Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edvard Munch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edvard Munch. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 października 2019

Taniec


Więc to ja.
Spowija mnie czerń.
Oddala mnie od życia,
zamyka do środka.
Nie ma mnie, choć
wydaje się, że jestem,
lecz jestem tylko
spersonifikowaną Myślą;
przesuwam figurki
na szachownicy.
Moje krzyki, łzy i wzruszenia -
wszystko jest wyliczone,
nie ma mowy o pomyłce.

Więc to ja.
Spowija mnie biel.
Ze wszystkich sił
chronię się
przed nazbyt dotykalną jawą.
Drżę milionami drgnień
i stąd wiem, że jestem;
jestem strażniczką Źródła
Wszelkiego Przejawienia.
Nigdzie stąd nie odejdę;
dalsze przejawienia bolą,
wolę rzeczy, gdy jeszcze
nie w pełni są sobą.

Więc to ja.
Spowija mnie czerwień.
Jestem w nocnym krzyku,
zduszonym silną, męską dłonią.
Jestem w krzyku
dosięgającym chmur.
Jestem w krzyku
pełnym gniewu.
Jestem Ogniem -
ze skostniałych form
wypalam zalążki Nowego.
Przeze mnie dokonuje się
każda rewolucja.

A on?
Tańczymy z nim
naprzemiennie.
Ta, którą
zaczyna rozpoznawać,
przelękniona,
ucieka.
Nie potrafimy inaczej.
Może kiedyś.
Jutro.
Za dwa lata,
trzy miesiące
i cztery dni od dziś.
Lecz jeszcze
nie teraz.


22.02.2013 r. 




Edvard Munch, "Taniec życia"