Chodzę
Coraz później spać
Najpierw była to godzina pierwsza
Która niepostrzeżenie
Przeniknęła w drugą;
Po oficjalnej zmianie czasu (na zimowy)
Pozostała na swoim stanowisku
Oznaczając nagle jednak przecież
Coś innego niż przedtem
(Dawną pierwszą)
Po czym chytrze, niby znienacka,
Zaczęła dążyć w kierunku
Godziny trzeciej
Będącą z kolei kiedyś dawno temu
Niekiedy nawet dwudziestą trzecią
I tak noc
Zaczyna mi się
Pomału zmieniać w dzień
A dzień rozpływa niczym
Plama z sympatycznego atramentu
Na lnianym obrusie
Mój świat całkiem dosłownie staje na głowie...
Co zatem zupełnie w tej sytuacji naturalne
Ci którzy kiedyś
Odeszli z mojego życia
Powracają do niego
W coraz bardziej realnych snach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz