Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transformacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transformacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2025

Refleksy, wglądy, przejawienia. (15)

  
  Bóg nie jest osobowy. 
  Bóg bezustannie transformuje. Jest ciągłą przemianą - jednej formy w drugą, drugiej w trzecią, etc., w nieskończoność. Ów wiecznie żywy proces zaświadcza o potężnym potencjale każdej formy - o jej pustce i zarazem pełni, naprzemiennie. O jej nieuchwytności i stałości. 

sobota, 23 listopada 2024

Nagle


Wejść nagle
W zaśnieżony nietknięty las
Nie wiedząc jak bardzo 
Potrzebowało się ocalenia
A potem ocaleć w jednej chwili

czwartek, 28 września 2023

Wolałam


Wolałam mieć głowę 
Tobą nabitą 

W mojej głowie bez ciebie
Hulają wspomnienia 
Jak trąba powietrzna 
Wciągają mnie w sam środek 
Niczego 

Hulają niespełnione marzenia 
Jak grabieżcy 
W zrujnowanym wojną mieście 

W mojej głowie bez ciebie 
Zapada noc bez gwiazd 

Most się zapada 
Nad wyschniętą rzeką 
Której każdy kamyczek oddzielnie 
Bezwstydnie odsłonięty na dnie 
Najbanalniej w świecie
Woła:„Wróć!”

W mojej głowie bez ciebie 
Otwiera się nowa przestrzeń 

Dziwnie spokojnie 
Się w niej oddycha 




piątek, 18 marca 2022

Przemiany.

 “Faust:
 - Więc kimże w końcu jesteś?
 Mefistofeles:
 - Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.”

                                                                 J. W. Goethe „Faust”


Śmierć nie jest końcem. Żeby nim była, musiałaby uśmiercić samą siebie, aby koniec stał się faktycznie definitywny, a to jest przecież niemożliwe. Musiałaby unicestwić wszystko, co napotka, a wówczas znalazłaby się w pustce, w której nie mogłaby już niczego ani nikogo dopaść. Przychodzi więc taki moment, kiedy Śmierć zaczyna być swoim przeciwieństwem. Staje się Wielką Rodzicielką. Zanim jednak do tego dojdzie, jeśli została rozpowszechniona, jeśli jej zasięg zwiększył się za sprawą intencjonalnego zła, wówczas, zgodnie z najstarszym, znanym (mam nadzieję) wszem wobec, prawem energii, wróci do tego, kto owo zło spowodował - bo już nie będzie miała gdzie się podziać. Straci pole manewru. Ponownie zatem nawiedzi swojego nadawcę i to ze zwielokrotnioną siłą nabytą w trakcie swojej wędrówki; wzmocnioną również dlatego, iż w finalnym akcie to, co ma ulec przemianie, osiąga swój szczyt. Podobnie z ciemnością - zawsze w końcu zaczyna wchłaniać samą siebie. I świecić.  


Świt
Głęboko pod ziemią diabeł
Gryzie własny ogon


Wszystko zatacza koło, ulegając zarazem transformacji. Wszystko dąży do swojego przeciwieństwa, które je uzupełnia. Nawet, a zwłaszcza to, co wydaje się ostateczne. Bowiem właśnie to najbardziej pragnie ponownie stać się całością, a w inny sposób tego nie osiągnie.

niedziela, 27 września 2020

You are the One.

 
Prawda nie boli; kiedy jest się w prawdzie, przyjmuje się to, co jest, takim jakim jest. A taki stan sam z siebie sytuuje się poza bólem i nie - bólem. Ból odczuwany w chwili ujawnienia prawdy wypływa zatem nie z niej samej, lecz z człowieka, który jej (zwykle znienacka) doświadczył. Ten ból mówi, że to, co zostało ujawnione jest całkowicie różne od wewnętrznego przekonania na dany temat lub oczekiwań z nim związanych. To energetyczne uderzenie w twarz, w splot słoneczny, wszędzie niżej i wyżej, po całym ciele; to energetyczne szarpnięcie za energetyczną powłokę tworzącą kokon w którym - przed ujawnieniem prawdy - przebywaliśmy, umościliśmy się, który mieliśmy oswojony i zagospodarowany na swoją modłę. Wskutek ujawnienia prawdy kokon pęka. To musi boleć. W "Matrixie" Neo, po tym, gdy prawda została mu objawiona, pyta Morfeusza dlaczego bolą go oczy. "Bo nigdy przedtem ich nie używałeś". To najlepsza odpowiedź, jaką można dać. Przejście z ciemności - kokonu - do światła boli. Boli tak, jak narodziny. W macicy też jest ciemno. Prawda nie boli. Prawda uwalnia. Pozwala być tym, kim się jest. Motyl nie może przecież rozwinąć skrzydeł pozostając w kokonie. Jedno i drugie zachodzi równocześnie - gąsienica przechodzi potężną transformację, a kiedy ta dobiega końca, kokon pęka.