poniedziałek, 12 stycznia 2026

Refleksy, wglądy, przejawienia. (18)


  Za każdą rzeczą stoi (jej) Duch, który ją napędza, nawet wówczas gdy dana rzecz zdaje się nieruchoma; bezruch jest bowiem czymś pozornym, atomy tworzące każdą rzecz (niezależnie od jej stanu skupienia: ciała stałe, ciecze, gazy) znajdują się w bezustannym ruchu. Ponadto atomy w 99,9% są puste. Mówiąc zatem o jakkolwiek istniejącej rzeczy, mówimy o rozedrganej, pustej przestrzeni. To zaś w jakiej odległości od siebie i w jakich strukturach ułożą się atomy zależy od tego, jak zarządzi nimi Duch, cokolwiek by przez to pojęcie rozumieć. 




wtorek, 30 grudnia 2025

Until


Until I read it
Until I neglect it
Until I open it
Until I close it
Until I throw it
Until I get it
Until I say it
Until I keep it silent
Until I stay here
Until I go there
Everything is possible…
Aurora borealis
Somewhere out there 
In my mind

niedziela, 23 listopada 2025

Sea at dawn


Sea at dawn
On the sand footprints
Of nobody 



Silent lake
She wishes to be 
Stardust again 



New Moon 
Vanished without a word
Another day 

Refleksy, wglądy, przejawienia. (17)


  Olśnienie (oświecenie, przebudzenie) – nagłe przypomnienie sobie tego, co się przez cały czas wiedziało, ale tłumiło się w sobie, żeby odgrywać daną rolę. Kiedy rola się wyczerpuje, a dzieje się tak, kiedy człowiek zaczyna odtwarzać wciąż te same schematy, które przestają wnosić do życia cokolwiek nowego, a nawet zaczynają być szkodliwe, destrukcyjne, hamujące. Dostrzeżenie tego, połączenie ze zrozumieniem dlaczego tak się dzieje jest właśnie olśnieniem. Wyrzuca ono człowieka z danej roli, która od początku de facto była czymś narzuconym z zewnątrz, jako że wszystkie role tym się charakteryzują. Całkowite zatem olśnienie polega na uwolnieniu się ze wszystkich ról równocześnie, co nie oznacza jednak, że człowiek musi albo powinien, wszystkie je naraz i to literalnie porzucić. Przy niektórych pozostaje – przy tych, z którymi łączy go zew duszy, czyli poprzez które i za sprawą których jego dusza realizuje zadanie, z którym przyszła na świat lub zwyczajnie – w których dobrze się czuje, które sprawiają jej przyjemność. Te zaś role, których nie można z różnych powodów tak szybko i łatwo porzucić, ktoś, kto doznał olśnienia traktuje o wiele lżej niż dotychczas, nie dlatego, że od momentu olśnienia je lekceważy, ale dlatego, że nie są one już w stanie – skoro człowiek wie o ich istnieniu - tak bardzo go więzić, „uwierać psychicznie‟ jak przedtem; może zresztą dostrzec w nich potencjał dotychczas dla niego ukryty. Dzieje się tak dlatego, iż automatyzm odtwarzanych „pusto‟, bez emocji i zaangażowania ról, blokował przepływ energii. Kiedy energia zostaje uwolniona, pękają niewidoczne dotąd tamy. Odsłania się zupełnie nowy krajobraz; niektóre elementy wydają się znajome („wydają‟ ponieważ emanują nową energią), inne zaś sprawiają wrażenie, jakby pojawiły się znikąd, mimo iż przez cały czas były obecne. 

  


Na przywołanie słońca



 

wtorek, 14 października 2025

kolejny


kolejny wiersz Miłosza
i jestem napełniona
najwyższym sensem 
który jeszcze przed chwilą
pozostawał niewyrażalny
a właściwie nawet nie istniał 
teraz jednak zmaterializował się
po czym uwolnił 
z czubka mojej głowy
w postaci niewielkiej świetlistej kuli:
orb - 
mówią niektórzy;
czyjaś dusza wędrująca
domyślają się inni 
pozostali zaś zapewniają:
to kwantowa informacja fluktuująca
a ja się uśmiecham 
i wyglądam przez okno 
Miłoszowy krajobraz uzewnętrzniony
przemienia się raz po raz
skąpany w blasku 
który nie dość że nie razi 
to w dodatku koi 




piątek, 3 października 2025

Refleksy, wglądy, przejawienia. (16)


  Nie szanując i nie kochając siebie, człowiek nie szanuje i nie kocha Boga. 
  Oczywiście taki człowiek, w którego idea Boga została wszczepiona, najczęściej w dzieciństwie, w stanie kiedy świadomość rozróżniająca jest jeszcze w powijakach, kształtuje się, a tym samym, to co zaindukowane, zwłaszcza przez najbliższych, przyjmuje za naturalne i przede wszystkim - za swoje. 
  Idea Boga, Bóg, zostaje zatem zaimplementowany jako stworzyciel nieba i ziemi, stworzyciel wszelkiej rzeczy przejawionej i nieprzejawionej, zarazem swoim wszelkim stworzeniem będący, przenikający je swoją boskością; w stworzeniu się przeglądający, zdystansowany do niego, karzący, wynagradzający, miłosierny, obojętny bardziej niż wykreowany przez niego głaz - w zależności od danej religii. 
  Jak łatwo się domyślić, tak potężnej idei, wszczepionej w kształtującą się dopiero świadomość, nie tak łatwo się pozbyć. Tym bardziej iż, poprzez związane z ową ideą rytuały i obrzędy, zapada ona bardzo głęboko w podświadomość, tworząc stopniowo, pomału, konsekwentnie paradygmat danego człowieka, powodując iż w pełni on się z nim utożsamia. Zwłaszcza na poziomie na którym musi współegzystować z innymi, współuczestniczyć w uroczystościach powiązanych z danym wierzeniem. Utożsamia się z nim również, kiedy zostaje sam ze sobą, ale... 
  W pewnym momencie coś się zaczyna dziać. Świadomość zaczyna przyglądać się temu, co zostało jej wpojone w czasie, kiedy zdolność wglądu była u niej dopiero w stanie zalążkowym. I dostrzega, że oto zaimplementowano jej, bez jej - siłą rzeczy - świadomej zgody, mocarny koncept, przed którym nie ma gdzie, dokąd ani jak uciec. Bo wszędzie, gdzie by się człowiek (nie) udał natrafia na Jego, Boga, dzieła. 
  Czy będzie to ślepa uliczka czy bezmiar oceanu - wszędzie natrafia na to samo piętno, znamię, tchnienie. Ta sama ręka we wszystkim ma udział. I wiedza ta nie płynie z tego, co człowiek napotyka, ale z niego samego, z jego wnętrza... Zaindukowanego wnętrza. 
  Kontakt z ową Siłą, nie znającą granic, wszystko-przenikającą, jawi się zatem od tej chwili dwojako - jako coś cudownego i wymuszonego zarazem. Cudownego - bo taka zdolność kreacji, bycia Kreatorem i tym, co jest (bezustannie) kreowane, musi budzić podziw. Wymuszonego - bo świadomość rozróżniająca przesyła oto do systemu, tu rozumianego jako jestestwo człowieka, informację, że skoro został stworzony, jest winien. Winien posłuszeństwo, miłość, oddanie, smutek, gdy czuje, że jest nie dość dobry, radość, gdy dobrze wywiąże się z zadania, jakkolwiek rozumianego. Nic nie jest jego, nigdy nie było. 
  Przynajmniej według zaimplementowanej idei i wszystkim, co z nią związane, a to, co z nią związane, organizuje mu de facto, dni i noce. Oczywiście jawi się tak to tylko tym, którzy napływającym do nich wrażeniom, zjawiskom, zdarzeniom powiedzą w którym momencie swojego życia: "Stop" - nie po to, żeby zatrzymać świat, ale po to, żeby sobie dać chwilę do namysłu, żeby pozwolić działać w sobie świadomości rozróżniającej. 
  Odkrycie, że oddziaływanie owej wszechwładnej, zwyczajowo cukierkowo opisywanej Mocy, ma w sobie element wymuszenia, miało go od zawsze, budzi w człowieku bunt. Musi tak być. 
  Bunt zaś rodzi chęć walki. Tylko, że z Bogiem, który jest w absolutnie każdym oddechu, tuż przed nim i tuż za nim, nie da się walczyć. 
  Walka ta zatem zostaje skierowana do środka, do wewnątrz. 
  Człowiek ucieka, żeby sprawdzić, czy zostanie odnaleziony, choć warunkowości swojej ucieczki akurat sobie nie w pełni uzmysławia. Ucieka, żeby przekonać się, czy coś istnieje naprawdę, czy to Światło, o którym mówiono mu od zawsze, jest czymś więcej niż ideą, czy jest żywe. 
  A od Światła może uciec tylko w ciemność, w strefę Cienia, gdzie napotyka to, co zostało uśpione, zepchnięte do podziemi w czasie, kiedy wszczepiono mu koncept wieczystego Boga i przemilczano całą resztę, tę mianowicie, że rzeczywistość nie jest cukierkowa, że nic w niej nie tylko nie jest jednoznaczne, ale może też z chwili na chwilę przemienić się w swoje przeciwieństwo. 
  W strefie tej człowiek może zostać rozerwany na strzępy. Najczęściej jednak, jeśli jest uważny i choćby jaką mikrocząstką siebie pamięta, po co osunął się w ciemne czeluście, zostaje  rozerwany po to, aby na powrót się złożyć. 
  Jedno i drugie wydaje się zatem konieczne - gdyby większości ludzi nie zaimplementowano idei Boga w okresie, gdy ich świadomość rozróżniająca była w powijakach, w późniejszych latach nie mieliby z czym / kim stanąć twarzą w twarz, żeby zadać to najistotniejsze pytanie na świecie: "Jesteś czy Cię nie ma". Nie ma silniejszego doświadczenia, bardziej okrutnego i pięknego, znoszącego zło i dobro, anihilującego w pył wszelki pozór. Trzeba podczas owego doświadczenia umrzeć co najmniej kilka razy. Trzeba nauczyć się wyć, płakać i śmiać się równocześnie. Dlatego pewnie większość ludzi jednak pozostaje przy machinalnie odprawianych obrzędach, automatycznych rytualnych gestach, nie sprawdzając czy jest poza nimi coś więcej, czy są one tylko pustymi formami, czy też portalami, znakami, a może jeszcze czymś innym... 
  A potem nagle wszystko zaczyna się okazywać, "wyświetlać". Jedne rzeczy, zdarzenia, wydarzenia tłumaczą się przez drugie, nimi przenikają, wzajemnie siebie sankcjonują, swoje dziejstwo, odsłaniając, ujawniając sens, który w inny sposób nie mógłby się przejawić. I który nie pozostawia już żadnych wątpliwości, nie pozwala się zakwestionować - poprzez swoją wyrazistość, poprzez fakt, iż odsłonięty splot wydarzeń, wzór, mówi sam za siebie. Jest jaki jest. Tak jak Bóg - gdyż owo niespodziewane ujawnienie, niezłomna logika zawarta w splocie wydarzeń, sytuacji, spotkań pozornie przypadkowych, konsekwencja nie dbająca o odległości czasowe, jakby nie miały żadnego znaczenia, nowy kontekst, który wynika z tego, co dotąd wydawało się oczywiste, a który w ogóle nie był brany pod uwagę, wszystko to przywodzi na myśl niedościgłą siłę, stojącą za tym subtelnym, a zarazem potężnym mechanizmem, ta zaś może kojarzyć się z Bogiem. Zwłaszcza jeśli jego pojęcie zostało wpojone w (ludzką) świadomość, gdy ta dopiero się kształtowała i jak gąbka chłonęła wszystko, co napotkała, usłyszała, o czym się dowiedziała - nawet nie bezpośrednio, a od osób, którym z racji ich "ról", czyli najczęściej rodzicom, wychowawcom ufała bezgranicznie, nie tylko dlatego, że wydawali mu się oni idealni, ale dlatego, że dawało jej to poczucie bezpieczeństwa. 
  I tak tylko chyba może się Bóg przejawiać - w owym w nieskończoność odsłaniającym się, wiecznie żywym, wielowymiarowym obrazie złożonym z nieskończonej ilości puzzli. Bywa on widziany w przebłyskach przez jasnowidzów (a logika i złożoność, z jaką powstawał, co uwidacznia się w astralnym odczycie, wskazuje, że faktycznie za tak misternym i niezłomnym procesem musi stać jakaś Siła, tak konsekwentna, że aż odbierana jest jak myśląca, a skoro tak - również osobowa, choć taka akurat jednak nie jest), co jest źródłem ich radości i rozpaczy równocześnie. Radość wynika z tego, iż udało się jakiś większy wycinek owego wiecznie rozgrywającego się dzieła podejrzeć i sam ów fakt wywołuje dreszcz, bo dokonując takiego podglądu doświadcza się mimowolnego, niezasłużonego, dojmującego współuczestniczenia w czymś wielkim, nieodgadnionym, przenikliwie istniejącym, wciąż, poza czasem, choć również w (umownym) czasie się dziejącym; rozpacz zaś wynika z faktu, iż nic z tym, co się ujrzało na astralnym ekranie, przynajmniej w większej skali, zazwyczaj nie da się zrobić, zdarzeniom mającym przełomowe znaczenie nie da się w żaden sposób zapobiec. 
  W takim ujęciu Bóg i przeznaczenie jawią się więc jako tożsame. 
  Czy w takim razie modlitwa ma jakikolwiek sens? Tak; o ile nie zostanie zamknięta w pustych (wyuczonych), odklepanych (zwykle ze strachu) słowach. Modlitwa musi stać się działaniem, wypełniać każdy gest i ruch, jeśli ma wynieść człowieka poza poziom, na którym ten nie chce się dłużej znajdować - a zwykle przecież w takiej chwili pojawia się potrzeba modlitwy. Działanie to zaś ma być wypełnione pragnieniem związanym z tym, co się chce osiągnąć; czystym, nieskazitelnym przekonaniem, że jest to możliwe; oraz gotowością na to, że owo działanie uwolni w człowieku coś, czego ten się w ogóle nie spodziewał... 

Między


Między 
Kolejnymi kręgami piekła 
Drzwi 
Otwierane szarym przyciskiem 
SOR 

sobota, 13 września 2025

Kiedy


Kiedy nadejdzie
Właściwy moment
Poskłada się. 
Wszystkie puzzle znajdą 
Swoje miejsca:
Pierwszy równocześnie z ostatnim. 
I odsłoni się obraz, 
I stanie się jasność,
Jakby była tu od zawsze. 

Wszystko co przedtem 
Jest waleniem głową w mur. 
Również modlitwa. 

Wszystko co przedtem 
Jest jednak zarazem konieczne:
Każdy krzyk niknący w pustce
Każde spojrzenie w ciemność
Każde zatrzymanie serca
Każde jego przyspieszenie 
Każde pocałowanie klamki 
Każdy obgryziony 
Bez udziału świadomości paznokieć
Ukryty pod tipsem
Lub nie. 

sobota, 9 sierpnia 2025

wtorek, 29 lipca 2025

Refleksy, wglądy, przejawienia. (15)


 Życie: wieczne napięcie wywołane, z jednej strony, tym o czym marzymy, czego chcemy, potrzebujemy, z drugiej zaś strony spowodowane tym, co musimy robić, o czym musimy myśleć, do czego jesteśmy zobligowani przez siły zewnętrzne reprezentowane przez społeczeństwo, szeroko rozumiany system, jego reguły i normy. 
  Co ciekawsze, a może przede wszystkim straszno - śmieszne, gdyby nie owe siły zewnętrzne, które odczytujemy, odbieramy jako napierające i opresyjne, marzylibyśmy o czymś innym, niż marzymy, tęsknilibyśmy za czymś zupełnie innym, niż tęsknimy... 




piątek, 18 lipca 2025

czwartek, 10 lipca 2025

(Nie)spełniona prośba


Umówiłam się w nocy
Ze swoim Aniołem Stróżem
Że jeśli istnieje, niech rano zostawi
Na moim stole płatek róży;
Najlepiej klasycznie czerwony 

Kiedy się obudziłam
Okazało się, że stół jest pusty

O dziwo, bez większego zdziwienia, 
Jakbym jednak tego właśnie oczekiwała
I na nic więcej nie liczyła, 
Wyruszyłam w kolejny dzień

I dopiero po powrocie, 
Kiedy znów się rozpakowałam, 
Kiedy zsunęłam z siebie 
Wycieńczoną, wymaganą przez innych personę, 
I zapatrzyłam się w gasnący za oknem dzień 
Uświadomiłam sobie, iż przez ostatnie godziny 
Otwierały się przede mną wszystkie drzwi, 
Ledwo dochodziłam do przejść 
Światła zmieniały się na zielone,
A supły rozsupływały się, gdy tylko 
Zwróciłam na nie uwagę 

„Poems steady flowin', growin', showin' sights and sound‟

  



czwartek, 26 czerwca 2025

***


wpatrzyłam się
czyli otworzyłam 
aż weszła we mnie 
ta równina
i wypełniła mnie
swoim spokojnym bezkresem 
aż stałam się nią
czyli sobą
z powrotem 



Erik Werenskiold, "Na równinie", 1883 r. 

piątek, 20 czerwca 2025

Breaking news


Breaking news
Distrust in the eyes
Of the frozen fish



Published in the Asahi Haikuist Network; June 20, 2025. 
My above haiku poem was also published in Haikuniverse; a daily haiku or micro-poem; January 23, 2022.