Szarzeje noc Szarzeje płaszcz wisząc w ciszy Szarzeje kot zwinięty w siebie Szemrze szmer skroplony na szybach Szepczą słowa w kulce zapisanego papieru Szurniętej pod szezlong Szarzejący pod szarą ścianą Szumią szuwary za oknem Szyyyszyyyszyyyszyyyszyyyszyyy
Właśnie sięgałam po coś na sklepowej półce, gdy dobiegł mnie koszmarny odgłos: ni to trzask, ni to zgrzyt, ni to odgłos pękania czegoś twardego, co w końcu nie wytrzymało odśrodkowego napięcia i uwolniło się z hukiem. Pomyślałam (no, dobrze; w tamtej chwili nie pomyślałam, bo nie miałam na to czasu, ale gdybym miała to na pewno tok mojego myślenia byłby właśnie taki, jak dalej przedstawiony), że wreszcie rozstąpiła się pod nami wszystkimi ziemia. Albo, że któraś z klientek trzymająca modnie torebkę w zgięciu łokcia zawadziła o sklepowy regał i biedaczek runął z wrażenia. Zaś szacowna dama z zawieszoną na sztywno zgiętej ręce sztywną torebką oddaliła się, nie oglądając się za siebie. Z tego, co zaobserwowałam owo zesztywnienie ręki dziwnie unieruchamia rysy twarzy, jak również przemieszcza się w okolice karku. Poza tym - po co oglądać się za siebie. Połowa poradników życiowych to odradza, druga połowa nakazuje rozprawić się z przeszłością, a przedtem dokładnie odświeżyć swoje wspomnienia; zawsze można wybrać dogodną dla siebie opcję i zasilić rynek swoimi funduszami. Ważne, żeby się kręciło. A propos kręcenia… Odwróciłam się w kierunku skąd dobiegł ów koszmarny, przeszywający dźwięk i zobaczyłam parę: ją i jego, oboje pewnie byli gdzieś tak po sześćdziesiątce. On prowadził wózek sklepowy, choć „prowadził” to za dużo powiedziane. Wózek bowiem stawiał wściekły, zdecydowany opór. Nie dawał się. Nie zgadzał się jechać ani przed siebie, ani w tył, ani na boki. Nigdzie i po nic. Jego kółka zaciekle wryły się w podłogę sklepu, wykrzywiając się przy tym szyderczo, przy każdej próbie nacisku wydając ów piekielny, kakofoniczny odgłos, zupełnie jakby pytały: „I co teraz zrobisz? Może weźmiesz mnie na ręce i poniesiesz, co?”. To był naprawdę niekompatybilny wózek. Mężczyzna dzielnie z nim walczył, kobieta szła tuż obok niego. Kiedy na nich spojrzałam akurat powiedziała do mężczyzny: - Zły wózek ci wybrałam - takim zbolałym głosem, jakby popełniła najcięższą zbrodnię na świecie. Jakby kogoś zabiła i przyznała się do tego po latach, bo sumienie nie pozwalało jej dłużej milczeć. Jakby ukradła buty, które właśnie miała na nogach i nagle stwierdziła, że nie jest w stanie dać w nich ani jednego kroku dalej również z powodu nieustępliwego głosu sumienia. Ledwo jej wyznanie winy przebrzmiało, mężczyzna odpowiedział: - Bardzo dobry wózek wybrałaś. Powiedział to bez cienia wahania, szczerze, prosto z serca. Gdyby ten wózek w ogóle nie miał kółek, a ona wybrałaby go dla niego, też by go pchał. Bo co tak naprawdę sobie powiedzieli? Tłumacząc to na język Duszy, brzmiałoby to tak: Ona: - Naprawdę wciąż mnie kochasz? Taką głupią i beznadziejną? On: - Oczywiście. Zawsze. I nie jesteś ani głupia, ani beznadziejna. Nie zakochałbym się w takiej kobiecie. Była to prosta, choć niebanalna, skoro tak można ją przetłumaczyć, wymiana zdań w ultrabanalnej sytuacji. Ale znaczyła to, co znaczyła, bo kiedy ta para już sobie wyjaśniła, jak to jest z tym wózkiem, czyli z nimi, zamilkła. Nic więcej przecież nie było do powiedzenia. Otuliła ich cisza; cisza w której wszystko jest wiadome, której nie da się zagłuszyć żadnymi słowami.
Co kryje się w tym stawie, który przyoblec chce się w haiku? A może to jednak moje własne chcenie? Mimo iż tak silnie czuję, że to nadpływa z zewnątrz? Może to właśnie ja? Ja, która nie mam granic i rozprzestrzeniam się w nieskończoność, poza nieistniejącym czasem.
The old love letter So many grammar mistakes And tracks of tears
20 stycznia 2010 r. publikacja na łamach "The Mainichi Daily News".
***
Mroźna zawierucha W parku wieje Pustką
***
Głęboka cisza Pod warstwą lodu Przemknęła ryba
***
Niewypowiedziane albo uwalniająca siła pisania.
Gdybym pragnęła jeszcze bardziej, szyby w okolicznych domach zadrżałyby, a potem zamieniłyby się w gwiezdny pył.
Gdybym pragnęła jeszcze bardziej, nagle onieśmielona Etna nie odezwałaby się już nigdy więcej.
Gdybym pragnęła jeszcze bardziej, wodospady zastygłyby w połowie a świeżo postawione tamy - pękły.
Ale spełniło się tuż przed. Zakołysało się na krawędzi. W nagłówkach gazet, czarno – na białym „świat wstrzymał oddech.”
U moich stóp znikąd wylądowało krucze pióro.
Spisując nim powyższe uwolniłam moc niewypowiedzianych pragnień.
***
Śnieży… Przeskakuję Z kanału na kanał
***
I na cóż gwiazdom Ich chełpliwa niepoliczalność? Wczoraj Swoim krzykiem Strąciłam jedną z nich
***
Mroźna noc – Cichą doliną spłynęła Kropla potu
***
Królowa Śniegu – W jego ramionach Nagle taka drżąca
***
Radość tworzenia.
To czymkolwiek by na daną chwilę było lub nie było napisało się, choć równie dobrze mogło utkać się w gobelinie, namalować się w obrazie, uchwycić się w fotografii. Dowolność środków niewyczerpana i odsyłająca tego, kto akurat trzymał w ręku długopis lub aparat na margines wydarzeń. A więc tym razem akurat napisało się. Wychynęło z najgłębszej, podświadomej pamięci zupełnie nieznanych prapraprzodków i zażądało dla siebie wyrazu, omijając bez najmniejszego wzruszenia fakt, że ten, przez którego postanowiło zaistnieć bierze właśnie prysznic, jest na randce, robi jajecznicę i wolałby jej nie przypalić, śpi snem sprawiedliwego, kocha się z kimś o kim śnił podczas bezsennych nocy.
Cóż to wszystko znaczy wobec tętniących skroni, ucisku w gardle, skamieniałego splotu słonecznego, nie mających zamiaru ustąpić dopóty, dopóki wciąż nie przejawione nie znajdzie dla siebie upragnionego wyrazu, idealnie trafiającego w sedno, czymkolwiek by ono na daną chwilę nie było. Te i inne objawy tak dobitnie zaświadczające o człowieczeństwie muszą zostać teraz przekroczone, chociaż nikt tutaj nikomu nie obiecuje nic w zamian.
No, może poza chwilą ulgi, ale ta nie jest przecież wcale nagrodą lecz raczej kropką nad „i” w dziele, które nie ma końca lub które raczej przetrwa tyle, ile przetrwa ludzkość; w dziele w którym wszystkie nazwiska odbiją się jednakowym echem.
***
Ostatni śnieg topnieje – Cynamonowy herbatnik Unosi się Na powierzchni kawy Przez chwilę
***
Kiedy skończyłam Porządkować swoje myśli, Taras zawieszony był praniem, A w całym domu pachniało Pastą do podłogi i ciastem
***
Thaw – The village dwellers Gaze at the river
27.04.2010 r. mój powyższy utwór został opublikowany na łamach "The Mainichi Daily News".
***
Czekając na gości… Na cukrowej róży Przysiadł motyl
***
Preludium narasta - Burza w ciemnościach Wzbiera szumem liści
***
Zdjęcie oglądane W dzisiejszym śnie… Po odwróceniu, zamiast spodziewanej Daty i nazwy miejscowości, Zupełnie nieznany krajobraz
***
Róża w pączku - Piękność, która jeszcze O sobie nie wie
***
Leśna osada - Na przydomowych ławeczkach Jogini
***
Nieplanowana podróż - Pocałunek prowokuje Pocałunek
***
Świt - Znana dotąd droga Rozwidla się
***
The storm begins - Suddenly we start To scream at each other
17 września 2010 r. moje haiku zostało opublikowane na łamach "The Mainichi Daily News".
***
Nocna mżawka - Światła wielkiego miasta Drżą w kałużach
***
Międzysłowia
Między jednym zdaniem pozornie niedbałym i drugim nieświadomym własnego znaczenia wymknęły się słowa prawdy; rozsypały się niczym diamenty, rozpękły od niepojętej, odśrodkowej siły, której imienia próżno szukać w słownikach.
Nagle tak lekkie. Uwolnione raz na zawsze. Przemieniające każdy napotkany po drodze atom.
***
Nocne ognisko - Wpatrzeni w płomienie Wyruszamy w różnych kierunkach
***
Nieodgadniony horyzont... Mgła Szumi morzem
***
Szymborska - W lekkich wersach Granaty do rozrywania schematów I czarny humor Na otarcie łez
***
Uliczny mim - Coraz liczniejsi przechodnie Solidarnie nieruchomieją W niewypowiedzianie Słusznej sprawie
***
Milczące spotkanie.
Przyciągnęła moją uwagę tym, że wprost emanowała niewymuszonym spokojem i wewnętrzną harmonią. Mogła mieć pewnie pięćdziesiąt parę lat, była schludnie, prosto i elegancko ubrana; dopasowane kolory w odcieniach beżu, proste, krótkie ciemnoblond włosy...Niczego od nikogo nie wymagająca, ale jednak silnie obecna. Zupełnie tak, jakby mówiła całą sobą - "Długo szłam do punktu, w którym jestem teraz. Musiałam pokonać piekło i niebo, walczyłam; czasami wydawało mi się, że ta walka nigdy się nie skończy, walczyłam ze wszystkimi i o wszystko, o siebie. Nawet sen mnie z tego nie uwalniał, bo często ukazywało mi się we śnie to, co przeżywałam na jawie, tyle, że pozbawione wszelkich iluzorycznych przesłon... Aż w końcu, któregoś dnia, gdy poczułam się już tym wszystkim bardzo zmęczona, nagle zrozumiałam, że piekło i niebo są we mnie i tylko ja mogę je pokonać, odebrać im moc, aby one dłużej nie rządziły mną. Wtedy też przestałam mieć wrażenie, że życie miota mną to tu - to tam. Odnalazłam spokój, jakiego nigdy wcześniej nie znałam". Tak naprawdę nie wiem, czy to była jej nieopowiedziana na głos historia, czy też na jej widok to we mnie obudziło się coś, co już od jakiegoś czasu szukało swojego kształtu i na różne sposoby próbowało do mnie przemówić. Ale to przecież nie ma większego znaczenia.
W zatłoczonym, brudnym autobusie Kobieta z bukietem Czerwono - złotych liści
***
Coraz bardziej jesiennieje... Kubek gorącej czekolady W obu dłoniach
***
Właśnie teraz Ktoś gdzieś się rodzi, Ktoś gdzieś umiera - Między jawą i snem Wzdrygnięcie
***
Cmentarna ścieżka - Dziewczynka wpatruje się W lecący samolot
***
Niedopowiedzenia... W Księżycowym świetle pływają Jamochłony
***
Zamykam oczy Jego dotyk przenosi mnie Daleko stąd
***
Coraz krótsze dni - W sklepie z oświetleniem Tłum
***
Nienasycenie - Przez całą noc Czytam
***
Szept w ciemnościach... Z odległych galaktyk Nawoływanie do powrotu
***
Środek nocy - Wciąż czuję na sobie Wzrok nieznajomego, Którego spotkałam We śnie
Już po balu – Porzucone na podłodze Maski królów i błaznów
***
Saguaro
O saguaro, pięknym, olbrzymim kaktusie rosnącym na pustyni tak pisze Clarissa Pinkola Estés w „Biegnącej z wilkami” – „Saguaro można podziurawić kulami, pokroić, przewrócić, podeptać, a mimo to nie traci żywotności, wciąż przechowuje życiodajną wodę, wciąż rośnie dziko i regeneruje się z czasem”. C.P. Estés wspomina o saguaro porównując do niego kobietę, która jeśli nawet, wskutek różnych okoliczności, straci grunt pod nogami, jeśli nawet wciągnie ją wir życia i niechcianych obowiązków, nigdy nie powinna zapominać o sobie, nigdy nie powinna zapominać, kim jest tam… - wewnątrz, w głębi siebie. W każdym wieku i bez względu na to, co pomyśli otoczenie, nigdy nie powinna wyrzekać się tego, co dla niej jest najważniejsze, a co stanowi o jej jestestwie. Musi pamiętać o tym, że zawsze może do siebie powrócić; niezależnie od tego jak długą drogę przebyła, poszukując na zewnątrz tego, co zawsze było w niej samej.
W pustynnym saguaro Drzemie Moc zmartwychwstania
***
Carmina Burana Carla Orffa... Las wyłowiony z ciemności Światłami reflektorów Nagle rozbrzmiał Tajemnym wielogłosem
***
Kiedy rozmyślam o tobie Nagle z radia Dobiegają do mnie słowa Nieznanej wcześniej piosenki: „I’ll be your shelter”…
***
Jego pierwszy spacer… Szczeniak obszczekuje Bałwana
***
Lotem motyla…
Wciąż uśmiechasz się Tak, jakbyś wiedział Więcej niż inni
Ale ten uśmiech nie jest już Przeznaczony dla mnie A tajemnica, jeśli zostanie odkryta, To z pewnością już nie przede mną
Twój wzrok wciąż tak samo Zdaje się przenikać ściany I sprawia, że kobiety Nie potrafią ci odmówić Mimo, że jak zwykle swoje życzenie Zaznaczasz ledwie mimochodem
Ale ja już Nie jestem jedną z nich
Wciąż spisujesz swoje mądre myśli Ubrane w gładkie, stylizowane słowa Spomiędzy, których przeziera twarz Twojej nowej muzy
To, co mówisz, wciąż tak samo Iskrzy się dowcipem Pozornie niedbale wymierzonym W uwiedzenie już nie mnie…
Tak sobie o tym wszystkim rozmyślam Układając w wazonie słynne, czerwone róże, Podarowane mi już nie przez ciebie
I wsłuchuję się w dookolną ciszę Znienacka przypominającą mi o tym Że kilka pięter wyżej Oparci o niewielki, antyczny stolik Od zarania dziejów Przypisani do swoich ról Anioł z Diabłem Grają w szachy W skupieniu nie większym niż trzeba W okazywaniu emocji obydwaj Mistrzowsko powściągliwi Choć prawdą jest, że coraz To jednemu to drugiemu Wymyka się A to uśmieszek, a to ziewnięcie
I kiedy mam już ciężko westchnąć Nad dolą i niedolą pionków, Do mojego pokoju nagle Wlatuje motyl I zatoczywszy Wokół moich metafizycznych rozmyślań Kilka beztroskich kręgów Wylatuje z powrotem Jak gdyby nigdy nic
W niezrozumiałym dla siebie zdumieniu Podchodzę do okna i widzę go Jeszcze przez chwilę Jak trzepocze kolorowymi skrzydełkami Na tle nieskończonego nieba Nieba bez początku i bez końca Nieba niepodzielnego w sobie I pozbawionego sprzeczności Nieba, które jest
***
Podczas medytacji Wyrosła przede mną góra Łupinek po pistacjach
***
Nieznana rzeka – Ktoś na drugim brzegu Woła mnie po imieniu
***
Spacer we mgle – Nagle przed nami Wyrasta las
***
Przebudzenie – Księżycowy promień Musnął różę
***
Podróż w nieznane – Odbijam się po wielokroć W jego oczach
***
Poranny telefon – Burzowe chmury Rozstąpiły się
***
Poranne myśli – Leniwe, morskie fale Muskające brzeg
***
Ruiny zamku – W dawnej sali balowej Dywan z mleczy
***
Przebudzenie – Wyciągam z pawlacza Walizkę
***
Mountain climbing With every step the silence Is deeper and deeper
15 maja 2009 r. publikacja na łamach "The Mainichi Daily News". 24 maja 2016 r. publikacja w ramach projektu Butterfly Dream poety Chen-ou Liu, który również przetłumaczył mój utwór na język chiński.
***
Ten jego wzrok… Nagle nabieram Kocich ruchów
***
Stary sad Gałęzie zrastają się We wzajemnych uściskach
***
Piszę Kolejna herbata Wystygła
***
Wybiła północ… Stare schody Zapomniały skrzypnąć
***
Otwarta książka – Między słowami mędrców Przebiegła mrówka
***
Widok z okna – Jakiś obcy statek zawija Do portu z mojego snu
***
Omal nie wyznałam ci Jak bardzo cię… - Omal nie przerwałam Naszej partii Szachów
***
Nocny seans - W blasku fajerwerków Skąpane morze
***
Irysy Wśród zielonych traw Fioletowe płomienie
***
Pole kapusty - Spod największego liścia Gaworzenie
***
Powrót ze szczytu… Jeszcze jeden Pocałunek
***
Just a moment Before... Scent of rain
19 października 2009 r. publikacja na łamach "The Mainichi Daily News". 30 marca 2010 r., w ramach dorocznego podsumowania Haiku in English: Best of 2009 r., ówczesny wydawca "The Mainichi" Isamu Hashimoto, opatrzył mój utwór następującym komentarzem: "That delicate scent just before rain falling ... she got it. "Haiku shows us what we knew all the time, but didn't know what we knew." -- R. H. Blyth"
***
Z tobą w górach – Niebo Na wyciągnięcie ręki
***
Zaśnieżona droga Ślady wilczych łap W odciskach butów
Wieczorna cisza Od czasu do czasu Tylko plusk wioseł
***
Głęboka noc W oknie z naprzeciwka Żarzy się czyjś papieros
***
Górski wodospad Dalszą trasę ustalamy Na migi
***
Upał Kropla potu Na jego karku
***
Patrząc z pewnego dystansu... W przydrożnym głazie Czyjeś rysy zastygłe w uśmiechu
***
W głębi Ciemnej studni Czyjeś zaciekawione spojrzenie
***
Wieczorna wichura Dyrygent jednym gestem Nakazuje ciszę
***
W całym tym kołowrocie Życia i śmierci Trafiona piorunem brzoza Po kilku tygodniach Wypuściła nowe pędy
***
Zapada zmierzch Rzeźby w parku Coraz bardziej kamienieją
***
Gruntowne sprzątanie – O czym to ja chciałam Zapomnieć?
***
Między kartkami notesu Przebojowej bizneswoman Zasuszony liść
***
Nasze pierwsze randki – Z zapartym tchem Czytamy między wierszami
***
Naszyjnik
Do mojej tajemnej szkatułki Trafiła kolejna czarna perła, Którą wydobyłam z gardzieli Mieszkającego w Podziemiach potwora
Nawlekając kolejne wspomnienie Na tę samą nić, którą kiedyś Posłużyła się Ariadna Nagle zobaczyłam, Że mój szykowany od dawna naszyjnik Jest już gotowy
Ubrana tylko w niego Stanęłam na wprost Wschodzącego Słońca
O świcie, gdy cały świat Jeszcze spał Oznajmiłam swoje ponowne narodziny
Poeta Evgeny Ivanov przetłumaczył mój wiersz na język rosyjski.
***
Wpatrzona w niego Jak w obraz – Mucha w pajęczynie
***
Na przedwojennym murze Billboard Reklamujący nowe osiedle
***
Opuszczony dom W salonie zagościło Kilka brzóz
***
Koniec dnia W ciemnościach narasta Łoskot fal
***
Przedświąteczna gorączka Na parapecie przycupnął Zmarznięty gołąb