Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notatka strumieniowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą notatka strumieniowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 marca 2026

Bolero Ravela


w pozornie narastającym rytmie
rodzi się prawdziwe oczekiwanie
na coś co musi nastąpić
lecz wciąż i wciąż nie nadchodzi
dziejąc się zarazem bezustannie
w nieziemskim natężeniu

wtorek, 14 października 2025

kolejny


kolejny wiersz Miłosza
i jestem napełniona
najwyższym sensem 
który jeszcze przed chwilą
pozostawał niewyrażalny
a właściwie nawet nie istniał 
teraz jednak zmaterializował się
po czym uwolnił 
z czubka mojej głowy
w postaci niewielkiej świetlistej kuli:
orb - 
mówią niektórzy;
czyjaś dusza wędrująca
domyślają się inni 
pozostali zaś zapewniają:
to kwantowa informacja fluktuująca
a ja się uśmiecham 
i wyglądam przez okno 
Miłoszowy krajobraz uzewnętrzniony
przemienia się raz po raz
skąpany w blasku 
który nie dość że nie razi 
to w dodatku koi 




wtorek, 6 maja 2025

Przy stole


Tak często
przy nim jem, czytam, piszę, pracuję.
Zamyślam się, zawieszam i odwieszam.
A ten szklany stół
wciąż jest taki zimny.
Żeby nie powiedzieć -
obojętny.
Niewzruszony.
Nieporuszony.
Żeby nie powiedzieć -
bezwzględny w swej istocie.
Zupełnie inaczej niż tamten -
drewniany,
a przy tym masywny, długi, prostokątny.
Przyzwoity w każdym sensie.
Zawsze siedziało przy nim dużo osób; śmiało się, płakało, śpiewało, rozmawiało, milkło w połowie zdania
lub jednym zdaniem,
rzuconym niby znienacka,
a tak naprawdę
rozmyślnie, przemyślnie, wymyślnie,
pozostałym spiskowcom na przekór,
zdradzało
przez lata skrywane tajemnice.
Wywoływano przy tym stole wojny
i zawierano pokoje,
a on wszystko wchłaniał,
wszystko przyjmował.
Pozwalał walić w siebie pięścią
od czego robiły się
niewidzialne wgłębienia,
gładzić się zamyślonymi dłońmi
i opierać o siebie niespokojne głowy; znajdowały one ukojenie
w przyjaznym, zawsze ciepłym, drewnie; 
gdyby przyłożyć do niego ucho
pewnie można by jeszcze
usłyszeć szum lasu, który żył w stole
właśnie za sprawą tych wszystkich
odbywających się przy nim historii; 
nie pozwalały mu do końca odejść, 
nakazywały uczestniczyć. 
A ten? Ten niby mój?
Ten – nic.
Potrafi tylko odbijać światło;
słoneczne lub sztuczne,
dla niego bez różnicy,
i wszystko (jeśli tylko czymś go nie przykryć) przez niego widać:
dywan, fragment podłogi,
cienie rzeczy przeszłych i przyszłych.
W tej jego przezroczystości, jak w każdej innej, przynależnej pozostałym, przezroczystym z innych powodów przedmiotom,
kryje się granica
między widzialnym i niewidzialnym.
I to, rzeczywiście,
momentami bywa interesujące.
Nadal jednak nie pozwala mu to konkurować z jego drewnianym odpowiednikiem
przy którym zjedzono
tyle wspólnych posiłków,
siedząc (czasem już ledwo co)
przy niebywałej ilości wciąż dostawianych, zawsze wypełnionych po brzegi talerzy, w które w porze obiadowej dodatkowo 
lał się gęsty lśniący sos
łączący słowa w zdania,
zdania w rzeczone historie,
historie w leżące przy drodze kamienie.
Tyle, że.
Tyle, że nie ma już tej,
której ręka najczęściej
z owej olbrzymiej sosjerki nalewała.
Nie ma tamtego wyjawiacza tajemnic, niegdyś czarnego maga,
który później okazał się
najnieszczęśliwszym z ludzi.
Nie ma też tego, którego głos,
donośniejszy niż dzwon,
budził biesiadników z najgłębszego snu, takiego, w który zapada się z otwartymi oczami, nie wiedząc, jak i kiedy.
I nie ma tej, która co i raz, odruchowo, zawijała 
kosmyk blond włosów za ucho.
Robiła to nawet później,
gdy żadnego kosmyka już nie było,
a jedyne, co pozostało to właśnie ten gest, wciąż utrzymujący ją na powierzchni: koło ratunkowe
pozwalające dopłynąć na drugi brzeg.
Nie ma tego, który był, jaki był.
Nie ma tej, która była, jaka była.
Jest tak, jakby tylko się wydawali.
Albo śnili.
(Mimo, że wciąż przecież są, tyle że
gdzie indziej).
Najlepiej o tym wie
(a właściwie – wiedział)
tamten stół, 
który ich gromadził. 
Bez nich popielał z chwili na chwilę.
Uwalniał uwięzione w sobie historie.
Odparowywał łzy i żale
w postaci mgieł
znienacka zasnuwających miasta i wsie.
Oddawał uderzenia bezsilnego gniewu w formie błyskawic przecinających
najbardziej pogodne nieba.
Nie, nie mścił się.
Nie umiałby.
Po prostu odchodził, atomiał na powrót, aż w końcu został
tylko na zdjęciach, które
od czasu do czasu
(chyba coraz rzadziej)
oglądam z niedowierzaniem,
jakbym oglądała kadry
z życia kogoś innego.
A kiedy, zanurzona
w tamtym równoległym świecie,
opieram się o swój przejrzysty stół,
żeby dłużej i bliżej
przyjrzeć się owym stop-klatkom,
rozpoznać kogoś na nowo,
uśmiechnąć się może lub uronić łzę,
zatopić i nie wrócić,
wyruszyć w wielkie nieznane,
albo całkiem małe, byle tylko gdzieś dalej, od razu wzdrygam się i cofam.
Chłód szklanego blatu
sprowadza mnie z powrotem.
Na to zawsze mogę liczyć.

sobota, 5 października 2024

ruchoma mandala albo wieczyste poszukiwanie


notuję wszystko notuję
fotografuję wszystko fotografuję 
żeby nie przegapić znaku 
znaku wiodącego znaku ponad znakami
znaku wszystkich znaków 
o ile się pojawi 
o ile go nie przegapię notując 
akurat coś innego coś innego fotografując 
o ile w ogóle taki znak istnieje
lecz jeśli nie może go wydobędę 
wyłuskam wykreuję 
tym całym swoim staraniem
notowaniem fotografowaniem wypatrywaniem 
ukierunkowaniem 

wtorek, 14 maja 2024

wreszcie


wreszcie się udało 
wreszcie poprzestawiała 
wskazówki zegarka 
zaczęła chodzić wcześniej spać
i wcześniej wstawać
aż w końcu któregoś ranka
za sprawą owego zmienionego harmonogramu - 
odwróconego własną wolą koła fortuny -  
obudziła się obok niego
wyśnionego 
i przelękła się nagle że jest 
albo jeszcze za wcześnie
albo już za późno
ale wtedy on też zaczął się budzić 

poniedziałek, 12 września 2022

minęliśmy się ale nie do końca

 
widziałam człowieka
chłopaka z pieskiem na smyczy
piesek był spokojny ułożony
z każdym włosem oddzielnie
stawiał obok człowieka
odmierzone co do milimetra kroki
(jak się okazało odtworzone)
widziałam człowieka
lecz to wcale nie był człowiek
tylko tajfun
uwięziony w pudełku od zapałek
dodatkowo owiniętym miękką szmatką
stawiał kroki odmierzone co do milimetra
(i to były te kroki oryginalne)
dokładnie takie
na jakie pozwalało mu spętanie
mające jak myślę swoje źródło
w najnowszych osiągnięciach farmakologii
sztywne kroki
każdy z nich automatycznie wymierzony w otchłań
nieustająco przed nim otwartą
w niezmiennej odległości
spojrzał stamtąd we mnie
szklistymi pustymi sinoobwiedzionymi oczami
zachwiałam się
zatoczyłam koło
poszłam dalej
ale już w nieznane
zupełnie gdzie indziej
niż zamierzałam wychodząc
poniosłam go w sobie
jego spojrzenie
i pieska
jego spokój
również nie z tego świata
 

poniedziałek, 25 maja 2020

podgląd


zobaczyłam dziś nagle
na wewnętrznym ekranie
polityka z językiem
przybitym na samym jego końcu
gwoździem
do jakiejś twardej zapewne powierzchni
z językiem a właściwie jęzorem
gdyż wskutek silnego wyciągnięcia
z otworu gębowego
język ów mocno wydłużył się i napęczniał
pociągając nieco za sobą
głowę z wybałuszonymi oczami
mimo moich najlepszych starań
wizja nie chciała się rozwiać
bezradna wobec niej
jakoś tak bezwiednie
pomyślałam:
"unieruchomiło płaza"
na co widziany przeze mnie obraz niezwłocznie zareagował:
(tutaj również nic nie mogłam na to poradzić)
garnitur polityka zmięty i napięty wskutek
gwałtownych wyzwoleńczych ruchów i nerwowych szarpnięć
zaczął nasiąkać wilgocią
całkowicie zmieniając swój kształt i kolor
aż do momentu gdy wysokogatunkowy materiał
z wycyzelowanymi ściegami
stał się oślizłą skórą
policzki zaś zawsze i tak nieco pulchne
nadęły się jeszcze bardziej i zaczęły
miarowo poruszać się
w rytm chrapliwego odgłosu
wydobywającego się z oślizłej gardzieli
i oto miałam już przed sobą ropuchę
z jęzorem przybitym gwoździem
zło ujarzmione
zrozumiałam bowiem wówczas w jednej chwili
że to nie wizja lecz
że odsłonił się przede mną równoległy świat
w którym los owego polityka
jako oślizłej nabrzmiałej samą sobą ropuchy
dopełnił się
że to, co go spotkało
było wyrównaniem krzywd
jakich doznały wszystkie
kolorowe niewinne motyle
złapane w locie
wystrzelonym znienacka
mięsistym nie mieszczącym się w otworze gębowym jęzorem
następnie zaś połknięte w całości
bez mrugnięcia wyłupiastym okiem


czwartek, 19 września 2019

Ósemka Pucharów albo ballada o kamyku


wpada z cichym pluskiem potem
rozchodzi się w coraz większych kręgach żeby
w końcu zaniknąć tak jak wszystko inne ale wiem że
ta woda muskająca moje stopy mimo że już nie
drżąca spokojna to jednak pochodzi z centrum
z pierwszego kręgu dlatego postanawiam wejść
dalej głębiej z każdym krokiem
zanurzam się coraz bardziej aż w końcu przez chwilę w niezmąconej
ciszy widać tylko głowę i ramiona przypomina
mi się zakończenie filmu "Godziny" ale ja nie po to idę nie
jestem nikim innym tylko
sobą
muszę przejść na drugi brzeg a nie zdołam tego zrobić
jeśli nie zanurzę się całkowicie jeśli na jakiś czas
nie zniknę zupełnie ale zniknąć muszę naprawdę w tym
wbrew pozorom nie ma żadnej obietnicy zanurzam się
po coś chcę przejść chcę przekroczyć chcę przedostać się
na drugi brzeg ale
nie mogę wiedzieć czy to się uda zanurzając się nie liczę
na nic nie wiem nic wszystko co było zostało za mną zniknęło teraz
żeby dopełnić dzieła nie wiem czyjego mogę mieć tylko nadzieję że
kogoś nieskończenie potężniejszego ode mnie muszę też zniknąć
tak żeby nie pozostał po mnie żaden ślad i wynurzyć się
na drugim brzegu być może



16.04.2011 r. 

 

środa, 20 marca 2019

Wybór moich haiku, tanek, wierszy i notatek strumieniowych z 2018 r.


Most of the people
Are asleep
While just a few
Are awake
Night train


***


Noc
Kruk skrzydłami
Okrył ziemię


***


Studnia życzeń -
Tylko kilka słów
We wszystkich językach

The wishing well -
Just a few words
In all languages


Publikacja na łamach Blithe Spirit Vol. 28, No. 1.
Wcześniej, w 2012 r., mój utwór zdobył wyróżnienie podczas II edycji Polskiego Międzynarodowego Konkursu Haiku.



***


zaglądam po latach
do swojego wiersza
sprawdzam czy trzeba
w nim coś poprawić
zmienić jakiś dźwięk
zastąpić słowo słowem
słowo ciszą
albo w miejsce ciszy
wstawić pojęcie
i niekiedy zmieniam
zastępuję i wstawiam
niekiedy wiersz jednak
przemienia się
w motyla i wyfruwa przez okno
swobodnie niewymuszenie
nareszcie wolny
przygotowywany do tego zawczasu
każdym poszczególnym wersem
z kolei innym razem
patrzę na wiersz a on
jest zapięty od góry do dołu
tworzy monolityczną całość
żyjącą własnym życiem
pulsującą wewnątrz
zamkniętą od zewnątrz
odrębną

całkowicie
ode mnie oddzielną


***


Nów
Wszystkie kody dostępu
Wysadzone w kosmos


***

Summer meadow
Among the flowers butterfly
From my dream

Letnia łąka
Wśród kwiatów motyl
Z mojego snu


3 kwietnia 2018 r. publikacja, wraz z tłumaczeniem na język rumuński, na łamach antologii Sharpening The Green Pencil; The Seventh Edition of The Haiku Contest.


***


All these birds flying
South, north,
West, east...
All these letters
I wrote to you
In my mind



Farewell
Snowflakes are stuck
To the pane



From one three - liner
To another...
Haiku addict


Moje powyższe utwory zostały opublikowane na łamach The Bamboo Hut; Journal of English Language Tanshi. Spring 2018 Issue.

***

Shooting star...
And there is nobody
To make a wish


25 kwietnia 2018 r. mój wiersz został opublikowany na łamach Haikuniverse; a daily haiku or micro-poem.


***


Burza magnetyczna
Spiker radiowy
Mówi językami


***


Suddenly, I feel that
Someone stares at me...
Window cleaner


2 maja 2018 r. publikacja na łamach The Haiku Foundation, Haiku Windows.

***


Samotność
Sonda w drodze
Na Marsa


***


Window seat
Wherever
I go


16 maja 2018 r. publikacja na łamach The Haiku Foundation, Haiku Windows.


***


All these words
Which remained
Unspoken...
Ghostly glow
Of dead stars


***


Haiku -
Firefly guiding me
Home


18 maja 2018 r. mój utwór zagościł na łamach Asahi Haikuist Network.

***


This subtle
Secret smile...
Her storm window


23 maja 2018 r. publikacja na łamach The Haiku Foundation, Haiku Windows.


***


Błyskawica
W oknie
Opuszczonego domu
Przez chwilę
Czyjaś postać


***


Bunt

Ulicami, alejami,
drożynami, deptakami,
ścieżynami, szlakami, skwerami,
polami i łąkami
idzie sobie
coś,
co nikomu
nie chciało przyjść do głowy.


***


Seaside church
The stained glasses made of
The mountain crystals


20 czerwca 2018 r. mój wiersz został opublikowany na łamach The Haiku Foundation, Haiku Windows.


***


Who I was
Who I became
Snowy fields


***


Breaking news...
Through an open window
Children's laugh


27 czerwca 2018 r. publikacja na łamach The Haiku Foundation, Haiku Windows.

***


Night sea storm
Through the roar of waves
Silence


18 lipca 2018 r. mój utwór został opublikowany na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.


***


A soft touch
Wakes me up
Smell of the sea


25 lipca 2018 r. publikacja na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.

***


Późny wieczór...
Kręgi jeszcze
Rozchodzą się na wodzie
Ale wokół
Już nikogo


***


W oknach
(przeważnie) starych kamienic
od rana do nocy
stoją
niestrudzeni podróżnicy. 
Oparci o parapety
(niekiedy mają podłożone poduszki),
spoglądają to w prawo,
to w lewo, czasem fiksują wzrok
na wprost, jakby coś
znienacka ich przywołało.
Uśmiechają się
do swoich wnętrz
wszechwiedzącym uśmiechem.
Patrzą i chłoną.

Przemierzają wszystkie
równoległe światy naraz.


***


Lunch time
At the bottom of a flower
Busy bee


26 września 2018 r. mój wiersz został opublikowany na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.


***


Świąteczny czas...
Babcia
Wraca z jarmarku
Z nowym dziadkiem
Do orzechów


***


In the middle
Of the meadow, a light touch
Of my previous life


17 października 2018 r. mój utwór zagościł  na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.


***


szukając
nie wiadomo czego czując że
to raczej ja jestem przez coś
poszukiwana że coś
za mną
podąża ze wszystkich sił pragnąc
ujawnienia
zaglądając zatem tu i tam przerzucając
odkładając cofając się po
swoich i nie swoich śladach wsłuchując się
w przybliżające się i oddalające
melodie w słowa zagłębiając się
dla odmiany i nieco przyznam bezwiednie
w ciszę
przemierzając
krainy mniej i bardziej migawkowe trafiłam
w końcu na
zapis
swojego starego snu snu
sprzed wielu już lat w tym śnie była
wielka nadzieja
wielka metafora
był kosmiczny pojazd i byłeś w nim ty tak
wyłącznie dla mnie jakby nikogo poza mną
poza nami nie było
wtedy pamiętam wtedy kiedy zapisywałam
ten sen to pojazd wydawał się
kluczowy jeszcze bowiem
takich nie wynaleziono a kiedy już
to nastąpi
będą idealne do przemieszczania się
po nowej planecie jaką przejmą ci
którzy
nastaną po nas ale teraz myślę
że to ty byłeś najważniejszy to do ciebie przecież
dojechałam choć nie było łatwo choć musiałam
w trakcie jazdy przesiadać się z tylnego siedzenia
na miejsce nieobecnego
kierowcy wyjść ze swojej
strefy komfortu żeby móc cię odnaleźć
poczuć jak mocno można być jak uważnie
jak intensywnie i jak ta
intensywność znosi
wszelkie słowa
zamieniając je w nośniki
czystej energii


***


Evening fog
Fills the forest
Song of my ancestors


31 października 2018 r. mój wiersz zagościł na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.

***


At dawn
A night thought
Fades into birdsong


13 listopada 2018 r. publikacja na łamach Haikuniverse; a daily haiku or micro-poem.


***


Blackberries
Suddenly taste of bananas...
Hiking in my dream


14 listopada 2018 r. mój wiersz został opublikowany na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.


***


Foggy hiking trail...
This hand, in my hand,
Is it still yours?!


21 listopada 2018 r. mój wiersz został opublikowany na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.

***


City sidewalk...
From all sides vacant eyes
Of mannequins


28 listopada 2018 r. mój wiersz został opublikowany na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.

***


Przebłysk

Kiedy podczas
spaceru w parku
próbowałam rozstrzygnąć,
czy tysięczny z kolei obraz,
który właśnie wyświetlił się
na moim wewnętrznym ekranie
jest wspomnieniem,
czy też wyobrażeniem
przesyconym emocjami
i pragnieniami,
zbudowanym wokół czystej
(choć niekoniecznie obecnie mi znanej) idei,
nagle ze sterty rdzawych liści
wyskoczyła
rdzawa wiewiórka
po czym
zniknęła w niej z powrotem.

Bez śladu.
Bez obciążeń.
Całkowicie beztrosko.
Jakby jej nigdy nie było.
Lub raczej jakby była
wspomnieniem
oraz wyobrażeniem zarazem.

(Po chwili osłupienia i zachwytu poszłam dalej).


***


Beyond the time
Just on the street
A man plays didgeridoo


5 grudnia 2018 r. mój utwór został opublikowany na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place.


***


In a faraway dream
On the streets of my city
A pride of lions


21 grudnia 2018 r. publikacja na łamach Asahi Haikuist Network.

***


City sidewalk at night...
Sudden touch of
Somebody's presence


26 grudnia 2018 r. mój utwór został opublikowany na łamach The Haiku Foundation, A Sense of Place. 

piątek, 15 marca 2019

Wybór moich haiku, tanek, haibunów i notatek strumieniowych z 2014 r.


I po świętach...
W osiedlowych śmietnikach
Gromadzą się
Nagie szkielety
Choinek


***


Kosmos
W poczekalni
Na izbie przyjęć
Mijają
Lata świetlne


***


African drum -
My heart starts to beat
With its rhythm


48th Caribbean Kigo Kukai; theme - music competition. Moje haiku zostało opatrzone komentarzem: "Conjures image of ancestral beats and origins of the instrument".


***


Babie lato
Snuje się
Kolejny dzień


***


Długa noc -
Kolejny puzzel
Na swoim miejscu


***


Foggy evening -
The old boat
Sinks in the silence


1 kwietnia 2014 r. za powyższe haiku otrzymałam wyróżnienie podczas trzeciej edycji konkursu Sharpening the Green Pencil.
16 października 2016 r. mój utwór, wraz z tłumaczeniem na język chiński, został opublikowany w ramach projektu Butterfly Dream poety Chen-ou Liu.
Powyższy wiersz trafił także na łamy The Haiku Foundation, World of Haiku: Poets of Poland.



***


Niebo bez gwiazd -
Tęsknota za życiem,
Którego nie było


***


Rhetorical question.

Her smile - 
so innocent
and seductive at the same time.
Something you can reach, as well,
if you go
to hell
and come back
in one piece.

So...
Do you really still want it?


***


radio nocą
przemawia językiem
zbiorowej duszy
opuszczeni nagle
przez obowiązki codziennego dnia
pozostawieni ze sobą twarzą w twarz
bezsenni
gdyż sen przebudzonych
już nie nawiedza
co chwilę
łączą się ze stacją
upewniając się wzajemnie
o swoim istnieniu
witaj Krzysztofie Zdzisławie Mario Magdaleno
Piotrze Andrzeju Renato
cieszymy się że jesteś z nami
jestem
więc jesteśmy razem

po czym z powrotem
wycofują się w ciszę
z delikatnością i taktem
charakterystycznym dla tych
którzy potrafią stąpać po kruchym lodzie


***


waiting room becomes our whole world


raining my watch still says the same hour


hesitation another train leaves without me


between one incarnation and another the little butterfly


Moje powyższe jednowersowe haiku zostały opublikowane na łamach Brass bell: a haiku journal.


***


XIV Wielki Arkan - Umiarkowanie.

jedno przemienia się w drugie
drugie w trzecie wciąż
i na zawsze mając w sobie
źródło
istniejące lecz rozpoznawalne tylko
dla wtajemniczonych
trzecie znienacka staje się czwartym
czwarte kolejnym
z którego znów poniekąd samo
wyłania się następne
i nagle już wiem że tak będzie trwało
dopóki się nie wyczerpie
przynajmniej na tym etapie
nie jestem bowiem w stanie
tego przerwać
zupełnie
jakbym śniła na jawie
i może nawet tak jest
przemiany więc trwają
zmarli ożywiają
żywi odchodzą
kształty zatrzymują się w sobie
na coraz krócej
jakby nie wytrzymywały
odśrodkowego ciśnienia
nie mogę nic na to poradzić
obserwuję będąc jednocześnie
wewnątrz
wiedząc że przemienia się
po to żeby się wykrystalizować
uwolnić się z moich oczekiwań
oraz przyzwyczajeń
pozbawiona ich jestem gotowa
na wszystko
i na nic
przerażona
i jednocześnie silna nieznaną wcześniej siłą
w ciemnościach
w wewnętrznym widzeniu
gdyż zewnętrzne oko jest tu
całkowicie bezradne
dostrzegam zarys błoniastych skrzydeł
i twarz obciągniętą skórą suchą jak pergamin
na którym zostały spisane dzieje świata


***


New Moon
I hide myself in
My own shadow


Publikacja na łamach Brass bell; a haiku journal.

***


Otwarta brama -
Aż po horyzont
Płonące znicze


***


Podczas kiedy oni
Milczą
Ich awatary
Prowadzą ożywioną dyskusję -
Coraz głębsza noc


***


Porywisty wiatr...
W piruetach liście
Zielonej herbaty


***


Stara kamienica -
W każdym oknie
Zapada noc


Mój powyższy utwór trafił do Archiwum Haiku poetki haiku Magdaleny Banaszkiewicz.

***


Sitting motionless
And looking at one point... 
The doll


3 grudnia 2014 r. mój wiersz został opublikowany na łamach "The Mainichi Daily News".
7 kwietnia 2015 r.,w ramach dorocznego podsumowania Haiku in English: Best of 2014 r., ówczesny wydawca "The Mainichi" Isamu Hashimoto, opatrzył mój utwór następującym komentarzem: "There is a haikuic punch in the last word, which is like a living thing".



***


Przedświąteczny czas -
Co i raz
Dźwięk minutnika


środa, 13 marca 2019

Wybór moich haiku, tanek, haibunów, wierszy i notatek strumieniowych z 2012 r.


Szykując się
Na nasze spotkanie... -
W powietrzu unosi się
Różany zapach
Balsamu do ciała


Wieczorna medytacja -
Płomień świecy
Uspokaja się


1 stycznia 2012 r. publikacja na łamach miesięcznika Libertas.


***


W zapadających ciemnościach
Cichną wszelkie odgłosy -
Podnosi się kurtyna


***


Rześki poranek,
tak wczesny, że
wszystko w nim było
dopiero przeczuciem.
Trawa, mokra od rosy,
wciąż jeszcze zanurzona w półśnie.
Śpiew ptaków ze wszystkich stron
nawołujących nowy dzień.
Błękit, czysty,
po sam horyzont.
To wszystko spowiło mnie
od razu,
już na progu domu.
Było w tym szczęście,
doskonałe.
Rozpoznałam je
po latach.


***

 

Twilight
Our shadows
Become one


***


Czas pomiędzy -
Na pętli
Puste autobusy


***


Historia życiem napisana -
Między liniami papilarnymi
Haiku



Słowo -
Kamień od którego
Rozchodzą się kręgi


1 lutego 2012 r. publikacja na łamach miesięcznika Libertas.


***


Z rytmem rzeki -
Na ramionach wioślarza
Wije się wąż


***


Full Moon -
My shadow becomes
Larger than me



Autumn evening -
Between my diary pages
Flames



Carousel -
It's still spinning
Without me



It's getting dark
When I coming back home...
I am recalling
My way
Step by step


Moje utwory opublikowane na łamach Haiku Pix Review No. 4/2011


***


Rozpędzone miasto -
Z podziemnego przejścia
Dźwięk akordeonu



Raz szybciej, raz wolniej.
Na piechotę, rowerami,
samochodami, paralotniami,
samolotami, statkami, łodziami...
Jak komu wygodniej.
Jak komu dano.
Jak od wieków
rzeka zdąża do Morza.


1 marca 2012 r. publikacja na łamach miesięcznika Libertas.


***


Cała drżąca
Od niewidzialnych dotknięć -
Tafla jeziora nocą


***


infinity
my thoughts are running
they are passing through
everything from the past
and from the future
the present moment is elusive
everything begins and ends
at the same time
begins and ends
begins and ends...
and suddenly there is
emptiness
(hard to even tell that "there is"...)
like blessing
without name
without borders
I just let it be
it's like dancing on the edge
what can be more
alive
than this
than emptiness
without beginning and end


***


Piszę -
Zacieram granicę
Między jawą i snem


***


Głód -
W kilku książkach naraz
Zakładki


***


Nocny ekspres -
Rozmawiamy o wszystkich
Zaległych sprawach


***


czas pełni księżyca
 
zaglądam do kuchni
ale kubek mam już w dłoni

przez chwilę stoję
na środku przedpokoju
między wejściem i wyjściem

otwieram książkę
i zaraz zamykam
bo już pierwsze przeczytane zdanie
jest tym właściwym

wybieram numer
i momentalnie
się rozłączam
bo odpowiedź przychodzi
wcześniej niż głos
który miał się rozlec

otwieram szafę
a tam w ubraniach wiszą
zaklęte historie
migawkowe i te wiekopomne

jestem wszędzie i nigdzie

na tle dalekiego świetlistego kręgu
powoli przepływa chmura


***


Coraz bardziej
Oddaleni od siebie...
Wielki Wybuch wciąż trwa


***


The wishing well -
Just a few words
In all languages


Moje powyższe haiku zdobyło wyróżnienie podczas II edycji Polskiego Międzynarodowego Konkursu Haiku.


niedziela, 10 marca 2019

Wybór moich haiku, tanek, haibunów, wierszy i notatek strumieniowych z 2011 r.


Pomiędzy domysłem i pewnością -
Zimowy ogród


Jeden z kilku moich utworów, który trafił na łamy Archiwum Haiku poetki haiku Magdaleny Banaszkiewicz. 



***


Głęboka zima
Wchłania mnie
Nowa powieść


***


Zimowa zaduma -
W białej pustce
Pulsuje kursor


***


Ona.

Była niezawodna. Spokojna, silna i piękna. Miała regularne rysy twarzy i lekko skośne, jasnoniebieskie oczy. Emanowała czymś, co z jednej strony wydawało się niedosiężne, a z drugiej - upragnione. Kiedy podczas różnych uroczystości rodzinnych gwar rozmów stopniowo narastał, kiedy pieniste fale wznosiły się do zenitu, żeby potem opaść z wielkim hukiem, kiedy najostrzejsze nawet dysputy, nie wiadomo jak i dlaczego, znienacka rozbrzmiewały wybuchami uwalniającego śmiechu - ona pozostawała nieporuszona. Zawsze w tym swoim ciemnym turbanie, dającym wrażenie gładko zaczesanych do tyłu włosów, okalających jej twarz. Zawsze z odsłoniętymi ramionami o regularnych, lekko zaokrąglonych liniach, doskonałych, jak ona sama, lecz doskonałych bez narzucania się; najnaturalniejszych w świecie. Budziła tęsknotę za czymś dalekim, lecz kiedyś na pewno istniejącym... Za doskonałymi czasami, kiedy wszystko działo się po raz pierwszy i było tym, czym jest i niczym więcej. Za czasami, w których każdy detal był zaczątkiem pięknej i spójnej, nie znającej przeszkód historii, nie zatrzymującej się na niczym, lecz jednocześnie w pełni wyzyskującej każdą napotkaną chwilę. Czy takie czasy naprawdę istniały, czy też rozgrywały się tylko w pragnieniach?...Im bardziej bowiem rzeczywistość się od nich różniła, tym większej nabierały intensywności, ale i tym bardziej się oddalały... Ona znała odpowiedzi na takie pytania. Wiecznie zamyślona, nigdy się nie uśmiechała... Emanowała za to spokojem, spokojem Ducha, który przewędrował wiele krain i niejedno widział; ducha, który w każdym początku momentalnie dostrzegał to, co było w nim immanentnie zawarte - koniec. Kiedy teraz o tym myślę, widzę, że snuł się on między nami od dawna, widzę, jak bardzo był nieubłagany, jak bezlitośnie, z bezwzględną konsekwencją zbliżał się krok po kroku i zataczał coraz ciaśniejszy krąg; krąg, w którym z upływem czasu, było nas coraz mniej. Szczególnie widać to było podczas kolejnych uroczystości, z okazji corocznych świąt... Ona jednak była obecna za każdym razem i to dawało mi siłę, dzięki której uczyłam się godzić z Nieuchronnym. Bo w końcu, któregoś dnia, zupełnie niewiarygodnego, ale i niczym nie różniącego się od innych dni, fale przestały się burzyć, wznosić się i opadać, rzeczy przestały przemieniać się jedne w drugie; stół wokół którego zwykle się zbieraliśmy, teraz otoczyła cisza. Mogłoby się wydawać, że nigdy nas nie było, a to, co brałam za wspomnienia jest tylko echem z innego wymiaru, który z jednej strony stawał się coraz bardziej obcy i niedostępny, a z drugiej był Bramą prowadzącą zupełnie gdzieś indziej, gdzie niezwykle łatwo byłoby wejść, ale skąd, czułam to podskórnie, nie byłoby powrotu. W miarę zaś jak to przejście się otwierało, zaczynał być odczuwalny dziwny, przenikliwy chłód, który pomału paraliżował wszystkie ruchy, myśli, pragnienia... Nie mogłam jej tam zostawić.


Na ścianie
Po zdjętym obrazie
Prostokąt światła


Publikacja na łamach miesięcznika Libertas. Oprócz powyższego haibunu, ukazało się tam również kilka innych moich utworów. 

 

***


Zapada zmierzch -
W ogrodach zwijają się
Parasole


***


Non omnis moriar -
Od strony cmentarza
Zapach bzu


Ten wiersz, wraz z kilkoma innymi moimi utworami, trafił na łamy portalu poetyckiego Polskie poezje końca XX i początku XXI wieku poety haiku Jerzego Jakuba Wieczorka.


***


Kolejna podróż -
Zabieram
Coraz mniej bagażu


***


Ledwo nas sobie przedstawiono,
Ledwo pierwsze spojrzenia,
Półsłówka, półuśmiechy...
Ledwo zdążyłam zapytać:
- "Chcesz jabłko?"


***


Dom spokojnej starości -
W pokojach co chwilę
Ktoś inny


***


Tam, dokąd się wybieram
Nie ma jeszcze ustalonych kursów -
Mocno zawiązuję buty


***


What a rainbow!
I click on
"Like" button


12 lipca 2011 r. publikacja na łamach "The Mainichi Daily News".


***


Piszę
Łupina kolejnego kasztana
Otwiera się


Powyższy utwór, oraz czternaście innych moich wierszy, został opublikowany na łamach antologii Haiku; wybór, wydawnictwo Kontekst, Poznań 2011


***





Otulenie -
W całym domu zapach
Skoszonej trawy


***


Wycinka drzew -
Poprzez uderzenia siekier
Wycie psów


Publikacja na łamach miesięcznika Libertas.
Powyższy utwór trafił również do Archiwum Haiku poetki haiku Magdaleny Banaszkiewicz.



***


Krajobraz
Po huraganie -
Ponad powierzchnią wody
Schody
Prowadzące donikąd


***


The old factory -
Through every window
Branches


13 października 2011 r. moje haiku zostało opublikowane na łamach "The Mainichi Daily News".


***


XII Wielki Arkan - Wisielec, czyli proces samopoznawczy. 

cały jestem do środka więc to jest trochę tak
jakby mnie nie było to co na zewnątrz jest
tylko formą mniej lub bardziej zobowiązującą ale już
nie mnie
nie jestem więc w stanie wziąć
odpowiedzialności za to jak
ją przyjmiesz i czym ona okaże się dla ciebie jedno
jest jednak pewne
nie wolno ci zajrzeć do środka
za to co jest w środku również nie odpowiadam ale będę
tego bronił czym by nie było bo właśnie to
stanowi moją istotę nawet
jeśli w tej chwili nie wiem dokładnie
co to oznacza
wszystko nagle nie wiem kiedy przetasowało się tak że
przestałem to rozpoznawać
wiedziałem tylko
że nic od teraz
nie będzie już takie samo jak przedtem ale nie mogę nic
więcej o tym powiedzieć bo to się właśnie teraz
kształtuje kształtuje się
we mnie i przez mnie zupełnie
jakbym był odbiornikiem i nadajnikiem równocześnie bez
żadnego wpływu własnego
wiem
pomyślisz że się usprawiedliwiam ale na to też nie mam wpływu
być może nawet chciałbym żeby chociaż trochę mnie to
poruszyło ale tak się nie dzieje wszystko
tylko przepływa przez mnie przepływa w sposób spokojny
i jednocześnie zdecydowany dając mi tym samym
do zrozumienia iż nawet mój najlżejszy ruch
byłby dla mnie zagrożeniem
więc jedyne
co mogę
to pozwolić na przepływ
jestem tym na którego najczęściej nadeptujesz w tramwaju w autobusie
jestem tym z nieobecnym wzrokiem
jestem tym który milknie w połowie zdania i zapomina ciągu
dalszego zapomina siebie
jestem tym który wzbudza w tobie uśmiech pobłażania i politowania
równocześnie
i niech tak będzie bo to oznacza że jestem
bezpieczny że nawet
nie przekroczyłeś mojego progu więc wszystko jest dokładnie
tak jak powinno być
gdyż
nie rozpoznając samego siebie
wymagam szczególnej ochrony wiem zatem tylko tyle że się
kształtuję wydobywam
nie pamiętam już z czego pewnie mógłbym sobie przypomnieć ale
dotknięcia pamięci bolą
nie wiem też do czego brnę poprzez nienazwane mgły w których znikam sam
przed sobą
nic nie wiem ale ufam
ta ufność której źródła też nie znam pozwala mi trwać
między przejawem totalnej mocy której ryk wciąż jeszcze
rozbrzmiewa we mnie dalekim echem i dzięki której
przekroczyłem samego siebie a śmiercią
która kiedyś zniszczy otulający mnie kokon żebym
mógł wreszcie narodzić się na nowo
kiedy to będzie?
nie wiem ale na pewno we właściwym czasie
cały jestem
do środka
jeśli mnie kiedyś kochałeś jeśli
za mną tęsknisz
zaczekaj
nie próbuj się do mnie dostać narodzę się
poprzez śmierć
i może być ci trudno
mnie rozpoznać
a to oznacza że znajdziemy się
w takiej samej sytuacji
je też będę
uczył się siebie na nowo nie wiem
ile nazw będę pamiętał ile ocaleje
z tego co znałem kiedyś
ale wiem nie nie wiem
czuję
że jeśli byliśmy prawdziwi na pewno odnajdziemy się
na nowo
jeśli nie to będzie tak
jakby nas nigdy nie było
jedno i drugie okaże się
zbawcze
nawet nie zaboli
otworzy tylko przestrzeń
na oddech
dla mnie pierwszy od
niepamiętnego czasu
ale teraz już dość
choć nie jeszcze jedno będą
mówić ci o mnie różne rzeczy
a ja nie zdołam na to w żaden sposób
zareagować pamiętaj zatem tylko o jednym
nawet judasz był częścią boskiego planu
a to też w dodatku jest tylko jedno z moich
imion które tak jak wszystkie pozostałe nim
się obejrzysz zdąży przemienić
się w inne bo żadne imię nie jest dość
wystarczające jako że należy
do dziedziny wielkiej zniewalającej formy
od której uciekłem
do środka
bo nie było przecież
innej możliwości


***


Opadły liście
I nagle wokół tak wiele
Domów


***


Telefon w środku nocy -
Rozmawiam z samą sobą
Sprzed lat


Publikacja na łamach miesięcznika Libertas.