Szykując się Na nasze spotkanie... - W powietrzu unosi się Różany zapach Balsamu do ciała
Wieczorna medytacja - Płomień świecy Uspokaja się
1 stycznia 2012 r. publikacja na łamach miesięcznika Libertas.
***
W zapadających ciemnościach Cichną wszelkie odgłosy - Podnosi się kurtyna
***
Rześki poranek, tak wczesny, że wszystko w nim było dopiero przeczuciem. Trawa, mokra od rosy, wciąż jeszcze zanurzona w półśnie. Śpiew ptaków ze wszystkich stron nawołujących nowy dzień. Błękit, czysty, po sam horyzont. To wszystko spowiło mnie od razu, już na progu domu. Było w tym szczęście, doskonałe. Rozpoznałam je po latach.
***
Twilight Our shadows Become one
***
Czas pomiędzy - Na pętli Puste autobusy
***
Historia życiem napisana - Między liniami papilarnymi Haiku
Słowo - Kamień od którego Rozchodzą się kręgi
1 lutego 2012 r. publikacja na łamach miesięcznika Libertas.
***
Z rytmem rzeki - Na ramionach wioślarza Wije się wąż
***
Full Moon - My shadow becomes Larger than me
Autumn evening - Between my diary pages Flames
Carousel - It's still spinning Without me
It's getting dark When I coming back home... I am recalling My way Step by step
Rozpędzone miasto - Z podziemnego przejścia Dźwięk akordeonu
Raz szybciej, raz wolniej. Na piechotę, rowerami, samochodami, paralotniami, samolotami, statkami, łodziami... Jak komu wygodniej. Jak komu dano. Jak od wieków rzeka zdąża do Morza.
1 marca 2012 r. publikacja na łamach miesięcznika Libertas.
***
Cała drżąca Od niewidzialnych dotknięć - Tafla jeziora nocą
***
infinity my thoughts are running they are passing through everything from the past and from the future the present moment is elusive everything begins and ends at the same time begins and ends begins and ends... and suddenly there is emptiness (hard to even tell that "there is"...) like blessing without name without borders I just let it be it's like dancing on the edge what can be more alive than this than emptiness without beginning and end
***
Piszę - Zacieram granicę Między jawą i snem
***
Głód - W kilku książkach naraz Zakładki
***
Nocny ekspres - Rozmawiamy o wszystkich Zaległych sprawach
***
czas pełni księżyca
zaglądam do kuchni ale kubek mam już w dłoni
przez chwilę stoję na środku przedpokoju między wejściem i wyjściem
otwieram książkę i zaraz zamykam bo już pierwsze przeczytane zdanie jest tym właściwym
wybieram numer i momentalnie się rozłączam bo odpowiedź przychodzi wcześniej niż głos który miał się rozlec
otwieram szafę a tam w ubraniach wiszą zaklęte historie migawkowe i te wiekopomne
jestem wszędzie i nigdzie
na tle dalekiego świetlistego kręgu powoli przepływa chmura
***
Coraz bardziej Oddaleni od siebie... Wielki Wybuch wciąż trwa
***
The wishing well - Just a few words In all languages
Jeden z kilku moich utworów, który trafił na łamy Archiwum Haiku poetki haiku Magdaleny Banaszkiewicz.
***
Głęboka zima Wchłania mnie Nowa powieść
***
Zimowa zaduma - W białej pustce Pulsuje kursor
***
Ona.
Była niezawodna. Spokojna, silna i piękna. Miała regularne rysy twarzy i lekko skośne, jasnoniebieskie oczy. Emanowała czymś, co z jednej strony wydawało się niedosiężne, a z drugiej - upragnione. Kiedy podczas różnych uroczystości rodzinnych gwar rozmów stopniowo narastał, kiedy pieniste fale wznosiły się do zenitu, żeby potem opaść z wielkim hukiem, kiedy najostrzejsze nawet dysputy, nie wiadomo jak i dlaczego, znienacka rozbrzmiewały wybuchami uwalniającego śmiechu - ona pozostawała nieporuszona. Zawsze w tym swoim ciemnym turbanie, dającym wrażenie gładko zaczesanych do tyłu włosów, okalających jej twarz. Zawsze z odsłoniętymi ramionami o regularnych, lekko zaokrąglonych liniach, doskonałych, jak ona sama, lecz doskonałych bez narzucania się; najnaturalniejszych w świecie. Budziła tęsknotę za czymś dalekim, lecz kiedyś na pewno istniejącym... Za doskonałymi czasami, kiedy wszystko działo się po raz pierwszy i było tym, czym jest i niczym więcej. Za czasami, w których każdy detal był zaczątkiem pięknej i spójnej, nie znającej przeszkód historii, nie zatrzymującej się na niczym, lecz jednocześnie w pełni wyzyskującej każdą napotkaną chwilę. Czy takie czasy naprawdę istniały, czy też rozgrywały się tylko w pragnieniach?...Im bardziej bowiem rzeczywistość się od nich różniła, tym większej nabierały intensywności, ale i tym bardziej się oddalały... Ona znała odpowiedzi na takie pytania. Wiecznie zamyślona, nigdy się nie uśmiechała... Emanowała za to spokojem, spokojem Ducha, który przewędrował wiele krain i niejedno widział; ducha, który w każdym początku momentalnie dostrzegał to, co było w nim immanentnie zawarte - koniec. Kiedy teraz o tym myślę, widzę, że snuł się on między nami od dawna, widzę, jak bardzo był nieubłagany, jak bezlitośnie, z bezwzględną konsekwencją zbliżał się krok po kroku i zataczał coraz ciaśniejszy krąg; krąg, w którym z upływem czasu, było nas coraz mniej. Szczególnie widać to było podczas kolejnych uroczystości, z okazji corocznych świąt... Ona jednak była obecna za każdym razem i to dawało mi siłę, dzięki której uczyłam się godzić z Nieuchronnym. Bo w końcu, któregoś dnia, zupełnie niewiarygodnego, ale i niczym nie różniącego się od innych dni, fale przestały się burzyć, wznosić się i opadać, rzeczy przestały przemieniać się jedne w drugie; stół wokół którego zwykle się zbieraliśmy, teraz otoczyła cisza. Mogłoby się wydawać, że nigdy nas nie było, a to, co brałam za wspomnienia jest tylko echem z innego wymiaru, który z jednej strony stawał się coraz bardziej obcy i niedostępny, a z drugiej był Bramą prowadzącą zupełnie gdzieś indziej, gdzie niezwykle łatwo byłoby wejść, ale skąd, czułam to podskórnie, nie byłoby powrotu. W miarę zaś jak to przejście się otwierało, zaczynał być odczuwalny dziwny, przenikliwy chłód, który pomału paraliżował wszystkie ruchy, myśli, pragnienia... Nie mogłam jej tam zostawić.
Na ścianie Po zdjętym obrazie Prostokąt światła
Publikacja na łamach miesięcznika Libertas. Oprócz powyższego haibunu, ukazało się tam również kilka innych moich utworów.
Ledwo nas sobie przedstawiono, Ledwo pierwsze spojrzenia, Półsłówka, półuśmiechy... Ledwo zdążyłam zapytać: - "Chcesz jabłko?"
***
Dom spokojnej starości - W pokojach co chwilę Ktoś inny
***
Tam, dokąd się wybieram Nie ma jeszcze ustalonych kursów - Mocno zawiązuję buty
***
What a rainbow! I click on "Like" button
12 lipca 2011 r. publikacja na łamach "The Mainichi Daily News".
***
Piszę Łupina kolejnego kasztana Otwiera się
Powyższy utwór, oraz czternaście innych moich wierszy, został opublikowany na łamach antologii Haiku; wybór, wydawnictwo Kontekst, Poznań 2011
*** Otulenie - W całym domu zapach Skoszonej trawy
***
Wycinka drzew - Poprzez uderzenia siekier Wycie psów
Publikacja na łamach miesięcznika Libertas. Powyższy utwór trafił również do Archiwum Haiku poetki haiku Magdaleny Banaszkiewicz.
***
Krajobraz Po huraganie - Ponad powierzchnią wody Schody Prowadzące donikąd
***
The old factory - Through every window Branches
13 października 2011 r. moje haiku zostało opublikowane na łamach "The Mainichi Daily News".
***
XII Wielki Arkan - Wisielec, czyli proces samopoznawczy.
cały jestem do środka więc to jest trochę tak jakby mnie nie było to co na zewnątrz jest tylko formą mniej lub bardziej zobowiązującą ale już nie mnie nie jestem więc w stanie wziąć odpowiedzialności za to jak ją przyjmiesz i czym ona okaże się dla ciebie jedno jest jednak pewne nie wolno ci zajrzeć do środka za to co jest w środku również nie odpowiadam ale będę tego bronił czym by nie było bo właśnie to stanowi moją istotę nawet jeśli w tej chwili nie wiem dokładnie co to oznacza wszystko nagle nie wiem kiedy przetasowało się tak że przestałem to rozpoznawać wiedziałem tylko że nic od teraz nie będzie już takie samo jak przedtem ale nie mogę nic więcej o tym powiedzieć bo to się właśnie teraz kształtuje kształtuje się we mnie i przez mnie zupełnie jakbym był odbiornikiem i nadajnikiem równocześnie bez żadnego wpływu własnego wiem pomyślisz że się usprawiedliwiam ale na to też nie mam wpływu być może nawet chciałbym żeby chociaż trochę mnie to poruszyło ale tak się nie dzieje wszystko tylko przepływa przez mnie przepływa w sposób spokojny i jednocześnie zdecydowany dając mi tym samym do zrozumienia iż nawet mój najlżejszy ruch byłby dla mnie zagrożeniem więc jedyne co mogę to pozwolić na przepływ jestem tym na którego najczęściej nadeptujesz w tramwaju w autobusie jestem tym z nieobecnym wzrokiem jestem tym który milknie w połowie zdania i zapomina ciągu dalszego zapomina siebie jestem tym który wzbudza w tobie uśmiech pobłażania i politowania równocześnie i niech tak będzie bo to oznacza że jestem bezpieczny że nawet nie przekroczyłeś mojego progu więc wszystko jest dokładnie tak jak powinno być gdyż nie rozpoznając samego siebie wymagam szczególnej ochrony wiem zatem tylko tyle że się kształtuję wydobywam nie pamiętam już z czego pewnie mógłbym sobie przypomnieć ale dotknięcia pamięci bolą nie wiem też do czego brnę poprzez nienazwane mgły w których znikam sam przed sobą nic nie wiem ale ufam ta ufność której źródła też nie znam pozwala mi trwać między przejawem totalnej mocy której ryk wciąż jeszcze rozbrzmiewa we mnie dalekim echem i dzięki której przekroczyłem samego siebie a śmiercią która kiedyś zniszczy otulający mnie kokon żebym mógł wreszcie narodzić się na nowo kiedy to będzie? nie wiem ale na pewno we właściwym czasie cały jestem do środka jeśli mnie kiedyś kochałeś jeśli za mną tęsknisz zaczekaj nie próbuj się do mnie dostać narodzę się poprzez śmierć i może być ci trudno mnie rozpoznać a to oznacza że znajdziemy się w takiej samej sytuacji je też będę uczył się siebie na nowo nie wiem ile nazw będę pamiętał ile ocaleje z tego co znałem kiedyś ale wiem nie nie wiem czuję że jeśli byliśmy prawdziwi na pewno odnajdziemy się na nowo jeśli nie to będzie tak jakby nas nigdy nie było jedno i drugie okaże się zbawcze nawet nie zaboli otworzy tylko przestrzeń na oddech dla mnie pierwszy od niepamiętnego czasu ale teraz już dość choć nie jeszcze jedno będą mówić ci o mnie różne rzeczy a ja nie zdołam na to w żaden sposób zareagować pamiętaj zatem tylko o jednym nawet judasz był częścią boskiego planu a to też w dodatku jest tylko jedno z moich imion które tak jak wszystkie pozostałe nim się obejrzysz zdąży przemienić się w inne bo żadne imię nie jest dość wystarczające jako że należy do dziedziny wielkiej zniewalającej formy od której uciekłem do środka bo nie było przecież innej możliwości
***
Opadły liście I nagle wokół tak wiele Domów
***
Telefon w środku nocy - Rozmawiam z samą sobą Sprzed lat
Już po balu – Porzucone na podłodze Maski królów i błaznów
***
Saguaro
O saguaro, pięknym, olbrzymim kaktusie rosnącym na pustyni tak pisze Clarissa Pinkola Estés w „Biegnącej z wilkami” – „Saguaro można podziurawić kulami, pokroić, przewrócić, podeptać, a mimo to nie traci żywotności, wciąż przechowuje życiodajną wodę, wciąż rośnie dziko i regeneruje się z czasem”. C.P. Estés wspomina o saguaro porównując do niego kobietę, która jeśli nawet, wskutek różnych okoliczności, straci grunt pod nogami, jeśli nawet wciągnie ją wir życia i niechcianych obowiązków, nigdy nie powinna zapominać o sobie, nigdy nie powinna zapominać, kim jest tam… - wewnątrz, w głębi siebie. W każdym wieku i bez względu na to, co pomyśli otoczenie, nigdy nie powinna wyrzekać się tego, co dla niej jest najważniejsze, a co stanowi o jej jestestwie. Musi pamiętać o tym, że zawsze może do siebie powrócić; niezależnie od tego jak długą drogę przebyła, poszukując na zewnątrz tego, co zawsze było w niej samej.
W pustynnym saguaro Drzemie Moc zmartwychwstania
***
Carmina Burana Carla Orffa... Las wyłowiony z ciemności Światłami reflektorów Nagle rozbrzmiał Tajemnym wielogłosem
***
Kiedy rozmyślam o tobie Nagle z radia Dobiegają do mnie słowa Nieznanej wcześniej piosenki: „I’ll be your shelter”…
***
Jego pierwszy spacer… Szczeniak obszczekuje Bałwana
***
Lotem motyla…
Wciąż uśmiechasz się Tak, jakbyś wiedział Więcej niż inni
Ale ten uśmiech nie jest już Przeznaczony dla mnie A tajemnica, jeśli zostanie odkryta, To z pewnością już nie przede mną
Twój wzrok wciąż tak samo Zdaje się przenikać ściany I sprawia, że kobiety Nie potrafią ci odmówić Mimo, że jak zwykle swoje życzenie Zaznaczasz ledwie mimochodem
Ale ja już Nie jestem jedną z nich
Wciąż spisujesz swoje mądre myśli Ubrane w gładkie, stylizowane słowa Spomiędzy, których przeziera twarz Twojej nowej muzy
To, co mówisz, wciąż tak samo Iskrzy się dowcipem Pozornie niedbale wymierzonym W uwiedzenie już nie mnie…
Tak sobie o tym wszystkim rozmyślam Układając w wazonie słynne, czerwone róże, Podarowane mi już nie przez ciebie
I wsłuchuję się w dookolną ciszę Znienacka przypominającą mi o tym Że kilka pięter wyżej Oparci o niewielki, antyczny stolik Od zarania dziejów Przypisani do swoich ról Anioł z Diabłem Grają w szachy W skupieniu nie większym niż trzeba W okazywaniu emocji obydwaj Mistrzowsko powściągliwi Choć prawdą jest, że coraz To jednemu to drugiemu Wymyka się A to uśmieszek, a to ziewnięcie
I kiedy mam już ciężko westchnąć Nad dolą i niedolą pionków, Do mojego pokoju nagle Wlatuje motyl I zatoczywszy Wokół moich metafizycznych rozmyślań Kilka beztroskich kręgów Wylatuje z powrotem Jak gdyby nigdy nic
W niezrozumiałym dla siebie zdumieniu Podchodzę do okna i widzę go Jeszcze przez chwilę Jak trzepocze kolorowymi skrzydełkami Na tle nieskończonego nieba Nieba bez początku i bez końca Nieba niepodzielnego w sobie I pozbawionego sprzeczności Nieba, które jest
***
Podczas medytacji Wyrosła przede mną góra Łupinek po pistacjach
***
Nieznana rzeka – Ktoś na drugim brzegu Woła mnie po imieniu
***
Spacer we mgle – Nagle przed nami Wyrasta las
***
Przebudzenie – Księżycowy promień Musnął różę
***
Podróż w nieznane – Odbijam się po wielokroć W jego oczach
***
Poranny telefon – Burzowe chmury Rozstąpiły się
***
Poranne myśli – Leniwe, morskie fale Muskające brzeg
***
Ruiny zamku – W dawnej sali balowej Dywan z mleczy
***
Przebudzenie – Wyciągam z pawlacza Walizkę
***
Mountain climbing With every step the silence Is deeper and deeper
15 maja 2009 r. publikacja na łamach "The Mainichi Daily News". 24 maja 2016 r. publikacja w ramach projektu Butterfly Dream poety Chen-ou Liu, który również przetłumaczył mój utwór na język chiński.
***
Ten jego wzrok… Nagle nabieram Kocich ruchów
***
Stary sad Gałęzie zrastają się We wzajemnych uściskach
***
Piszę Kolejna herbata Wystygła
***
Wybiła północ… Stare schody Zapomniały skrzypnąć
***
Otwarta książka – Między słowami mędrców Przebiegła mrówka
***
Widok z okna – Jakiś obcy statek zawija Do portu z mojego snu
***
Omal nie wyznałam ci Jak bardzo cię… - Omal nie przerwałam Naszej partii Szachów
***
Nocny seans - W blasku fajerwerków Skąpane morze
***
Irysy Wśród zielonych traw Fioletowe płomienie
***
Pole kapusty - Spod największego liścia Gaworzenie
***
Powrót ze szczytu… Jeszcze jeden Pocałunek
***
Just a moment Before... Scent of rain
19 października 2009 r. publikacja na łamach "The Mainichi Daily News". 30 marca 2010 r., w ramach dorocznego podsumowania Haiku in English: Best of 2009 r., ówczesny wydawca "The Mainichi" Isamu Hashimoto, opatrzył mój utwór następującym komentarzem: "That delicate scent just before rain falling ... she got it. "Haiku shows us what we knew all the time, but didn't know what we knew." -- R. H. Blyth"
***
Z tobą w górach – Niebo Na wyciągnięcie ręki
***
Zaśnieżona droga Ślady wilczych łap W odciskach butów