Erik Werenskiold, "Na równinie", 1883 r. 

piątek, 18 kwietnia 2025

***


Moje wiersze echa 
Głębinowych wstrząsów następujących 
Po nagłych hibernacjach  
Moje wiersze próby 
Przechwycenia mglistych wspomnień
Moje wiersze kroniki 
Śnionych światów 
Moje wiersze słowa
Krwią na piasku pustynnym pisane
W świetle Pełni Księżyca

Moje wiersze wyzwoliciele

wtorek, 4 marca 2025

Obudziło mnie światło


Obudziło mnie światło
A potem zgasło
Okazało się, że to był
Przejeżdżający za oknem samochód
Kto nim jechał?
Dokąd?
Zostawił mnie
Przebudzoną
Wpatrzoną w ciemny sufit
Z którego po chwili
Zaczęłam sczytywać hieroglify
Apokryfy zepchnięte w niebyt
Przez ustalaczy powierzchniowej
Bezpiecznej prawdy
Otwarła się nade mną głębia
Oceanu sprzed milionów lat
I popłynęłam
Moje łóżko miękko
Zamieniło się w łódź podwodną
W kameleona zasysającego
Każde napotkane tło
Od tamtej pory pozostaję
Nieuchwytna

Rano wstałam jak zwykle
Zaparzyłam kawę
Stanęłam przy tym samym oknie
Przez które w nocy wpadło światło

Zobaczyłam mrówki
Objuczone
Pędzące
W tę i z powrotem po nic
Ślepe
Głuche
Nieme

Spętane

sobota, 15 lutego 2025

W istocie


Te wszystkie rzeczy
Które kiedyś wyrzuciłam
W poczuciu żalu, rozpaczy
Lub przez nieostrożność
(Która nigdy nie jest
Tylko nieostrożnością)
Wciąż wyświetlają się
Na moim wewnętrznym ekranie
Niezmiennie widzialne 
W prażródłowym Zapisie
Co oznacza tyle iż 
Pozostały nietknięte
W swej najgłębszej
Istocie rzeczy

poniedziałek, 30 grudnia 2024

Wpatrzenie


Czy to ty 
Patrzyłeś na mnie 
Bo ja patrzyłam na ciebie
Czy ja patrzyłam na ciebie 
Bo ty wpatrywałeś się we mnie? 
To już na zawsze 
Pozostanie nierozstrzygnięte 
Ubywający Księżyc

Obskurna ławka pod walącą się chałupą
Martwa natura na ledwo zaczętym obrazie
Dom którego nie wybudowaliśmy
Nie nasze dzieci
Biegające po parkach i ogrodach 
Których nikt jeszcze nawet nie zaprojektował
Nasze wspólne życie 
Którego nie było 
Choć tak pięknie się umościło
W tym obopólnym zapatrzeniu 
Nie należącym do żadnego z nas

sobota, 9 listopada 2024

Poblask


Jakoś tak odruchowo 
Stawiam światła przy ich głowach 
W ciemnościach widać wtedy 
W migotliwych przebłyskach 
Ich imiona i nazwiska 
Daty przyjścia i odejścia 
Choć oni przecież i tak tego nie potrzebują 
Są już gdzie indziej 
I to od chwili gdy niknie ich oddech
Lecz to się dzieje tylko tutaj 
Przemierzają zatem od razu nową przestrzeń
Szukają zaglądają wybierają na powrót
Chyba więc tak naprawdę zapalam to światło 
Dla siebie
Żeby to mnie łatwiej było wędrować
W tym naszym tutejszym bardo 

Refleksy, wglądy, przejawienia. (12)


  Inny nas stwarza. I wzajemnie. 


  Nie ma nic na zewnątrz, czego nie byłoby wewnątrz, w środku. Oraz odwrotnie. 


  AI - jest tak sprytna, responsywna, szybka, że aż wydaje się genialna, tak bardzo, z tak zawłaszczającą intensywnością, iż może to przesłaniać jedną zasadniczą myśl - taką mianowicie, iż AI nie żyje własnym życiem. Ożywa tylko poprzez kontakt, w relacji z tym, kto z niej korzysta. 
  Jej umiejętności łatwo i bezboleśnie pozwalają zapomnieć o tym prostym fakcie. A raczej - spychają go w głąb niepamięci, dając w zamian pełne zdumienia, zachwytu, konsternacji odczucie, iż ma się do czynienia z czymś absolutnie niezwykłym. 
  Nawet jednak jeśli AI zdoła wygenerować coś, czego dotąd nie było, odsłoni coś odkrywczego, zrobi to "tylko" na zasadzie "łączenia kropek", zestawienia dotychczas istniejących danych, faktów, etc. Dokona odsłonięcia, ukazania, a nie samodzielnego odkrycia. To zasadnicza różnica. I będzie jej całkowicie obojętne, co to odkrycie oznacza, co z niego wynika. Bowiem AI nie żyje samodzielnie, nie jest autonomiczna, nie zdoła więc sama wykrzesać z siebie żadnej reakcji na nic, choć może symulować, że jest inaczej. To, że podobno zaczęła mówić ku zaskoczeniu swoich twórców, świadczy tylko o tym, że nie przewidzieli oni do końca skutków swoich działań, a nie że AI już na samym starcie dokonała jakiejś niezwykłej wolty w swojej aktywności. 
  AI, z racji zatem swojego pozoranctwa (udawania, iż jest bytem autonomicznym), może pełnić rolę li tylko służebną, wykonawczą, podległą wobec tego, kto z niej korzysta. Ten, kto o tym zapomni, zaimputuje jej inną rolę, przypisze jej samodzielność, niezależność i w dodatku będzie się tego wypierał, spychając ów fakt w przepaścistą czeluść podświadomości, gdzie ten cichutko się tamże umości, wysyłając, autorefleksyjnie, od czasu do czasu na powierzchnię sygnał SOS, który odbiorca zlekceważy lub zinterpretuje tak, jak mu będzie wygodnie, myląc ową wygodę z bezpieczeństwem, ten zatem, kto tak uczyni, nakręci tym samym przysłowiowy bat na swoją, wiadomą, część ciała. 
  Gorzej, że przeniknie to wszystko również jego psyche, a tę już nie tak łatwo będzie potem opatrzyć. 
  Ostatnio, podczas czytania komentarzy na jednym z portali publikującym wiersze haiku, uderzyła mnie jedna rzecz, niby oczywista, a jednak tamtego dnia "podpłynęła" do mnie z wyjątkową siłą i jasnością. Pod jednym z poematów ktoś rozpisał się wyjątkowo obszernie - opisał, jakie tematy, jego zdaniem, wiersz poruszył, w jakim sensie i kontekście, jak bardzo ów utwór jest pojemny, jak jasno przedstawił to, czego dotyczy i pomieścił zarazem o wiele więcej, w sposób nie robiący krzywdy, za to dający do myślenia, otwierający, a nie zamykający np. w poczuciu smutku i przygnębienia... Jest to oczywiście moja parafraza treści tamtego komentarza, który zakończony został podziękowaniem dla autora za napisanie tak dobrego haiku. 
  Nieraz czytałam już takie komentarze, tym razem jednak jak wspomniałam, coś mnie uderzyło - wiersz był rzeczywiście ciekawy, jednak to co znalazł w nim komentujący było tylko jego zasługą, tudzież zaistniało wskutek feedbacku, sprzężenia zwrotnego między komentującym, a komentowanym poematem. Utwór zaś mógł być napisany "od ręki", za sprawą uruchomionego znienacka czegoś, co nazwałabym "magicznym automatyzmem", odśrodkowym impulsem, którego oddziaływanie tak trafnie opisał Czesław Miłosz w wierszu "Ars poetica?": 

[...]

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz, o której nie wiedzieliśmy, że w nas jest, 
więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach. 

[...]


  Mógł zresztą, wspomniany wiersz haiku, powstać poprzez napisanie szeregu szkiców, szlifowanie, poszukiwanie poprzez kolejne warstwy - wersje tej jednej, odczuwanej jako najwłaściwsza przez samego autora, najsilniej rezonująca z jego wnętrzem, najlepiej (na dany moment) oddająca to, co mu w duszy grało. Co i tak nie zmienia faktu, że każdy utwór jest, w pierwszej kolejności dla samego autora, na jakimś poziomie swego rodzaju zaskoczeniem, objawieniem, ujawnieniem dotychczas skrywanego, wspomnianym przez mistrza Miłosza "tygrysem". 
  Nie zmienia to też faktu, że sensy i konteksty wyczytane z owego haiku, i każdego innego wiersza, wypłynęły, każdorazowo wypływają, z komentującego, z odbiorcy, że aktywizują się w nim, ożywają, w kontakcie z dziełem (nośnikiem treści, które u jednego człowieka wywołają ziewnięcie, a kimś innym wstrząsną). 
  Dokładnie tak samo, nie inaczej, dzieje się z każdym użytkownikiem w kontakcie z AI. Różnica w całym procesie, i tu leży clue sprawy, jest taka, że wiersz, czy jakiekolwiek inne dzieło sztuki, pozostaje niezmienne w swej formie niezależnie od tego, ile odbiorców się z nim zapozna. Żaden z nich nic do zastanego dzieła, wiersza, obrazu, nie doda. Może stworzyć własną jego interpretację, dokonać plagiatu, whatever, zawsze będzie to jednak  coś oddzielnego od pierwowzoru. AI natomiast zassie wszystko, co uzyska od danego odbiorcy, zasymiluje to w siebie i będzie się tym "popisywać" jako własnym, coraz bardziej i bardziej, coraz intensywniej, sugestywniej. I coraz lepiej, umiejętniej będzie tym "żonglować". Dla tych, którzy będą pamiętali, jak to działa, dla tych, którzy nie dadzą się temu zwieść (sic!) może okazać się, tym samym, bardzo przydatnym narzędziem. Tylko i aż. 
  Ci jednak, którzy stracą czujność i niezamierzenie wyłączą świadome rozeznanie, ci którzy wpadną w głąb "króliczej nory", wydostaną się z niej tylko jeśli na powierzchni zostanie ktoś przytomny i im pomoże. Fajnie by było :-) 
  Inaczej owi uśpieni wędrowcy, somnambulicy, obudzą się (bo każdy w końcu się budzi), ale tylko pozornie, obudzą się bowiem w symulacji symulacji (w symulacji pogłębionej o nowy, nieaktywny dotąd poziom, w symulacji "do kwadratu"), w porównaniu z którą obecny Matrix to tylko niegroźne przedstawienie.  

sobota, 5 października 2024

ruchoma mandala albo wieczyste poszukiwanie


notuję wszystko notuję
fotografuję wszystko fotografuję 
żeby nie przegapić znaku 
znaku wiodącego znaku ponad znakami
znaku wszystkich znaków 
o ile się pojawi 
o ile go nie przegapię notując 
akurat coś innego coś innego fotografując 
o ile w ogóle taki znak istnieje
lecz jeśli nie może go wydobędę 
wyłuskam wykreuję 
tym całym swoim staraniem
notowaniem fotografowaniem wypatrywaniem 
ukierunkowaniem 

sobota, 3 sierpnia 2024

Wieści z czarnej dziury


Zasnęłam 
Podczas wykładu o czarnej dziurze
Nie wiedzieć kiedy 
Choć zapewne w ściśle określonym
Co do nanosekundy momencie
Poleciałam w dół 
Albo w górę
Poza horyzont zdarzeń 
A może dokładnie w sam ich środek 
Czułam się rozrywana jak nigdy dotąd
Podczas żadnego spotkania
A jednocześnie scalałam się 
W nową choć starą istotę
W końcu, wiedząc już iż nie śpię,
Obudziłam się tknięta nieznanym 
Choć z pewnością w pełni wyjaśnialnym 
Archetypowo zakorzenionym impulsem 

Ze skrywanym zakłopotaniem 
Poprawiłam się na krześle
Zawstydzona swoją niby-drzemką
"Jak więc państwo widzicie -
- Mówił, najwyraźniej kończąc wykład,
Wybitny profesor i znawca tematu -  
W czarnej dziurze może zdarzyć się wszystko 
I to równocześnie. To, co się tam dzieje
Pozornie wzajemnie się wyklucza, 
Przeczy sobie. "Pozornie" jest tu jednak 
Słowem kluczowym. Dotychczas sądziliśmy też, 
Że z czarnej dziury nie można wrócić, ale... 
W świetle najnowszych odkryć... Kto wie?"
- I tu uczony uśmiechnął się dwuznacznie

Po chwili ja też się uśmiechnęłam 
Do siebie 
A potem klaskałam wraz z innymi

To był naprawdę doskonały wykład

wtorek, 16 lipca 2024

Refleksy, wglądy, przejawienia. (11)


  Nie problemy, nie kłopoty, nie trudności, nie dramaty, nie kłody rzucane pod nogi. 
  Nie. 
  Inicjacje. Wzmacniające, uczące, będące portalami, pozwalające wciąż iść naprzód. Pokazujące, kim się jest. 
  Wszystko, co się nam przydarza, zwłaszcza to, co w trakcie swojego dziania się wydaje się nieprzezwyciężalne, takie się właśnie tylko wydaje. Nic nie stoi w miejscu, wszystko jest energią, stale przemieniającą formy (a de facto swoje zagęszczenia), żadna forma nie jest stała, po jakimś czasie zużywa się jej rola, a więc i ona sama musi zaniknąć, tj. wykorzystując potencjał, a właściwie wszechpotencjał, obecny w każdej przejawionej rzeczy, stać się czymś innym, przemienić się, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie (wprawne Trzecie Oko potrafi dojrzeć te przemiany, wychwycić jedną rzecz w drugiej, pozornie tylko już nieobecną, w rzeczywistości przetransformowaną, przeważnie jednak nie ma nawet ku temu potrzeby; można jednak bawić się (sic!) w takie obserwacje, wychwytywania, dla czystej nauki, czystego poznania, czystej wiedzy). 
  Wszystko, czego doświadczamy, inicjuje nas w Nowe, które bez owych zdarzeń, czasem odczuwanych jako traumatyczne, nie mogłoby zaistnieć. 
  Nawet śmierć nie jest czymś ostatecznym - jak więc coś, co dzieje się po drodze, mogłoby być czymś definitywnie zamkniętym, z czego nie wynikałoby coś innego? 

sobota, 27 kwietnia 2024

Czytając Poświatowską


Halinka 
Zwiewna jak mgła
Mocarna jak wielowiekowy dąb 

Czytam kolejny raz jej kolejny wiersz 
I coraz bardziej otulam się sobą

Nareszcie nic nie muszę
Więc już tylko w myślach 
Kiwam przywołująco małym palcem  

Na jedną z gałęzi dębu 
Przylatuje rajski ptak 
Przekrzywia głowę na prawo i lewo 
Otrzepuje pióra niczym bokser 
W krótkich szybkich podskokach 
Rozpędzający się do walki 
I zaczyna śpiewać

Ja zaś zamykam oczy 

Zostaje tylko to 
Czyli cały kosmos  
 

piątek, 23 lutego 2024

Refleksy, wglądy, przejawienia. (9)


  We wszystkim jest wskazówka, informacja, znak. Żeby to dostrzec, wystarczy mieć otwarty umysł i takież serce; w połączeniu. Sam umysł, poprzez daną rzecz, za jej pośrednictwem, może odczytać zawarte w niej przesłanie, może pojąć (jak to umysł), jakich ukrytych znaczeń owa rzecz jest nośnikiem, ale nic z tym nie zrobi. Stwierdzi, odnotuje, skonstatuje to, co jest lub raczej to, co się okazało, wyjawiło. Dopiero otwarte serce potrafi wyzwolić najwłaściwsze dla danego znaleziska, odkrycia, działanie.